utworzone przez Hubert Głuch | cze 30, 2025 | Internet |
Artykuł Piotra Krysiaka, dużo informacji zdradza już w tytule. Jednocześnie wskazuje na wielowątkowość i obszerność podejmowanego tematu. A temat jest istotny – autor tekstu zarzuca Markowi Jakubiakowi i Arturowi Bartoszewiczowi nielegalne zdobycie podpisów, które pozwoliły obu na start w wyborach prezydenckich.
Piotr Krysiak, Przelewy na 100 tysięcy, migranci z Ukrainy i tajemniczy fałszerz. Tak Jakubiak i Bartoszewicz załatwiali sobie udział w wyborach, goniec.pl, 12.05.2025 r.
Artykuł jest spójny, kolejne wątki wynikają z poprzednich. Na początku autor cofa się do 2020 roku i opisuje proceder kupowania podpisów przy starcie w wyborach prezydenckich Marka Jakubiaka. Piotr Krysiak ujawnia przelewy, screeny rozmów i ogłoszeń, które wskazują na zorganizowane działania. Następnie przechodzi do kolejnych wyborów z 2025 roku i list z podpisami dla Artura Bartoszewicza, który w tajemniczy sposób zebrał zdecydowanie więcej podpisów, niż później głosów. Dziennikarz zauważa, że obu kandydatów na prezydenta łączy postać Mateusza Przepiórki.
Tekst spełnia wymogi kryterium prawdy. Autor swoje tezy i twierdzenia popiera dowodami: wyciągiem przelewu bankowego, screenami z ogłoszenia o pracę, screenami SMS-ów. Piotr Krysiak dotarł również do bezpośrednich świadków procederu kupowania głosów. W artykule znajdują się wypowiedzi informatorów, choć bez podania ich danych. Jest to jednak zrozumiałe, ze względu na ochronę tożsamości informatorów, których mogłyby spotkać negatywne konsekwencje za ich wypowiedzi. Należy zauważyć, że autor kilkakrotnie powołuje się na ustalenia “Gazety Wyborczej”. Nie w każdym przypadku udało mu się dotrzeć do informatorów “Wyborczej”, w niektórych przypadkach jedynie cytuje “Gazetę”.
Piotr Krysiak próbuje skontaktować się z głównymi bohaterami swojego tekstu: Markiem Jakubiakiem i Arturem Bartosiewiczem. Te próby kontaktu i ich wyniki opisuje w artykule, co należy pochwalić. Dzięki temu czytelnik wie w jaki sposób na oskarżenia zareagowali kandydaci na prezydenta. Autor przytacza również informacje o procesie w trybie wyborczym toczącym się pomiędzy dziennikarzem “Gazety Wyborczej” a Markiem Jakubiakiem. W tekście znajdujemy informację o wyniku tego procesu. Pozwala nam to dodatkowo obiektywnie ocenić sprawę. Reporter “Gońca” nie ogranicza się do prób kontaktu z głównymi bohaterami artykułu. Rozmawia również z zamieszanymi w sprawę Mateuszem Przepiórką i Jakubem Lewandowskim.
Przez większą część artykułu, autor w poprawny sposób oddziela informacje od komentarzy. Zdarzają się jednak akapity, w których nie jesteśmy pewni, czy informacja podana przez Krysiaka to jego własna opinia, czy wypowiedź informatora, np.: “O fałszowaniu podpisów na listach poparcia wszyscy wiedzą w Polsce od lat” lub “Gdy rusza śledztwo prokuratorskie, na Marka Jakubiaka, Mateusza Przepiórkę i resztę organizatorów podpisów poparcia pada blady strach”.
Redaktor “Gońca” prawidłowo przedstawia wszystkie osoby, występujące w jego artykule. Mimo silnych argumentów działających na niekorzyść Jakubiaka i Bartoszewicza, opisuje ich z należytym szacunkiem. Zdarzają się jednak negatywnie nacechowane wyrażenia (“w związku z tym knują”), ponadto w tytule obu panów przedstawiono samymi nazwiskami. Może być to jednak decyzja wydawcy, na którą autor nie miał wpływu.
Tytuł jest obszerny i zasadny. Wydaje się, że nie zawiera jednak istotnej kwestii: nie ma w nim mowy konkretnie o listach poparcia, które są główną osią artykułu.
Nieco niezrozumiałą jest decyzja dotycząca mieszania trybów narracji. Czasami autor pisze w liczbie pojedynczej (“Dzwonię także do samego Artura Bartoszewicza”), a czasami w liczbie mnogiej, jakby z ramienia redakcji (“Ponownie nasz informator”, “podkreślamy”). Zdarzają się również błędy fonetyczne (“przyznaję” zamiast “przyznaje”).
Ostatecznie artykuł należy ocenić pozytywnie. Autor podejmuje w nim ważny temat i wskazuje na niebezpieczny proceder, który obserwujemy w Polsce już kolejny raz – w następujących po sobie wyborach prezydenckich. Piotr Krysiak przytacza kilka nowych okoliczności, które udowadnia za pomocą wypowiedzi informatorów i screenów rozmów i przelewów bankowych.
kryterium prawdy: 0,8/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,7/1
kryterium szacunku i tolerancji: 0,9/1
kryterium zasadności tytułu: 0,7/1
Ocena: 4.1/5
Obraz Max z Pixabay
utworzone przez Hubert Głuch | cze 10, 2025 | Telewizja |
Wywiad z premierem dla Polsat News, Bogdan Rymanowski przeprowadził po zakończonej pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2025 roku, ale przed przeprowadzeniem drugiej tury. W tym czasie Donald Tusk zaczął częściej pojawiać się w mediach, wspierając kampanię Rafała Trzaskowskiego – i od tego wątku dziennikarz rozpoczął spotkanie. Rozmowa o zaangażowaniu premiera w kampanię prezydencką kandydata KO szybko przeniosła się jednak na inne pole – powiązań Karola Nawrockiego ze światem przestępczym, które Donald Tusk za wszelką cenę chciał udowodnić. Bogdan Rymanowski natomiast dopytywał, przedstawiał kontrargumenty i wyjaśnienia, jakie wcześniej opublikował sztab kandydata związanego z PiS.
Bogdan Rymanowski, Polsat NEWS, 26.05.2025 r. https://www.youtube.com/watch?v=Tz5o8DXtwKA
Był to najdłuższy fragment trwającego 37 minut wywiadu, który zajął około 30 minut. Dziennikarz poruszył wiele wątków. Ostatnie minuty wywiadu skupiały się na rozmowie o polityce zewnętrznej: autorytecie Donalda Tuska w Europie i jego relacji z Donaldem Trumpem. Prowadzący poruszył też krótko tematy polityki wewnętrznej: braku spotkań liderów koalicji, braku rzecznika rządu i działaniach premiera po zakończonych wyborów prezydenckich, tj. przyspieszonych wyborów parlamentarnych lub rekonstrukcji rządu.
Rymanowski zamknął wywiad klamrą, pytając na koniec o to, kto wygra wybory prezydenckie. Donald Tusk bez wahania wskazał na Rafała Trzaskowskiego.
Donald Tusk jest trudnym rozmówcą, wiele razy przerywał prowadzącemu i sam zadawał pytania np. o ocenę różnych działań Karola Nawrockiego. Rymanowski nie dał się sprowokować, ani razu nie wyraził swojej opinii o zachowaniach kandydata na prezydenta. Premier próbował też narzucać swoją narrację dotyczącą powiązań Karola Nawrockiego ze światem przestępczym, m.in. cytując wypowiedzi Jacka Murańskiego, przytaczając publikację Onetu dotyczącą pracy Karola Nawrockiego w Grand Hotelu, czy przypominając o zdjęciach kandydata na prezydenta z “Wielkim Bu”. Bogdan Rymanowski stanął na wysokości zadania, kontrował wypowiedzi premiera zauważając, że informacje od osób, na które powołuje się szef rządu nie są pewne oraz przytaczając wyjaśnienia sztabu wyborczego Nawrockiego. Co więcej, dziennikarz wskazywał na działania, z których musiał tłumaczyć się Tusk: niedostateczna weryfikacja Nawrockiego przez służby, czy “ustawki”, w których w przeszłości brał udział premier. Zestawianie wypowiedzi szefa KO z informacjami od drugiej strony konfliktu pozwala stwierdzić, że Rymanowski wypełnił założenia kryterium prawdy. Z kolei na dobry refleks i dziennikarskie rzemiosło wskazują momenty wywiadu, w których Donald Tusk opowiadał historie o silnym ładunku emocjonalnym, ale nie podaje szczegółów. Bogdan Rymanowski w takich sytuacjach dopytywał o brakujące elementy – np. podczas opowieści premiera o kobiecie, która miała powiedzieć, że “zna tych ludzi” i że “ci ludzie” “są gotowi zabijać”, dziennikarz starał się dowiedzieć co to za “ludzie” – a więc próbował ustalić prawdę.
Swoje wypowiedzi i pytania Bogdan Rymanowski często popierał odwołaniem do źródeł – np. wyjaśnień złożonych przez sztab Karola Nawrockiego lub do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Przywołuje też sondaże dotyczące poparcia rządu.
Przez cały czas trwania wywiadu dziennikarz nie komentował bieżących wydarzeń. Nawet kiedy Donald Tusk pytał go o ocenę dotyczącą zachowań Karola Nawrockiego (np. zażywanie saszetek nikotynowych na wizji), Rymanowski jej nie wyraził. Warto jednak odnotować, że w jednym z pytań nazwał premiera “jednym z najwybitniejszych polityków ostatnich trzech dekad”. To opinia.
Bogdan Rymanowski zachowywał szacunek do swojego rozmówcy. Raz zwrócił się do Donalda Tuska po imieniu, zrobił to jednak zestawiając imię premiera z prezydentem USA, więc było to uzasadnione. Szacunek był odczuwalny również wobec adwersarza Donalda Tuska – Karola Nawrockiego. Mimo, że podczas wywiadu premier zarzucał wiele kandydatowi na prezydenta ze wsparciem PiS, prowadzący nie wyrażał się o Karolu Nawrockim negatywnie. Co więcej, nie oceniał np. “udziału w ustawkach”.
Tytuł nagrania na platformie YouTube to “>Panie Nawrocki, idź pan do sądu!<. Mocny apel Donalda Tuska”. Skupia się więc na wypowiedzi premiera, dotyczącej powiązań Karola Nawrockiego ze światem przestępczym. Taki cytat w nagłówku jest uzasadniony, ponieważ ten wątek zajął największą część wywiadu. Sformułowanie “mocny apel” jest natomiast subiektywne. Należy jednak pamiętać, że sam Bogdan Rymanowski najprawdopodobniej nie miał wpływu na tytuł nagrania.
Wywiad przeprowadzony z premierem pomiędzy dwoma turami wyborów to istotny element debaty publicznej. Mimo trudnego rozmówcy, jakim jest Donald Tusk, Bogdan Rymanowski poprowadził rozmowę rzetelnie i z zachowaniem szacunku dla politycznego przeciwnika szefa KO – Karola Nawrockiego.
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,8/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,7/1
Ocena: 4.5/5
Obraz Carlos López z Pixabay
utworzone przez Hubert Głuch | maj 17, 2025 | Internet |
Dariusz Faron w swoich artykułach często skupia się na ważnych, choć nie mainstreamowych problemach społecznych. W artykule pt. “Córka odchodziła. A ja czułam jakby mnie tam nie było” zajmuje się społecznością głuchych.
Dariusz Faron, Córka odchodziła. A ja czułam jakby mnie tam nie było, wp.pl, 04.04.2025 r.
Tekst skonstruowany jest w ciekawy sposób. Autor przedstawia historie dwóch bohaterek: Moniki, której córka umarła w szpitalu, w którym nie było tłumacza i Anety, głuchej od urodzenia i żyjącej na wsi, gdzie mieszkańcy wykluczają osoby niesłyszące. Obie historie dziennikarz przeplata z relacją z manifestacji głuchych w Warszawie. Historie Moniki i Anety pozwalają zagłębić się w osobiste problemy głuchych i wskazują na proste elementy codziennego życia, które dla osób niesłyszących są wyzwaniem lub czymś niemożliwym do spełnienia. Natomiast obrazy z manifestacji i rozmowy z przedstawicielami organizacji pomagających głuchym pozwalają spojrzeć szerzej na trudności tych osób. W tych częściach artykułu pojawiają się również statystyki, jest rozmowa z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz informacja o tym, jakie zmiany są potrzebne.
Autor stara się przybliżyć świat głuchych, posiłkując się między innymi rozmowami z bohaterami tekstu, ale również wywiadami z tłumaczką Polskiego Języka Migowego i członkami stowarzyszeń na rzecz głuchych. W artykule mowa jest też o książce “Głusza”, która dotyczy barier dla niesłyszących. W końcu Dariusz Faron sięga po dokumenty urzędowe. Odwołuje się do raportu Rzecznika Praw Obywatelskich, ustawy o językach migowych i innych środkach komunikowania się oraz do statystyk: spisu powszechnego z 2023 roku, z którego czerpie wiedzę o ilości głuchych, ale i tłumaczy.
Historie Moniki i Anety opatrzone są datami. Dokładne określenie miejsca i czasu akcji występuje też przy okazji opisywania manifestacji niesłyszących.
Dariusz Faron zwraca uwagę na koszty życia głuchych, wskazuje konkretne kwoty, które potrzebne są np. do wynajęcia tłumacza. Określa także wysokość zasiłków, jakie niesłyszący otrzymują od państwa.
Te elementy pozwalają stwierdzić, że autor dochował najwyższych standardów przy określaniu kryterium prawdy.
Statystyki potwierdzają również wypowiedzi bohaterów tekstu, dotyczące braku tłumaczy, niskich kwot zasiłków i trudności w znalezieniu pracy przez głuchych. Nie można więc zarzucić dziennikarzowi braku obiektywizmu. Dariusz Faron oddaje głos wielu bohaterom, w tym tłumaczce Polskiego Języka Migowego i przedstawicielom stowarzyszeń osób niesłyszących. Z drugiej strony prowadzi wywiad z przedstawicielem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Duży wątek artykułu poświęcony jest Monice i barierom na jakie natrafia w służbie zdrowia. Autor mógłby porozmawiać z przedstawicielem szpitala.
Autor w żaden sposób nie komentuje sprawy. Mimo to udaje mu się uchwycić problem, a o wszystkich wątpliwościach pozwala wypowiedzieć się swoim bohaterom. Dariusz Faron jest bezstronny, oddaje pole głuchym do opowiedzenia o swoich trudnościach. Wprowadza ciekawy zabieg – w niektórych akapitach głusi są narratorami.
Poruszając temat mniejszości, ich praw i trudności w ich życiu wymagana jest delikatność i duża wiedza o danej mniejszości – tak, aby we właściwy sposób opisać społeczność. Dariusz Faron tą wiedzę przyswoił, m.in. odnosi się do książki reporterskiej “Głusza” Anny Goc. Nazywa mniejszość w taki sposób, w jaki społeczność chce być przedstawiana. Autor zdecydowanie zachowuje szacunek wobec swoich bohaterów.
Tytuł reportażu “Córka odchodziła. A ja czułam jakby mnie tam nie było” odnosi się do konkretnej sytuacji w opowieści jednej z bohaterek tekstu. Jest bardzo konkretny i nie przekazuje czytelnikowi wystarczającej informacji o tym, czego dotyczy artykuł. Autor więcej zdradza w leadzie, z niego możemy wywnioskować, że reportaż dotyczy głuchych. Wciąż jednak odnosi się do jednej konkretnej historii, a sam tekst jest znacznie szerszy. Dobrze, że informacje o różnych wątkach znalazły się w skrócie na początku artykułu.
Artykuł Dariusza Farona to przykład rzetelnego reportażu, który dostarcza czytelnikowi wiedzy na niszowy, ale ważny temat. Dodatkowo pozwala poznać historie konkretnych osób, napisane lekkim piórem, w przejmujący sposób.
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,5/1
Ocena: 4.5/5
Obraz PublicDomainPictures z Pixabay
utworzone przez Hubert Głuch | lut 10, 2025 | Internet |
Artykuł dziennikarzy WP opiera się na obszernym, wielowątkowym śledztwie dziennikarskim dotyczącym kontrahenta Miejskich Zakładów Autobusowych w Warszawie. Reporterzy dowodzą w swoim tekście, że stołeczny przewoźnik kupił zajezdnię z instalacją gazową, należącą do spółki Cryogs M&T Poland, która była wpisana na listę sankcyjną po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Autorzy śledzą losy spółki, chcąc sprawdzić, czy nadal czerpie ona gaz z Rosji i ma powiązania z Moskwą. Ich zdaniem to bardzo możliwe – mimo zmiany nazwy spółki i oddania jej w ręce Polaków.
Paweł Figurski, Patryk Słowik, Warszawskie autobusy, rosyjski partner i 3 zł dla ludzi Putina, wp.pl, 13.01.2025 r.
Dziennikarze relacjonują też proces wykreślenia kontrahenta MZA z listy sankcyjnej. Kontaktują się z MSWiA, żeby wyjaśnić tą sytuację, a także stosują fortele aby poznać prawdę o rosyjskim gazie, który zasila warszawskie autobusy.
Artykuł zawiera skomplikowane wątki i opisy umów, procesów i przekształceń spółek. Autorzy nie rezygnują z nich, dzięki czemu artykuł nie jest spłycony, natomiast często dodają skrótową interpretację, co ułatwia przyswojenie materiału. Relacjonują każdy wątek sprawy, który sprawdzają, wskazują również skąd posiadają informacje lub w jaki sposób je zdobyli. Sprawia to, że artykuł nie jest chaotyczny.
Paweł Figurski i Patryk Słowik kładą szczególny nacisk na rzetelność swoich informacji. Dużo czasu poświęcają na wytłumaczenie zależności pomiędzy spółkami, które są związane ze sprzedażą zajezdni Miejskim Zakładom Autobusowym i dostarczaniem przewoźnikowi gazu. Szczególną uwagę poświęcają spółce Cryogas. Wskazują dlaczego, nawet po sprzedaży akcji polskim udziałowcom i zmianie nazwy, spółka może być powiązana z Rosją. Odnotowują wyniki finansowe podmiotów. Swoje informacje potwierdzają m.in. wypowiedziami informatorów z MZA, trzech prawników czy własną obserwacją, którą prowadzili pod przykrywką na terenie zajezdni autobusowej. Tę akcję należy szczególnie docenić z dwóch powodów: po pierwsze nie każdy dziennikarz by się na nią zdecydował – wymaga to szczególnego zaangażowania i poświęcenia dla wykonywanego zawodu; po drugie akcja miała bezpośredni wpływ na możliwość zadania pytań spółce i w dalszej kolejności sprawiła, że napisy na cysternach zostały zmazane. Całokształt artykułu i przytoczone argumenty pozwalają stwierdzić, że reporterzy dołożyli wszystkich możliwych starań, żeby dochować rzetelności materiału i przedstawić prawdę.
Mimo, że intuicyjnie czujemy, że współpraca z rosyjskimi spółkami (lub spółkami powiązanymi z Rosją) jest nieetyczna dla polskich podmiotów, to autorzy materiału nie oceniają jej wprost. Odnoszą się do faktów i przepisów prawa. Bardzo istotnym jest, że próbują oddać głos podmiotom opisywanym w artykule. Wysyłają pytania zarówno do MZA jak i do Omne Energia (spółka przekształcona z Cryogas). Udaje im się też skontaktować z informatorami-pracownikami warszawskiego przewoźnika. Po tym jak MSWiA zdecydowało o wykreśleniu opisywanego podmiotu z listy sankcyjnej, Figurski i Słowik rozmawiali również z biurem prasowym ministerstwa i biurem prezydenta Warszawy. W naszej ocenie dochowali pełnego obiektywizmu dziennikarskiego.
Z obiektywnym opisem wydarzeń, procesów i transakcji mamy do czynienia przez całą długość artykułu. Autorzy nie pozwalają sobie na wtrącanie własnych opinii do tekstu, nawet w newralgicznym miejscu, czyli akcji wejścia na teren zajezdni pod przykrywką. Należy jednak zwrócić uwagę, że taki stan rzeczy jest naruszony na samym końcu publikacji. Po podsumowaniu wydarzeń, autorzy komentują je: “Można robić biznes”.
Autorzy w pełni szanują swoich rozmówców oraz podmioty, które opisują. Nie ma tu mowy o osobistych uwagach, wymieniania osób tylko z nazwiska itp. Dziennikarski warsztat, który przekonuje o szacunku do rozmówców widoczny jest m.in. na końcu artykułu, gdzie dziennikarze publikują listę pytań i odpowiedzi, które wymienili z różnymi podmiotami.
Tytuł jest w zasadny. Nie zdradza za dużo, przyciąga czytelnika, ale jednocześnie nie wprowadza go w błąd.
Podsumowując tekst “Warszawskie autobusy, rosyjski partner i 3 zł dla ludzi Putina” warto odnotować szczególne zaangażowanie autorów i dopracowanie artykułu. Z korzyścią dla czytelnika zostało napisane zakończenie, w którym Figurski i Słowik opisują w skrócie kalendarium wydarzeń. W tekście pojawiają się też zdjęcia wykonane przez samych autorów i infografika. Dodatkowym plusem jest opublikowanie pod artykułem pytań i odpowiedzi, zadanych różnym podmiotom.
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,8/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1
Ocena: 4,8/5
Obraz Arul z Pixabay
utworzone przez Hubert Głuch | paź 14, 2024 | Internet |
Dorota Borodaj, Szymon Opryszek, Zachodził od tyłu, dotykał pośladków i piersi. Molestowanie i mobbing w szpitalu w Warszawie, oko.press, 2.06.2024 r.
https://oko.press/molestowanie-i-mobbing-w-szpitalu-w-warszawie
“Obmacywał po udzie. Prosił o podciągnięcie bokserek” – słowa lekarek pracujących w Szpitalu Czerniakowskiego w Warszawie, autorzy reportażu cytują już w leadzie. Kiedy zaczynamy czytać tekst okazuje się jednak, że sprawa jest jeszcze szersza, a lista oskarżeń wobec ortopedy Dzmitra Vorana – jeszcze dłuższa. Pracownicy szpitala oskarżają go bowiem nie tylko o molestowanie i mobbing, ale również o lekceważenie procedur bezpieczeństwa, próby fałszowania dokumentacji medycznej i działanie na niekorzyść pacjentów.
O działaniach Vorana dowiadujemy się przede wszystkich z wypowiedzi pracowników szpitala: lekarzy/lekarek specjalistów i rezydentów. A tych wypowiedzi jest w tekście dużo. Właściwie to na nich opiera się artykuł. Występują niemal w każdym akapicie. Dziennikarze deklarują, że rozmawiali z kilkunastoma bohaterami. Większość z nich poprosiła o anonimowość.
Lekarze opisują przypadki mobbingu (“Usłyszałem: >Po co ty się za to zabierasz, skoro nic nie umiesz i nigdy się nie nauczysz?<”), znęcania się nad nimi, prób wpłynięcia na ich zachowanie i fałszowania dokumentacji medycznej (“Po operacji usłyszałam, jak dyktuje do protokołu nazwisko lekarza, który nie zdążył dotrzeć na zabieg”), wyzwisk kierowanych w stronę pracowników przez ortopedę czy działania na szkodę pacjentów (“Czekaliśmy ze znieczuloną około 20 minut. To nie jest dobre dla pacjenta”). Kobiety opowiadają, w jaki sposób Voran miał je molestować (“Wielokrotnie wchodził do szatni widząc, że się przebieram, zachodził od tyłu, dotykał pośladków i piersi”).
W dalszej części artykułu autorzy skupiają się na relacjonowaniu reakcji lekarzy i lekarek na zachowania ortopedy. Kiedy ustne zgłoszenia nie przyniosły rezultatu, 29 osób wysłało pismo prezesowi szpitala, 29 listopada 2023 roku. Komisja antymobbingowa powołana przez władze szpitala zaczęła działać 12 grudnia. Prace powinna zakończyć po 21 dniach, ale pół roku później nadal trwały jej obrady. A Voran przez cały czas pracował w szpitalu.
Dorota Borodaj i Szymon Opryszek wykonali należycie swoją pracę. Dotarli do prawniczki, która reprezentuje pracowników szpitala, próbowali porozmawiać z samym oskarżonym ortopedą (odmówił komentarza), z prezesem szpitala (najpierw zgodził się na rozmowę, ale później z niej zrezygnował i wysłał “puste” oświadczenie władz szpitala) i przedstawicielami miasta (wiceprezydentka odpowiedzialna za politykę zdrowotną zignorowała dziennikarzy).
Należy również zwrócić uwagę, że autorzy dokonali odpowiedniego researchu, np. sprawdzając opinie o lekarzu, opisując historię jego pracy i to jak znalazł się w warszawskim szpitalu. Dotarli również do pisma wysłanego prezesowi szpitala. Na pochwałę zasługuje również wyjaśnienie zawiłości zabiegów medycznych, które są ważne dla sprawy i zadbanie o bezpieczeństwo rozmówców, zmieniając ich imiona. Odbiór tekstu może natomiast psuć nieco chaotyczne wplatanie cytatów i wyciąganie krótkich wypowiedzi powtarzających się bohaterów. Ponadto tytuł zdaje się nie obejmować całej problematyki.
My, opisując artykuł, czytamy już jego zaktualizowaną wersję. W notce na końcu tekstu autorzy przedstawiają nowe fakty: po ukazaniu się reportażu komisja antymobbingowa zakończyła pracę. Mimo licznych zeznań komisja „nie potwierdziła działań Obwinionego o charakterze mobbingu i molestowania seksualnego”. Gorzkie zakończenie artykułu potęguje rzut oka na niektóre komentarze pod nim: “Zazdroszczą mu tego, że dobrze wykonuje swój zawód” – pisze internauta. A inny, który kryje się za nickiem dzmitry.voran (być może rzeczywiście to profil ortopedy), ogłasza: “Mamo jestem sławny!”.
Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu: 1/1
Kryterium oddzielenie informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 0,8/1
Ocena: 4,8/5
Obraz Julio César Velásquez Mejía z Pixabay