Tomasz Żółciak o środowisku LGBT

Tomasz Żółciak o środowisku LGBT

Tomasz Żółciak „Kampania się kończy, emocje zostają” Dziennik Gazeta Prawna z dnia 10 sierpnia 2020 r.

 

W ostatnich kilku miesiącach temperatura debaty publicznej w Polsce wciąż wzrasta. Jej skok początkowo związany był głównie z wyborami prezydenckimi, które pokazały, że polskie społeczeństwo jest bardzo podzielone, jak i z kontrowersjami wokół działań państwa w stosunku do osób LGBT. Kiedy partia rządząca ,jeszcze podczas kampanii wyborczej, formułowała wykluczające i agresywne wypowiedzi względem tej grupy, jej przedstawiciele zawarli szeregi w obronie swoich praw. Mimo późniejszych załagodzeń sytuacji ze strony prawicy, przedstawiciele LGBT nie byli skłonni zapomnieć o wcześniejszych atakach słownych. O tym problemie pisze Tomasz Żółciak w swoim artykule pt.”Kampania się kończy, emocje zostają”. Wyróżniliśmy go, ponieważ bardzo obiektywnie opisuje zaistniałą ostatnio w Polsce sytuacje, unikając bezrefleksyjnego stawania po którejś ze stron – raczej widać tu opinię autora, który stara się zrozumieć pewne zachowania:

Podobnie jest z efektami minionej kampanii wyborczej a właściwie całego dwuletniego maratonu. Ataki na środowisko LGBT w pewnym momencie były na tyle ostre, że PiS musiał zrobić krok wstecz i złagodzić retorykę. Raczej nie dlatego, że kogoś ruszyło sumienie, lecz z powodu widma przegranej. Także opozycja podkręcała atmosferę zagrożenia dla osób nieheteronormatywnych. […] Ale w społeczeństwie pewne emocje i przekonania, miesiącami konsekwentnie wpajane przez polityków, zostają. Podanie sobie rąk w pałacu czy pacyfistyczne apele córki prezydenta wcale tego nie przetną.

Autor zmierza do tego, że pomimo praw jakie posiadają osoby LGBT, tego, że należy im się szacunek i tolerancja, nie powinny one jednak wykorzystywać tego jako pretekstu do działań o charakterze wandalizmu. Kiedy zaś takowe mają miejsce, nie powinny one również dziwić się i sprzeciwiać władzom za karanie ich. W tym miejscu autorowi tekstu należą się pochwały za wyrażenie bardzo obiektywnej opinii. Zaznacza on, iż owszem osoby LGBT zasługują na szacunek i mają prawo poczuć się urażone przez polityków aczkolwiek nie powinni działać przeciwko ogólnym zasadom prawidłowego zachowania (współżycia społecznego).

Aktywiści LGBT, którzy mają prawo czuć się dotknięci i obrażeni działaniami polityków, niestety zaczynają sięgać po radykalne metody, nie biorąc pod uwagę, że są one kontrskuteczne dla ich sprawy.

I ponownie wyraz obiektywizmu pojawia się w kolejnej wypowiedzi Żółciaka, ponieważ dodaje on, że owszem państwo ma prawo egzekwować złe zachowania aktywistów LGBT ale nie powinno z kolei uciekać się do nadużywania swojej władzy.

Symbol tęczy i stojące za nią wartości ruchu LGBT nie mogą być usprawiedliwieniem dla zwykłej chuliganerki, a wyroki sądów należy szanować nawet jeśli komuś się nie podobają. Państwo musi mieć możliwość ich egzekwowania, ale jednocześnie nie powinno nadużywać tej siły.

Nawiązywał tutaj do wydarzenia, które miało miejsce na Krakowskim Przedmieściu a związane było z protestem osób LGBT i sprawą aresztowania jednej z aktywistek, gdzie policjanci nie zachowali się właściwie i dopuszczali się łapanek ludzi. Ponadto, autor zaznacza, że zachowania polityków są martwiące, gdyż nie pokazują chęci wycofania się z tej podbramkowej sytuacji. Trafnie mówi o tym, że niedługo Polska będzie nazywana (zaznacza, że być może niesłusznie) państwem homofobicznym. A wypowiedzi władz sugerujące, że problem związany z aktywistami LGBT nie jest głównym problemem narodu, mogą być nieco nieprawdziwe ponieważ wszystko wygląda na to, że kraj żyje tymi zdarzeniami. Nie powinno się lekceważyć tego kłopotu ponieważ jest on obecnie na tyle istotny, iż brak jakichkolwiek załagodzeń będzie prowadził do coraz większych kontrowersji. Tutaj autor sugeruje, że prezydent Polski Andrzej Duda powinien zainicjować działania mediacyjne.

Podsumowując należy stwierdzić, że oceniany artykuł rzetelnie i bez emocji podchodzi do opisywanej rzeczywistości. Dotyczy on obecnie dziejących się wydarzeń, a jego podstawą jest obiektywizm. Autor próbuje podejść do problemu bardzo konstruktywnie – neguje niewłaściwe zachowania państwa względem aktywistów LGBT, ale z drugiej strony też stara się pokazać, że niestety czasem przekraczają oni pewne dozwolone granice. Uważa też, że niektóre działania władz są przesadzone – przyznaje rację władzom odnośnie karania ale mówi o tym, iż nie powinni swojej siły nadużywać. Zdroworozsądkowo przyznaje, że problem ten powinien być załagodzony a nie traktowany obojętnie, ponieważ wówczas frustracja wśród części społeczeństwa może wciąż wzrastać. Informacje w artykule są przemyślane i rzetelnie przekazane bez użycia zbędnych komentarzy. Autorowi serdecznie gratulujemy dobrego artykułu!

Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu: 1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Łączna ocena: 5/5

Piotr Szymaniak o reformie prawa karnego

Piotr Szymaniak o reformie prawa karnego

Piotr Szymaniak „E-kajdanki w dobie koronawirusa. Skazani coraz częściej zostają w domach.” Dziennik Gazeta Prawna, 5 sierpnia 2020 r.

 

Czas pandemii zmienił funkcjonowanie wielu ludzi jak i samego państwa. Mimo paraliżu i zamrożenia sądów wprowadzone zostały zmiany przepisów dotyczące uelastycznienia katalogu skazanych mogących odbyć swoją karę w domach. Sądy penitencjarne, pomimo panującej sytuacji związanej ze stanem epidemiologicznym w kraju, sprawnie i na bieżąco rozpatrywały wnioski o odbywania kary w Systemie Dozoru Elektronicznego. Artykuł Piotra Szymaniaka „E-kajdanki w dobie koronawirusa. Skazani coraz częściej zostają w domach” z dnia 05.08.2020 r. odwołuje się do bieżącej sytuacji związanej z reformą prawa karnego oraz opisuje zmiany, które zostały dotychczas wprowadzone.

W pierwszej kolejności warto zauważyć, że autor od samego wstępu wprowadza czytelników w kontekst, który jest obecnie bardzo istotny w odniesieniu do kwestii prawnych oraz ustaw związanych z polskim więziennictwem. Autor przedstawia dotychczasowe przepisy, które dopuszczały możliwość by skazany na karę poniżej roku pozbawienia wolności mógł ubiegać się o areszt domowy. Tymczasem, jak tłumaczy Szymaniak, katalog skazanych, którzy mogą odbywać karę w warunkach domowych rozszerzyła się, a to za sprawą zmiany treści jednego z artykułów kodeksu karnego. Dzięki przejrzystemu przedstawieniu obecnej sytuacji w naszym kraju związanej z prawem penitencjarnym, dziennikarz daje komfort swojemu czytelnikowi, który może bezproblemowo zrozumieć cały kontekst czytanego artykułu. Co więcej, autor dokładnie tłumaczy na czym polegają wprowadzane zmiany. To powoduje, że tekst staje się przejrzysty i zrozumiały dla przeciętnego odbiorcy.

Przez lata z tej opcji korzystały jedynie osoby, którym wymierzono karę nieprzekraczającą roku pozbawienia wolności. Kiedy w końcu w ramach tzw. dużej reformy prawa karnego zmieniono również treść art. 43la kodeksu karnego wykonawczego, podwyższając górną granicę do półtora roku więzienia, prezydent odesłał ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

O tym, że wszystko wraca do normy, świadczy też duża liczba tzw. rezerwacji, których jest ponad 1,1 tys. Polega to na „zaklepaniu” miejsca w systemie przez sąd penitencjarny, który przystępuje do rozpoznania wniosku skazanego, na wypadek gdyby decyzja była dla niego pozytywna.

Po drugie, Szymaniak w swoim artykule przedstawia fakty dotyczące reform wprowadzanych wcześniej w polskim więziennictwie. Jasno opisuje proces zmian ustaw oraz tego, jak prawo dotyczące tej sfery dotychczas funkcjonowało. Co więcej, odnosi się także do panującej sytuacji epidemiologicznej oraz wymienia trudności z niej wynikające (ograniczenie pracy kuratorów sądowych). Przedstawia konkretne liczby sugerujące rzetelność artykułu oraz prezentuje dobrą znajomość opisywanego przez niego środowiska. Potwierdza to między innymi wyjaśnienie czytelnikowi czym zajmuje się System Dozoru Elektronicznego (SDE):

„Zajmują się one m.in. preinstalacjami, czyli sprawdzaniem warunków technicznych niezbędnych do tego, by skazany mógł odbywać pod wskazanym adresem karę (…)”

„Osób, które spełniają wymogi formalne do odbycia kary w SDE, jest ponad 37 tys., z czego ponad 13 tys. przebywa w aresztach śledczych i zakładach karnych, a pozostali oczekują na wykonanie kary (stan na 31 stycznia 2020 r.)”

„Tradycyjnie najchętniej korzystają z tej formy kary sądy apelacji katowickiej (1954 zgód w 2020), wrocławskiej (1543) i poznańskiej (1522). Na drugim biegunie są Szczecin (736), Warszawa (715) i Rzeszów (tylko 315)”

Wiarygodność treści artykułu potwierdza wypowiedź dyrektora biura dozoru elektronicznego w Służbie Więziennej, gen. Pawła Nasiłowskiego, a także Krzysztofa Kwiatkowskiego – byłego ministra sprawiedliwości, co dodaje rzetelności oraz zwiększa uczciwość prezentowanych danych:

Obecnie systemem objęte są 4562 osoby, z czego 137 to te skazane na karę przekraczającą rok pozbawienia wolności (…)

W ogóle mimo trwającego kilka tygodni zamrożenia sądów akurat sądy penitencjarne sprawnie i na bieżąco rozpatrywały wnioski o odbywania kary w SDE. W najtrudniejszym okresie liczba osób objętych systemem w ciągu doby była niższa od średniej tylko o 400– dodaje Nasiłowski.

 

Zamykanie w zakładach karnych sprawców drobnych przestępstw, a już szczególnie przestępców alimentacyjnych, jest przeciwskuteczne, dlatego trzeba jak najszerzej stosować system, który pozwala na wykonywanie kary z możliwością zarobkowania. To jest o wiele tańsze i przynosi świetny efekt resocjalizacyjny – pointuje Kwiatkowski.

Szymaniak w swoim artykule prezentuje bezstronność wobec podjętego przez niego tematu. W artykule nie pojawia się żadne słowo, które można uznać za nieuzasadnioną krytykę bądź brak szacunku czy tolerancji w stosunku do osób, których dotyczy omawiana przez niego sprawa. Porusza temat polskiego więziennictwa, nie oceniając słuszności dokonywanych zmian. Nie krytykuje ani nie ocenia słuszności proponowanych zmian w polskim więziennictwie. Reprezentuje dobrą znajomość omawianej przez niego sprawy, o czym świadczy dokładne wyjaśnienie zachodzących zmian prawnych, przedstawianie statystyk, które potwierdza dyrektor biura dozoru elektronicznego w Służbie Więziennej, a także przejrzyste wprowadzenie czytelnika w możliwie nieznane mu wcześniej pojęcia.

Jedną z kwestii, które można uznać za minus pojawiający się w tym artykule jest brak dostępu do źródeł danych, z których korzystał Piotr Szymaniak. Dostęp do tych informacji, w naszym przekonaniu, jeszcze bardziej uwiarygodniłby prezentowane przez dziennikarza treści. Co więcej, czytelnik miałby większą możliwość zapoznania się z omawianymi w artykule statystykami, co poskutkowałoby, jeszcze większą wiarygodnością oraz uczciwością autora.

Podsumowując,
kryterium prawdy: 0,8/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1
Razem: 4,8/5. Gratulujemy!

Sebastian Stodolak o fake newsach

Sebastian Stodolak o fake newsach

Sebastian Stodolak, „Miliony w fake newsach. Oto jak kłamstwo pomaga wygrać w wyborach”, Dziennik Gazeta Prawna z dnia 20 września 2019 r.

 

W debacie publicznej zjawisko dezinformacji towarzyszy nam od kilku tysięcy lat, jednak szczególnym zainteresowaniem od niedawna cieszy się problem fake newsów. Posługują się nim internauci, naukowcy, a nawet politycy. Niezwykle rzadko spotykaną postawą jest jednak próba przeanalizowania genezy zjawiska i wskazania „winnych” jego rozpowszechnienia. Chcieliśmy z tego powodu wyróżnić tekst Sebastiana Stodolaka, który zawiera pogłębioną analizę problemu przy zachowaniu bezstronnego stanowiska.

Po pierwsze, dziennikarz w swoich rozważaniach nie staje pod żadnej ze stron politycznego sporu – zarówno prawicy, jak i lewicy stawia zarzut posługiwania się fake newsami. Wskazuje też na nieumiejętność spojrzenia odbiorców na problem w sposób całościowy i obiektywny:

Ubolewa się nad upadkiem obyczajów przejawiającym się w cynicznym wojowaniu nieprawdą – oraz, oczywiście, szuka się winnych. Tych widzi się w zależności od miejsca siedzenia. Prawa i lewa strona na przemian zarzucają sobie szerzenie kłamliwych rewelacji, podrzucanie ich mediom czy tworzenie ferm trolli.

 

Jeśli chodzi o politykę, nasza tolerancja na kłamstwo zależy od tego, kto oszukuje. Jeśli to nasz ulubiony polityk, to właściwie nie kłamie. Tylko mija się z prawdą, a właściwie to myli się, co jest rzeczą ludzką, a robi to być może, a nawet na pewno, niechcący.

Po drugie, autor wykazuje się cywilną odwagą i profesjonalizmem aby to właśnie grupę zawodową, do której należy wskazać jako odpowiedzialną za uczynienie z fake newsów modelu biznesowego. Pomimo lekko ironicznego tonu, w którym to czyni, jego teza poparta następnie przykładami z historii zasługuje na uznanie.

A skąd to się wzięło? Cóż, jako przeciwnik odpowiedzialności zbiorowej nie zakrzyknę: „Dziennikarze, bijmy się w piersi, bo to nasza wina!”, ale to prawda: fake newsy jako model biznesowy są zasługą prasy. (…) Fake newsy po prostu wydatnie służą zwiększaniu bazy odbiorców.

Po trzecie, warto zwrócić uwagę na edukacyjny wymiar omawianego materiału. Oprócz wykorzystania fake newsów w różnych dziedzinach np. nauki, autor przekazuje w swoim tekście również podstawową wiedzą z zakresu medioznawstwa dotyczącą danego zjawiska. Dzięki przystępnemu językowi naukowe definicje i ustalenia stają się zrozumiałe dla osób, które na co dzień nie zajmują się tematyką mediów.

Jedną z nich jest deepfake: komputerowe algorytmy potrafią stworzyć – i to w czasie rzeczywistym – spreparowane obrazy, na których konkretna osoba mówi rzeczy, których nigdy nie powiedziała. Pewnie niedługo zobaczymy filmiki, na których papież Franciszek ogłasza, że Boga jednak nie ma, (…).

 

Fake newsy zyskały już naukową typologię. Stworzyli ją w 2017 r. medioznawcy Edson C. Tandoc, Zheng Wei Lim i Richard Ling z Uniwersytetu Technologicznego Nanyang w Singapurze. W artykule „Definiując fake newsy” dzielą je na sześć kategorii: satyra informacyjna, parodia informacyjna, fabrykacja, manipulacja, reklamy i propaganda.

Po czwarte, autor w swoim tekście kilkukrotnie powołuje się na wyniki badań, co pozytywnie wpływa na ocenę jego wiarygodności. Ponadto, wnioski płynące z przytoczonych prac badawczych wskazują również na inne niż zaprezentowane w artykule tezy, co tym bardziej świadczy o rzetelnym podejściu autora do zebranych w danym temacie informacji.

Ekonomiści Hunt Allcott i Matthew Gentzkow z Uniwersytetu Stanforda w pracy „Media społecznościowe i fake newsy w wyborach z 2016 r.” przekonują, że wpływ fejków na politykę może być wyolbrzymiony.

 

Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Stanforda wynika, że aż 8 proc. dorosłych wierzy bezkrytycznie we wszystko, co brzmi „w miarę wiarygodnie i odpowiada ich wyobrażeniom na temat politycznych szwarccharakterów oraz bohaterów”.

Podsumowując, artykuł warto przeczytać aby zdobyć spory zasób wiedzy na temat historii i kontekstów stosowania fake newsów bez obawy, że przy tej okazji zostanie nam narzucona określona narracja lub interpretacja. Nie znaleźliśmy ani w tytule, ani w tekście artykułu podstaw dla odjęcia punktów, dlatego naszych Czytelników zapraszamy do lektury i składamy gratulacje Autorowi!

Podsumowując:

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

fot. Kayla Velasquez/Unsplash

Piotr Zaremba o aferze w Ministerstwie Sprawiedliwości #EMIgate

Piotr Zaremba o aferze w Ministerstwie Sprawiedliwości #EMIgate

Piotr Zaremba, „Ziobro postawił na marnych ludzi, ale to Kaczyński jest autorem wojny z sędziami”, Dziennik Gazeta Prawna z dnia 30 sierpnia 2019 r.

 

Niełatwo było znaleźć rzetelny materiał dziennikarski dotyczący ostatniej afery w Ministerstwie Sprawiedliwości. Przypomnijmy, że chodzi o oskarżenie Łukasza Piebiaka o udział w operacji dyskredytowania polskich sędziów, którzy ostro protestowali przeciwko zmianom w wymiarze sprawiedliwości wprowadzanym przez PiS. Po dymisji wiceministra sprawiedliwości, wydawać by się mogło, że media bliższe obozowi władzy zapomniały o sprawie, uważając ją za zamknięta. Z drugiej jednak strony usłyszeć można bardzo donośne żądania dymisji Zbigniewa Ziobry. Kogo spotkaliśmy pośrodku tych dwóch, radykalnych stanowisk? Piotra Zarembę. Chcielibyśmy niniejszym zachęcić naszych Czytelników do zapoznania się z jego tekstem pt. „Ziobro postawił na marnych ludzi, ale to Kaczyński jest autorem wojny z sędziami”, opublikowanym dzisiaj na łamach Dziennika Gazeta Prawna. Materiał został wyróżniony z następujących względów:

Po pierwsze, temat ostatniej afery został w tekście przeanalizowany w pogłębiony sposób. Autor nie ogranicza się do przedstawienia faktów opatrzonych kąśliwymi komentarzami, lecz rozważa nad możliwymi przyczynami powstałej sytuacji i źródłami konkretnych działań politycznych wymienionych w artykule osób. Wnikliwe uwagi dziennikarza rzucają na sprawę nowe światło oraz skłaniają do głębszej refleksji nad mechanizmami stojącymi za poczynaniami polityków.

Po drugie, autor wykazuje się bezstronną postawą, ponieważ jednocześnie jest w stanie wskazać na możliwość zamieszania Zbigniewa Ziobry we wspomnianą na początku aferę:

Czy Ziobro wiedział o grupie hejterów w ministerstwie? Wątpliwe, aby o niej nie słyszał, skoro Łukasz Piebiak obiecywał hejterce MałejEmi (to tylko jeden z jej sieciowych nicków) ucieszenie szefa.

A z drugiej strony w pewnym sensie staje w jego obronie, wskazując na mniej oczywiste kwestie stojące za jego wizerunek politycznym, a nawet przedstawiając jego pozytywne wymiary jego działań:

 ale to z Ziobry robiono w szeptanej propagandzie czarnego luda, odgromnika, złego sługę, który psuje dobre intencje obozu. Zwalono na niego także np. ustawę o IPN, wprowadzającą nas w stan dyplomatycznej wojny z Izraelem. Owszem, to jego ludzie ją napisali, ale decyzję, aby nagle wprowadzić ją do porządku obrad Sejmu, podjął Kaczyński.

Ziobro nie ma na swoim koncie samych brzydkich sprawek. Wprowadził przydział spraw w sądach w trybie losowania czy zaostrzył odpowiedzialność komorników za uchybienia.

Po trzecie, autor celem zaprezentowania wieloaspektowości sprawy przywołuje opinie różnych środowisk i komentatorów. Na uznanie zasługuje przedstawienie stanowisk zarówno ze strony opozycji, jak i osób stojących po drugiej stronie sporu politycznego:

Opozycja podkreśla współodpowiedzialność Kaczyńskiego za politykę, której finałem była zorganizowana hejterska grupa w resorcie sprawiedliwości.

Z kolei na prawo od liberalnej lewicy pobrzmiewa sugestia, formułowana po raz kolejny, że obóz rządzący musi zdecydować, czy chce być nadal wprowadzany na miny przez drapieżne środowisko Ziobry, które zmonopolizowało politykę prawicy wobec wymiaru sprawiedliwości – tak pisał Rafał Ziemkiewicz, pytał o to Antoni Dudek

Po czwarte, swoją bezstronność dziennikarz udowadnia kierując zarzuty nie tylko wobec Jarosława Kaczyńskiego, ale także względem środowiska sędziów:

Skądinąd sędziowie też grywali znaczonymi kartami. Pomysł, że sądy przypiszą sobie uprawnienia do badania zgodności przepisów z prawem – polskim lub europejskim – jest sprzeczny z naszą tradycją prawną. Wymagałby przynajmniej poważnej ustrojowej debaty, a nie sięgania po prawo kaduka.

Pewne wątpliwości budzi w nas jedynie sposób sformułowania tytułu. Przedstawienie osób używając wyłącznie ich nazwisko może sprawiać wrażenie braku szacunku. Możemy jednak przypuszczać, że decyzja o takim skróceniu tytułu celem jego uatrakcyjnienia nie zawsze pozostaje w gestii autora materiału.

Podsumowując:

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 0,5/1

 

Zdjęcie główne: Zbigniew Ziobro, Fot. Flickr/KPRM/P. Tracz

Sebastian Stodolak o ekonomicznych skutkach interwencji zbrojnych

Sebastian Stodolak o ekonomicznych skutkach interwencji zbrojnych

Sebastian Stodolak, „Rozstrzeliwanie biedy?”, Dziennik Gazeta Prawna z dnia 2 sierpnia 2019 r.

 

Napisać rzetelny, a przede wszystkim ciekawy, artykuł o tematyce ekonomicznej to nie lada wyzwanie. Czy możliwym jest aby interwencja zbrojna w ubogim państwie przyczyniła się do wzrostu dobrobytu jego mieszkańców? Odpowiedź na to – pozornie absurdalne – pytanie znajdziemy w artykule Sebastiana Stodolaka pt. „Rozstrzeliwanie biedy?”, który ukazał się dzisiaj w Dzienniku Gazecie Prawnej. Pragniemy zwrócić szczególną uwagę na kilka wymiarów tego artykułu:

Po pierwsze, autor kilkukrotnie powołuje się na wyniki przeprowadzonych w ostatnich latach badań naukowych. Warto zauważyć, że sposób zestawienia ze sobą stanowisk poszczególnych naukowców pozwala na weryfikację (William Easterly) bądź potwierdzenie (Daniel Di Martino) zaprezentowanej na początku artykułu tezy o pozytywnym wpływie interwencji zbrojnych na poziom dobrobytu w państwie, w którym się one odbywają. Dzięki różnorodności przedstawianych poglądów odbiorca może poznać szeroki kontekst omawianego problemu i argumenty przemawiające za każdą z koncepcji.

Podobne przeczucie mieli Jeffrey Pickering oraz Emizet F. Kisangani, politolodzy z Uniwersytetu Kansas, gdy rozpoczynali badania, podsumowane później w pracy „Polityczne, ekonomiczne oraz społeczne konsekwencje zagranicznej interwencji zbrojnej” z 2014 r.

 

Na przykład Daniel Di Martino, ekonometryk i publicysta takich portali jak USA Today czy Washington Examiner, zachwalając skutki amerykańskiej inwazji na Panamę (1989 r.), zachęca USA do zaatakowania Wenezueli.

 

Jego (Daniela Di Martino) intelektualny mentor Paul Collier twierdząc zaś, że z dostępnych danych jednoznacznie wynika konieczność interwencji, myli korelację z przyczynowością i popełnia błąd selekcji, tj. wybiera wygodne dla swojej tezy przykłady. Te szkolne błędy wychwycił prof. William Easterly z Uniwersytetu Nowojorskiego, recenzując książkę Colliera.

Po drugie, w tekście wielokrotnie pojawiają się wskazania dotyczące wyników badań statystycznych. Celem zweryfikowania czy rzeczywiście w danym państwie poprawiła się sytuacja ekonomiczna, autor porównuje wyniki PKB na przestrzeni lat. Może to świadczyć o jego zamiarze przedstawienia tematu w sposób bezstronny oraz unikaniu manipulowania informacjami pochodzącymi ze statystyk.

W 1986 r. przerzucono się na wolny rynek – produkt anglosaski – i gospodarka ruszyła. To wtedy zdaniem interwencjonistów rozkwitły rynkowe instytucje zaimportowane od Amerykanów w trakcie ich 15-letniego pobytu w Wietnamie. PKB per capita kraju wzrósł od tego czasu pięciokrotnie.

Najbardziej znaną interwencją ostatniej dekady, której wbrew długotrwałym staraniom nie udało się wytworzyć prowzrostowych instytucji, jest amerykańska inwazja na Irak (2003–2011). W roku jej wybuchu PKB kraju spadło o 35 proc.

Po trzecie, należy docenić również edukacyjny walor materiału. Wielość informacji, zarówno o charakterze historycznym jak i ekonomicznym, przedstawiona w zrozumiały, czasem nawet żartobliwy, sposób sprawia, że czytelnik kończy lekturę artykułu bogatszy o nową wiedzę. Świadczy to również o dobrym przygotowaniu i zgłębieniu tematu przez autora, co spotyka się z naszą szczerą aprobatą.

W 1824 r. wystarczyło, że mieszkańcy portorykańskiego Fajardo obrazili amerykańskich marynarzy, by okręty US Navy ostrzelały miasteczko, chcąc wymusić przeprosiny. Jako że Portoryko należało wówczas do Hiszpanów, a rok wcześniej prezydent USA James Monroe ogłosił doktrynę izolacjonizmu, zakładającą nieangażowanie się w sprawy Europy, to komandor David Porter – dowódca ataku – stanął przed sądem. Przez kolejne dekady głównym pretekstem amerykańskich militarnych interwencji zagranicznych była walka z piratami: marynarka USA ścigała ich na Sumatrze czy w Grecji.

Pewne wątpliwości budzi w nas jedynie sposób sformułowania tytułu. Jest on pewnego rodzaju metaforą, która bez kontekstu (który naturalnie pojawia się później, w treści artykułu) może okazać się mylący. Nie trudno również zauważyć że, „Rozstrzeliwanie biedy” zawiera w sobie wieloznaczność, gdyż oprócz znaczenia znajdującego rozwinięcie w tekście, „biedę” można rozumieć jako określenie ludzi biednych, co nadaje nagłówkowi ponure przesłanie.

Podsumowując:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,5/1

 

Paweł Walewski o lekarstwie na HIV

Paweł Walewski o lekarstwie na HIV

Paweł Walewski, “Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?”, Polityka z dnia 25 czerwca 2019 r.

 

Dzisiejszy artykuł powstał dzięki zgłoszeniu przesłanemu przez formularz zgłoszeniowy na naszej stronie DobrzyDziennikarze.pl, w którym jako przykład dobrego dziennikarstwa został wskazany materiał Pawła Walewskiego opublikowany na łamach Polityki pt. „Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?”. Dziękujemy za tę trafną propozycję i zanim przejdziemy do analizy ww. artykułu chcemy gorąco zachęcić naszych Czytelników do zgłaszania dobrych praktyk dziennikarskich pod tym linkiem. Czekamy na kolejne zgłoszenia!

Przechodząc do uzasadnienia tego dlaczego zgodziliśmy się z internautą i postanowiliśmy wyróżnić materiał Pawła Walewskiego, polecamy zwrócić szczególną uwagę na kilka wymiarów tego artykułu:

Po pierwsze, autor wielokrotnie powołuje się na opinie kilku posiadających znaczne doświadczenie w podejmowanym temacie ekspertów. Na uznanie zasługuje dobór specjalistów, gdyż ze względu na zróżnicowanie środowisk zawodowych, z których się wywodzą, możemy poznać różne perspektywy omawianego problemu. W artykule poznajemy bowiem zarówno opinię osoby pracującej w organizacji pożytku publicznego (Michał Pawlęga), jak i przedstawicieli jednostki naukowej (prof. Rosińska), szpitala wojewódzkiego (dr Aneta Cybula) czy prywatnej kliniki (dr Ivana Stanković):

‘Niefrasobliwość niektórych jest zaskakująca’ – opowiada dr Aneta Cybula z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie, gdzie na izbie przyjęć wydają recepty na leki, których jak najszybsze przyjęcie po ryzykownym zdarzeniu może zapobiec zakażeniu.

Michał Pawlęga, który w Społecznym Komitecie ds. AIDS kieruje zespołem zajmującym się promocją zdrowia seksualnego, nie ma wątpliwości, że istnieje mnóstwo przyczyn, dla których nie tylko geje odmawiają użycia prezerwatyw: ‘– A osoby świadczące usługi seksualne? Dla wielu to jest zajęcie, które przynosi niemałe profity.’

Po drugie, w tekście pojawiają się wskazania dotyczące wyników badań statystycznych, przy czym autor nie ogranicza się do jednego źródła, a ponadto wskazuje istotne rozbieżności pomiędzy przytaczanymi danymi. Może to świadczyć o jego bezstronności oraz unikaniu manipulacji informacjami pochodzącymi ze statystyk.

Według Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH ok. 20 proc. zakażonych w Polsce nie wie, że ma HIV, ale organizacje pozarządowe szacują, że takich osób jest aż 70 proc.

Po trzecie, autor stara się podkreślić społeczny aspekt problemu tzw. tabletki na HIV. Wyjaśniając to nowe rozwiązanie w dziedzinie farmakologicznej i jego sposób działania nie odwołuje się do niezrozumiałej dla przeciętnego odbiorcy terminologii medycznej, a wskazuje za to na konteksty społeczne, w których może ono odegrać znaczną rolę np.:

Sytuacja, do jakiej doszło dzięki nowym kuracjom, stworzyła precedens: osoby zakażone dzięki leczeniu (choć niejednokrotnie nadal muszą to ukrywać, by nie spotkać się z wykluczeniem z towarzystwa, a nawet rodziny) przestały być źródłem zagrożenia dla swoich partnerów – w przeciwieństwie do całej reszty, z której wielu, przekonanych, że są zdrowi, na aplikacjach randkowych i w klubach szuka okazji do zabawy.

Po czwarte, należy wskazać na edukacyjny walor artykułu. Przystępny sposób formułowania treści i dostępność formy umożliwia zapoznanie się odbiorcy z szeregiem nowych informacji. Autor sprawia, że medyczny żargon staje się bardziej zrozumiały poprzez wprowadzanie przykładów i wypowiedzi osób komentujących.

Chodzi o PrEP, pre-exposure prophylaxis, czyli profilaktykę przedekspozycyjną (zabezpieczającą przed zakażeniem podczas kontaktu seksualnego z osobą, która już jest lub może być zakażona).

Po piąte, autor zachowując (godne pochwały) bezstronne stanowisko, prezentuje odmienne poglądy na temat tzw. tabletki na HIV. Wydaje się, że Walewski nie faworyzuje żadnego z podejść pozostawiając czytelnikom swobodę w kształtowaniu swoich opinii.

‘Dlatego jestem przeciwna namawianiu do PrEP’ – oburza się dr Dorota Rogowska-Szadkowska z Białegostoku, również specjalistka chorób zakaźnych

‘Skoro ludzie nie chcą używać prezerwatywy lub uprawiają seks pod wpływem substancji psychoaktywnych, to wierzę, że ta metoda (PrEP) może przyczynić się do zmniejszenia liczby nowych zakażeń’ – uważa dr Cybula

Podobnie wygląda kwestia przedstawiania pozytywnych i negatywnych aspektów omawianego leczenia farmakologicznego. Autor dowodzi swojej rzetelności i obiektywizmu wskazując w równej mierze na wady ww. rozwiązania (np. stosowanie tego typu profilaktyki może doprowadzić do powstania opornej na leczenie mutacji wirusa HIV.), jak i jego zalety (np. poczucie bezpieczeństwa osób, które uczestniczą w przypadkowych kontaktach seksualnych).

Podsumowując:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

5/5 po raz pierwszy w historii naszego portalu! GRATULUJEMY!