utworzone przez Alicja Nowakowska | lis 5, 2025 | Internet, Prasa |
Baruch Jaakov Janowicz w swoim artykule dla Do Rzeczy przedstawia czytelnikom „drugie dno” funkcji AI Overviews, którą Google testuje od wiosny 2024 roku. Nowa funkcjonalność najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej polega na tym, że system generatywnej sztucznej inteligencji podsumowuje wyniki wyszukiwania i prezentuje je w syntetycznej formie, dając użytkownikowi gotową odpowiedź, bez konieczności przechodzenia do listy stron.
Baruch Jaakov Janowicz, Google w bitwie o hegemonię informacji, DoRzeczy, 12.10.2025 r.
Dziennikarz opisuje minusy i zagrożenia jakie niesie za sobą nowa funkcja Google. Powołując się na raporty Search Engine Journal, Search Engine Land oraz Pew Research Center wskazuje, że po wprowadzeniu AI Overviews liczba kliknięć w tradycyjne linki spadła w USA średnio o 34-46%. Dziennikarz podkreśla, że nowe rozwiązanie testowane przez Google jest dla mediów stratą zysków, dlatego też w ramach europejskich organizacji zrzeszających wydawców (takich jak European Publishers Council czy News Media Europe) złożono do Komisji Europejskiej skargi antymonopolowe dotyczące działań Google. Dane agencji marketingowych z Polski wskazują na spadki ruchu w branżach lifestyl’owych i poradnikowych o ok. 10-20%. Nie są to wartości alarmujące zdaniem dziennikarza, ale warto podkreślić, że nowa funkcja w Polsce dostępna jest tylko dla części użytkowników i w wybranych kategoriach zapytań.
W swoim tekście Janowicz patrzy na rozwój sztucznej inteligencji w wyszukiwarkach przede wszystkim przez pryzmat zagrożeń. Autor skupia się na pokazaniu, w jaki sposób zmienia się Internet, jaki znaliśmy dotąd, pod wpływem rozwiązań nastawionych głównie na szybkie dostarczanie informacji bez potrzeby odwiedzania źródeł. Zdaniem dziennikarza rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji stają się „pośrednikami interpretacji rzeczywistości”, ponieważ skupiają uwagę użytkownika sieci jedynie na jednym centralnym mechanizmie odpowiedzi.
Niewątpliwie artykuł w DoReczy zmusza odbiorcę do pewnej refleksji nad przyszłością Internetu, nie jest jednak prostym oskarżeniem wobec Google. Dziennikarz nie narzuca czytelnikowi swojego punktu widzenia, zachęca, by sam zastanowił się nad tym, w jakim kierunku zmierza Internet i czy szybka, syntetyczna odpowiedź od sztucznej inteligencji to rzeczywiście to, czego oczekujemy od sieci przyszłości.
Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu:1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 1/1
Ocena: 5/5
Obraz Firmbee z Pixabay
utworzone przez Wiktor Nowak | paź 24, 2025 | Internet, Prasa |
Ludzie przestają czuć, że ich praca ma znaczenie. Zaczynają zauważać objawy depresji, psychologowie odnotowują wzrost pacjentów zwracających się o pomoc z tym problemem. Autor artykułu przedstawia problem i stara się pokazać jak wygląda to na co dzień u kilku osób, które się z nim zmagają.
Dawid Karpiuk, Wykonują pracę, która nie ma znaczenia. W pewnym momencie gasną, Newsweek.pl, 18.10.2025 r.
Zgodnie z danymi statystycznymi w książce Davida Graebera, która przywołana zostaje na samym początku, 27 procent Polaków uważa, że ich praca nie ma sensu. Statystyki mają odwzorowanie w gabinetach psychologicznych. Problem ma szczególnie znacząco dotyczyć ludzi w wieku 30-40 lat – pokolenia, które budowało sobie poczucie własnej wartości na pracy i życiu zawodowym. Według dr Agnieszki Czerw, psycholog z Uniwersytetu SWPS „Ludzie nie czują sensu wtedy, kiedy nie wykorzystują swoich kompetencji, możliwości, predyspozycji. Kiedy nie widzą efektów swojej pracy”.
Jak te słowa mają odzwierciedlenie w rzeczywistości możemy dowiedzieć się z historii przedstawionych bohaterów. Jednym z nich jest Marcin, oficjalnie, wg korpojęzyka „członek drużyny” w korporacji, w której pracuje, de facto – „trybik w maszynie”, który bardzo bezpośrednio wypowiada się o swoim szefie. Doświadczenie Moniki, która od ośmiu lat pracuje w marketingu, pokazuje, że niektórzy długo nawet nie podejrzewają, że to praca może ich unieszczęśliwiać. Inny bohater, Adam, świadomy jest poczucia bezsensu związanego ze swoją pracą, jednak woli bezpieczeństwo finansowe. Jak mówi „mogę udawać przed samym sobą, że jestem elitą”.
Język artykułu jest prosty i bezpośredni, co nadaje tekstowi autentyczność i dynamikę. Odpowiada on charakterowi wypowiedzi bohaterów, którzy bardzo obrazowo przedstawiają realia swojej pracy. W opisie samego problemu autor sięgnął po opinię specjalistek-psychologów, a wszystkie dane statystyczne pochodziły z zasadnych źródeł.
Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu:1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 1/1
Ocena: 5/5
Obraz StockSnap z Pixabay
utworzone przez Angelika Olearczyk | sie 15, 2025 | Internet, Prasa |
Jesteśmy zbyt zmęczeni na sport, na seks, nawet na rozmowy z bliskim. „Jakby ktoś mnie odłączył od prądu” – tym leadem Agnieszka Jucewicz rozpoczyna starannie i kompleksowo przygotowany materiał. Czytelnik może w nim odnaleźć odwołania do badań, statystyk, publikacji i opinii, które pozwalają lepiej zrozumieć co stoi za zmęczeniem odczuwanym przez coraz większą ilość osób.
Agnieszka Jucewicz,„To nie wypalenie, to nie depresja”. Zjawisko, z którym zmaga się świat, dotarło i do Polski, Gazeta Wyborcza, 03.07.2025 r.
25.04.2025 w Magazynie Wyborczej opublikowano tekst Jucewicz o tytule „To nie wypalenie, to nie depresja”. Zjawisko, z którym zmaga się świat, dotarło i do Polski’. Dziennikarka od wielu lat skupia się na tematyce zdrowia psychicznego. W 2019 roku została nominowana do Grand Press za tekst „Jaka Piękna Katastrofa”, traktujący o kryzysie wieku średniego. Tym razem dzięki trafnym pytaniom i pracy badawczej, zgłębia problem ogólnego wyczerpania – zjawiska, które odróżnia od wypalenia zawodowego, depresji czy zaburzeń lękowych.
Co ważne, Jucewicz nie tylko pozwala czytelnikowi zrozumieć skalę i złożoność zjawiska, ale też stara się wskazać pomocne praktyki. Tym samym wartość artykułu dla czytelnika rośnie, ponieważ tekst łączy diagnozę z podpowiedziami, jak sobie radzić. Poza tym, autorka pokazuje, że jest świetnie przygotowana merytorycznie: opiera się na szerokim wachlarzu źródeł i łączy różne perspektywy – od naukowej po kulturową. Przy tym podchodzi do tematu obiektywnie i z empatią, ukazując wysokiej klasy warsztat dziennikarski.
Za rzetelność treści odpowiadają liczne, wysokiej jakości odwołania. W materiale znajdziemy wnioski oparte o raporty, badania i dane statystyczne zaczerpnięte z YouGov (Wielka Brytania), Statista (Niemcy), National Health Interview Survey (USA), Eurostat, Randstad (Polska), a także badania Slack. W tekście przytoczone zostają liczne wypowiedzi, publikacje i eseje. Autorka sięga m.in. po głosy psychologów (Adama Granta, Danuty Racławskiej, Emily Ballesteros), badacza (Stevan Hobfoll), profesora informatyki (Cala Newporta), profesor i ekspertki od wpływu technologii na zdolności koncentracji (Glorii Mark), psychiatry (Sławomira Murawca), filozofa (Byung-Chul Hana), lekarza (prof. dr hab. Paweł Zalewski), socjobiologa (Edwarda O. Wilsona) czy doktora nauk biologicznych (Joanny Wojsiat). Wszystko to pogłębia kontekst historyczny i filozoficzny.
Źródła z jakich korzysta Jucewicz są wiarygodne i na wysokim poziomie a autorka posiada zaplecze, by do tematu podejść holistycznie – co realizuje, łącząc dane statystyczne, wiedzę praktyków, refleksje filozoficzne i kulturowe. To wymaga świetnego warsztatu, jak i orientacji w świecie nauki i humanistyki. Warto przy tym podkreślić, że mimo mnogości źródeł, wszystko jest napisane przystępnym językiem. Dzięki temu całość jest łatwa w odbiorze, tekst nie przytłacza – a wręcz przeciwnie – prowadzi czytelnika krok po kroku przez problem, ułatwiając zrozumienie i pogłębiając refleksję.
Na uwagę zasługuje także:
– trafny i ułatwiający poruszanie się po materiale tytuł i śródtytuły;
– klarowność i logiczna struktura;
– spójna treść;
– wysoka wartość informacyjna i edukacyjna;
– oraz ton i perspektywa, które nie deprecjonują doświadczeń bohaterów ani czytelników.
Artykuł Agnieszki Jucewicz jest wzorcowym przykładem dziennikarstwa wysokiej jakości: rzetelnego, obiektywnego, wielowymiarowego i empatycznego. To materiał społecznie istotny, z wyczuciem, o wysokiej wartości informacyjnej i edukacyjnej.
- Prawda 1/1
- Obiektywizm 1/1
- Oddzielenie informacji od komentarza 1/1
- Szacunek i tolerancja 1/1
- Zasadność tytułu 1/1
Ocena końcowa: 5/5
Obraz Ichigo121212 z Pixabay
utworzone przez Piotr Fabisiak | cze 17, 2025 | Internet, Prasa |
W swoim artykule „Klimat zły, coraz gorszy. Ocieplenie planety to już nie jest perspektywa końca wieku’’ opublikowanym w Polityce, Szymon Malinowski stawia fundamentalne pytanie: czy ludzkość może nieustannie się rozwijać na planecie, której zasoby są skończone? Odpowiedź, oparta na twardych danych naukowych, brzmi jednoznacznie – nie.
Szymon Malinowski, Klimat zły, coraz gorszy. Ocieplenie planety to już nie jest perspektywa końca wieku, Polityka, 19.05.2025 r.
Autor poddaje krytyce obojętność elit politycznych, gospodarczych i społecznych wobec narastającego kryzysu klimatycznego, jednocześnie wskazując na rosnące zagrożenie wynikające z ignorowania zasad fizyki i ekologii w imię wzrostu gospodarczego.
Malinowski opisuje skokowe ocieplenie klimatu w ostatnich latach, wskazując na przełomowe zmiany w systemie klimatycznym, takie jak wzrost temperatury oceanów czy gwałtowne przyspieszenie gromadzenia energii w systemie Ziemi. Przywołuje dane z raportu Światowego Forum Ekonomicznego z 2025 roku, który pokazuje, że liderzy światowi coraz częściej dostrzegają ryzyko katastrofy globalnej, choć nie przekłada się to na konkretne działania. Szczególną uwagę zwraca też na paradoks – ograniczając emisje siarki dla poprawy jakości powietrza, nieświadomie zwiększyliśmy szybkość globalnego ocieplenia, ponieważ siarkowe aerozole dotąd częściowo maskowały efekt cieplarniany.
Artykuł Malinowskiego nie jest jednak tylko przestrogą. To apel o zmianę modelu rozwoju, odejście od logiki niekończącego się wzrostu na rzecz zrównoważonego podejścia opartego na współpracy z przyrodą, nie przeciwko niej. Autor wskazuje, że matematyka stojąca za wzrostem gospodarczym jest nieubłagana, mianowicie co 25 lat podwajamy konsumpcję zasobów planety, które są jednak ograniczone, co oznacza, że dalszy wzrost w obecnym tempie prowadzi do nieuchronnego kryzysu.
Tekst można uznać za obiektywny, choć jest to wypowiedź nacechowana emocjonalnie. Malinowski opiera swoje twierdzenia na danych, raportach, analizach naukowych i faktach fizycznych. To tekst publicystyczny, ale zakorzeniony głęboko w wiedzy naukowej i faktach, a nie w opiniach czy ideologii. Tematyka tekstu jest istotna społecznie, ponieważ zmiany klimatyczne, wyczerpywanie zasobów naturalnych i związane z tym ryzyko katastrof naturalnych to realne wyzwania naszych czasów. Artykuł Malinowskiego uświadamia, że odwracanie wzroku od tych problemów prowadzi nas wprost ku kryzysowi o skali cywilizacyjnej.
Podsumowując, artykuł Malinowskiego to ważny głos w debacie publicznej, który łączy naukę, etykę i odpowiedzialność społeczną. Choć trudny i niewygodny, powinien być szeroko dyskutowany, bo to właśnie teraz decydujemy o tym, czy przyszłe pokolenia będą miały jeszcze planetę, na której można żyć.
Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu: 0,8/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 1/1
Ocena: 4,8/5
Obraz Naomi Booth z Pixabay
utworzone przez Wiktor Nowak | maj 12, 2025 | Internet, Prasa |
Samochody z Chin możemy coraz częściej zobaczyć na naszych drogach. Piotr Głuchowski w swoim artykule stara się dowiedzieć dlaczego i zastanawia się czy w związku z tym powinniśmy się ich obawiać.
Piotr Głuchowski, Czy samochody z Chin łączą się z rządem w Pekinie?, Gazeta Wyborcza/Duży Format, 07.04.2025 r.
Artykuł zaczyna się od podania danych dot. sprzedaży chińskich aut w Polsce. Ich wzrost rok do roku jest ogromny i zapowiada się, że w tym roku sprzeda się ich jeszcze więcej. W kolejnej części autor opisuje swoje odwiedziny w salonach sprzedających chińskie samochody. Relacjonuje rozmowy z dilerami i ekspertami. Opisują oni zalety aut z Chin. Jednym z głównych czynników jest oczywiście cena, niższa niż aut europejskich czy japońskich ale ważne jest również bogate wyposażenie, w szczególności systemy bezpieczeństwa.
Autor odnosi się również do często podnoszonego argumentu przeciw tym autom – czyli braku części zamiennych, czy konieczności sprowadzania ich z Chin. Kontaktuje się z salonem, w którym pracownik tłumaczy, że części znajdują się w magazynach w Europe a do naprawy nie ma kolejek. Rozmawia również z ekspertem tłumaczącym, że wiele elementów chińskich samochodów to te same części, które są produkowane dla europejskich czy japońskich marek. Z drugiej strony ekspert podkreśla, że te auta „robią większe wrażenie niż na to zasługują”, bo standard wykończenia bywa daleki od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni.
Na uwagę zasługuje również próba zrozumienia dlaczego chińskie auta stają się coraz bardziej popularne i mogą konkurować ceną. Autor wraz z ekspertami tłumaczy to tanią siłą roboczą oraz dopłatami od rządu chińskiego, dzięki którym chińskie koncerny mogą obniżać cenę. Zwraca również uwagę na inne podejście do motoryzacji – dla Chińczyków auto ma łączyć się ze smartfonem, telewizorem i komputerem – stąd naszpikowanie nowymi technologiami.
Głuchowski pod rozwagę poddaje również kwestię bezpieczeństwa – zarówno tego na drodze jak i dot. naszych danych. Samochody nowej generacji, podobnie jak inne urządzenia technologiczne, przekazują wiele informacji o nas producentom. W przypadku koncernów z Chin zachodzi obawa o ich bezpieczeństwo i udostępnianie ich komunistycznemu rządowi.
Artykuł jest kompleksową próbą zrozumienia fenomenu chińskich samochodów. Autor bazuje na danych, rozmowach z ekspertami, dilerami ale również własnych doświadczeniach podczas jazdy próbnej w jednym z samochodów. Porusza najważniejsze problemy i wątpliwości związane z nimi. Jednocześnie tekst nie jest ani zachętą, ani zniechęceniem do kupna. Czytelnik może sam wyciągnąć wnioski i ocenić ryzyko. Punktem do którego można mieć wątpliwości jest tytuł – na pewno chwytliwy – jednak wątek ten jest poruszony w artykule tylko w jednym krótkim akapicie.
Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu:1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 0,5/1
Ocena: 4,5/5
Obraz Andrew West z Pixabay
utworzone przez Piotr Fabisiak | kwi 17, 2025 | Internet, Prasa |
W artykule „Jeszcze Ziemia nie zginęła. Ale jakiś obiekt może w nas uderzyć. Naukowcy się szykują” Andrzej Hołdys podejmuje temat potencjalnych zagrożeń, jakie mogą płynąć z przestrzeni kosmicznej, zwłaszcza w postaci planetoid zbliżających się do Ziemi. Punktem wyjścia jest przypadek planetoidy 2024YR4, która została uznana za największe znane zagrożenie dla naszej planety. Początkowo prawdopodobieństwo kolizji wynosiło nawet ponad 3%, jednak po tygodniach obserwacji i analiz NASA oraz ESA niemal całkowicie je wykluczyły. Finalnie obiekt sklasyfikowano jako nieszkodliwy w skali Torino.
Andrzej Hołdys, Jeszcze Ziemia nie zginęła. Ale jakiś obiekt może w nas uderzyć. Naukowcy się szykują, Polityka, 23.03.2025 r.
Autor przedstawia szeroki kontekst: międzynarodowe instytucje badające planetoidy, zaawansowane sieci teleskopów oraz przyszłe misje kosmiczne, amerykański NEO Surveyor i europejski NEOMIR, które mają pozwolić na wcześniejsze wykrywanie niebezpiecznych obiektów, zwłaszcza tych nadlatujących z tzw. martwego pola między Słońcem a Ziemią. Hołdys przypomina także o historycznych uderzeniach, np. o katastrofie tunguskiej w 1908 r. i eksplozji nad Czelabińskiem w 2013 r., jako przykładach tego, jak duże zniszczenia może wywołać stosunkowo mały obiekt. Dla planetoid większych, takich jak Bennu, skutki mogłyby być katastrofalne w skali globalnej.
Tekst Hołdysa cechuje się wysokim poziomem obiektywizmu. Dziennikarz skupia się na faktach, prognozach naukowych oraz realnych działaniach agencji kosmicznych. Przytacza konkretne dane liczbowe, cytuje ekspertów oraz relacjonuje przebieg badań i analiz. Zarówno zagrożenia, jak i dostępne oraz planowane środki zaradcze zostały opisane w sposób zrównoważony. Artykuł można uznać za przykład rzetelnego dziennikarstwa popularnonaukowego.
Z perspektywy społecznej poruszany problem ma duże znaczenie. Mimo, że prawdopodobieństwo globalnej katastrofy spowodowanej przez planetoidę jest znikome, jej skutki mogłyby być dramatyczne. Wiedza ta powinna prowadzić do większego wsparcia dla badań kosmicznych, rozwoju technologii monitorujących oraz planowania potencjalnych misji obronnych. W czasach politycznych napięć, konfliktów i zmian klimatycznych, temat planetoid może wydawać się odległy, ale pokazuje, jak potrzebna jest globalna współpraca i inwestowanie w naukę.
Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu: 1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 1/1
Ocena: 5/5
Obraz Pexels z Pixabay