Tomasz Stawiszyński o wojnie polsko-polskiej

Tomasz Stawiszyński o wojnie polsko-polskiej

Tomasz Stawiszyński – “Terapia dla Polski” Tygodnik Powszechny nr 26, 27.06.2021 r.

Dziennikarz zaczyna od przypomnienia poparcia przez Lewicę ratyfikacji europejskiego Funduszu Odbudowy i nakreśla pole, na którym toczyć się będą jego kolejne rozważania. Przedstawia on rozważania psychoanalityczne i przedstawia pojęcie koluzji, które porównuje do polskiej sceny politycznej.

Następnie przechodzi do rozważań o symetryzmie i tłumaczy jak on go rozumie oraz uprzedza oskarżenia o stosowanie go w tym tekście. Abstrahując od tekstu pojawić się może spostrzeżenie, że samo takie zastrzeżenie pokazuje jak bardzo jesteśmy podzieleni i okopani w swoich bańkach informacyjnych. 

W kolejnej części artykułu dziennikarz podkreśla trudność wyjścia poza swoje okopane pozycje i że takie gesty jak Lewicy opisane na początku wywołują reakcje obronne, które wynikają ze wspomnianej wcześniej koluzji. Autor podkreśla, że nie stała za tym merytoryczna dyskusja a jedynie komentarze o zdradzie. Ciężko było znaleźć faktyczne uzasadnienie dla tezy, że Lewica popełniła błąd. Warto zaznaczyć, że dziennikarz dopuszcza również inną interpretację niż bezmyślne okopanie się na swojej pozycji tj. przyjętą strategię pokazywania dominacji Platformy Obywatelskiej na opozycji. 

Kolejny rozdział pokazuje przygnębiającą wizję, że nie można przeprowadzić żadnej merytorycznej i racjonalnej dyskusji pomiędzy stronnictwami, w których każdy widzi siebie jako jedynych dobrych i nie popełniających błędów, a przeciwników jako zło wcielone. Potem wraz z dziennikarzem zastanawiamy się nad przyczyną tego.

Niestety w kolejnych częściach artykuł nie staje się bardziej optymistyczny. Autor nie wie czy istnieje wyjście z tej sytuacji i czy jesteśmy w stanie zacząć ze sobą rozmawiać merytorycznie. Podkreśla jednak, że uświadomienie sobie tej sytuacji i jak twierdzi psychoanaliza jej urealnienie byłoby pierwszym krokiem do wyjścia z wojny.

Cały artykuł jest opinią dziennikarza na temat naszego życia społeczno-politycznego i niemożności porozumienia się dwóch odrębnych stron sporu, których zarzewie jest jeszcze w rozmowach okrągłego stołu i wyborach czerwcowych. Przedstawia on zasady rządzące zarówno dyskursem po stronie zwolenników Prawa i Sprawiedliwości jak i Platformy Obywatelskiej i pokazuje jak bardzo, wbrew pozorom, pod tym względem te partie i ich narracje są do siebie podobne. Szczególnie warto zaznaczyć tutaj obiektywizm autora. Pomimo swoich poglądów, do których przyznaje się w tekście, potrafi wyjść poza swoje racje i zauważyć problemy dotyczące rozmów na te tematy. 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/geralt-9301/ Pixabay

Mariusz Grabowski o polityce dzietności Chin

Mariusz Grabowski o polityce dzietności Chin

Mariusz Grabowski, Chińczycy mogą mieć więcej dzieci. Ale czy tego chcą?”, w PolskaTimes.pl 18.06.2021 r. 

Mariusz Grabowski w artykule dla PolskaTimes.pl opisuje problemy demograficzne związane z funkcjonującą na terenie Chin polityką jednego dziecka. Przedstawia skalę problemu, odnosząc się m.in. do wyników spisu powszechnego wykonanego w 2020 roku, w którym to odnotowano najwolniejsze tempo wzrostu ludności od początku prowadzenia statystyk w latach 50. XX wieku.

W pierwszej części artykułu autor skupia się na opisie zaproponowanego przez Komunistyczną Partię Chin rozwiązania problemu niżu demograficznego, którym ma być promocja modelu rodziny 2+3. Jak zauważa, na plakatach promujących akcję pojawia się nacisk na zwiększenie liczby kobiet, stąd pojawienie się sylwetek dwóch dziewczynek i jednego chłopca. Podjęte przez chiński rząd działania mogą jednak nie przynieść zamierzonych efektów. Według deklaracji mieszkańców Chin jest wiele czynników, przez które nie decydują się na posiadanie potomstwa: 

[…] życie w Chinach jest zbyt drogie. Powody ekonomiczne wymieniane są oczywiście na pierwszym miejscu, ale pojawiają się też argumenty, że „żyją pod dużą presją”, zarówno polityczną, jak i społeczną. Pary bardzo często stawiają bowiem na karierę i rozwój zawodowy, rezygnując przy tym z posiadania dzieci. Do tego dochodzi obowiązek opieki nad starzejącymi się rodzicami, trwale wpisany w chińską kulturę. A jeśli dołożyć do tego płatną edukację, jaką trzeba zapewnić dzieciom, nietrudno zrozumieć, dlaczego współczynnik dzietności w Chinach wynosi obecnie jedynie 1,3 dziecka na kobietę.

Dziennikarz przedstawia historyczne podłoże wprowadzenia polityki jednego dziecka. Co daje odbiorcy szansę na zagłębienie się w opisywany temat. Z kontekstu historycznego możemy dowiedzieć się, że wprowadzone rozwiązania nie zakazywały mieszkańcom posiadania większej liczby potomstwa, jednak rodziny wielodzietne musiały się mierzyć z wieloma obciążeniami prawnymi  tzw. opłatami za obsługę. Grabowski przywołuje dane, z których wynika, że z powodu wprowadzonej polityki kontroli populacji urodziło się ok. 300 milionów dzieci mniej. Co zostało osiągnięte również przy pomocy popieranych przez rząd aborcji. Przywoływane statystyki obrazują odbiorcy skalę omawianego zjawiska. 

Mariusz Grabowski zwraca uwagę na wcześniejsze próby zapobiegania katastrofie  demograficznej, które były podejmowane przez rząd np. decyzja o posiadaniu dwójki dzieci w przypadku małżeństw, w których jeden z małżonków jest jedynakiem; wprowadzenie 30-dniowych okresów na ochłodę” dla par, które podjęły decyzję o rozwodzie; organizowanie spotkań zapoznawczych dla par; zachęcanie działaczy politycznych do posiadania dwójki potomstwa w celu przykładu dla obywateli czy wreszcie zezwolenie na funkcjonowanie surogatek. Jak zauważa autor, ów działania okazały się nieskuteczne, ponieważ wiele lat komunistycznej praktyki demograficznej wsiąknęło na stałe w chińską obyczajowość, dlatego też zmiana trendu spadkowego będzie dla polityków ogromnym wyzwaniem.

Jednym z zastrzeżeń do artykułu Mariusza Grabowskiego jest brak przywołania źródła informacji dotyczących przeprowadzania aborcji w 8 oraz 9 miesiącu ciąży. Ten fragment rozważań dziennikarza budzi wątpliwości względem jego rzetelności: 

Nierzadko kobiety, nawet pod koniec 8. miesiąca, były zmuszane do przerwania ciąży przez wstrzykiwanie roztworu soli. Istnieją również doniesienia na temat kobiet, na których przeprowadzono aborcję po 9 miesiącach ciąży, zabijając ich dzieci już w kanale rodnym albo zaraz po urodzeniu.

Decydując się na przywołanie tak kontrowersyjnych informacji, dziennikarz powinien zadbać o zweryfikowanie oraz opisanie źródła, z którego pochodzą. Bez takiej wzmianki czytelnik nie ma pewności, że są one prawdziwe. Nie ma również pewności czy są to informacje sprawdzone, czy być może są to jedynie domysły autora.

Również język używany w niektórych fragmentach artykułu budzi pewne wątpliwości. Stosowanie określeń nacechowanych emocjonalnie, w celu opisania praktyki aborcyjnej w Chinach, może wpływać na odbiór tekstu przez czytelników. Dziennikarz, wykorzystując słowo mordowano” dla opisu aborcji przeprowadzanych w większości na dziewczynkach, sugeruje odbiorcom swoje zdanie na temat polityki aborcyjnej Chin. Niestety nie działa to korzystnie na poziom obiektywizmu artykułu, a wręcz na niekorzyść dziennikarza i może zostać odebrane jako zmierzające w kierunku narzucenia pewnego schematu myślenia o aborcji. 

Artykuł Mariusza Grabowskiego jest próbą dogłębnego przedstawienia sytuacji demograficznej Chin. Autor stara się zaprezentować temat z różnych punktów widzenia. Odwołuje się zarówno do głosów obywateli, jak i narracji prezentowanych przez władze. W tekście opisuje również przyczyny wprowadzenia polityki kontroli urodzeń, wracając do roku 1979, co niewątpliwie wpływa na podniesienie jakości  przekazu. Mimo pewnych niedociągnięć czy zastrzeżeń artykuł wart jest uwagi odbiorców przez fakt na wieloaspektowe przedstawienie polityki demograficznej Chin oraz profesjonalną analizę zaprezentowaną przez dziennikarza. 

kryterium prawdy: 0.9/1 

kryterium obiektywizmu: 0.9/1 

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0.8/1 

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1 

kryterium zasadności tytułu: 1/1 

Ocena: 4.6/5

Obraz Leslin_Liu z Pixabay

Tomasz Rowiński o sprawie marszałka Grodzkiego

Tomasz Rowiński o sprawie marszałka Grodzkiego

Tomasz Rowiński – “Milczenie marszałka” Do Rzeczy nr 24/2021

Autor postanowił się przyjrzeć sprawie Marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, a konkretnie oskarżeń o przyjmowanie łapówek w czasie kiedy był czynnym lekarzem. Na początku informuje on, że przy 4 sprawach są zarzuty formułowane wobec marszałka.

Następnie przeplata swoją opinię o tym, że jeśli Tomasz Grodzki nie zostałby Marszałkiem Senatu pewnie sprawa nie ujrzałaby światła dziennego ze statystykami na temat łapownictwa w Polsce. Jednak robi to w sposób, który w pełni pozwala odróżnić informację od opinii. 

Później autor pisze wprost, że nie rozstrzyga o winie Grodzkiego przed procesem i przytacza wypowiedź osoby, która oskarżyła go o przyjmowanie łapówek, jednak później usunęła wpis. Cytuje również drugą stronę a więc mecenasa Tomasza Grodzkiego. Wskazuje też, że marszałek wygrał sprawę o zniesławienie, która została wytoczona osobie, która go oskarżała.

Kolejne cytaty z osób oskarżających Grodzkiego pojawiają się anonimowe, jednak na uwagę zasługuje podpisanie mediów, w których ta informacja się pojawiła na samym początku. 

Czy cokolwiek takiego miałoby miejsce, gdyby nie dotyczyło to jednego z liderów opozycji?

Zapewne nie. 

Czy argument podnoszony niezawodnie w każdej możliwej sytuacji przez przedstawicieli opozycji że to atak polityczny, coś zmienia w meritum sprawy? 

Także nie.

Powyższym cytatem autor po raz kolejny podkreśla, że nie interesuje go przynależność polityczna Tomasza Grodzkiego w kontekście tego czy rzeczywiście przyjmował łapówki. Następnie zastanawia się nad tematem oskarżeń polityków i prawdziwych lub nie zarzutów, które mogą pogrążyć daną osobę.

Dziennikarz opisuje wnioski prokuratury o uchylenie immunitetu prof. Grodzkiemu i wyjaśnia jak te wnioski mogą zostać rozstrzygnięte, w szczególności jaka jest linia polityczna opozycji w tej kwestii. 

Na koniec autor podkreśla, że zwrócił się z pytaniami do marszałka Grodzkiego jednak do momentu publikacji artykułu pozostały one bez odpowiedzi.

Artykuł wyróżniamy w szczególności za dobre odróżnienie opinii wyrażanych przez dziennikarza od faktów podawanych przez niego. Jeśli fakty były tzw. faktami medialnymi albo był niepotwierdzone możemy to jasno wyczytać z tekstu. Ponadto zachowuje on obiektywizm. Nie przesądza czy marszałek Grodzki jest winny czy nie. Zastanawia się jedynie nad kondycją służby zdrowia w kontekście łapownictwa oraz nad strategią obrony od oskarżeń przez Grodzkiego, która według autora jest niespójna.

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/parentingupstream-1194855/ Pixabay

Anna Kiedrzynek o problemach osób ze schizofrenią

Anna Kiedrzynek o problemach osób ze schizofrenią

Anna Kiedrzynek – „Żyły się przede mną chowały, mamo” – Pismo 06/2021

W swoim artykule, autorka – Anna Kiedrzynek przedstawia portrety osób chorych na schizofrenię i ich bliskich.  Kilkustronicowy reportaż prowadzi nas przez historie skrajnej bezradności i wykluczenia społecznego. 

Jako pierwszą poznajemy panią Wiesławę: chorującą na schizofrenię samotną kobietę, której losem interesują się sąsiedzi z tego samego piętra. Dla innych sąsiadów pani Wiesia jest źródłem „potencjalnego zagrożenia”. 

Im głośniej Wiesia krzyczy, tym dotkliwiej milczą: ośrodek pomocy społecznej, jej brat (podobno mieszka w Krakowie; u Wiesi bywa raz do roku), psychiatra w poradni, szpital i sąd. 

Nikt nie wie, jak pomóc pani Wiesławie, jednak autorka wyraźnie podkreśla po czyjej stronie stoi wina – systemu. Systemu, który zawodzi nie tylko ją, bowiem:

Opowieść o schizofrenii musi być więc siłą rzeczy opowieścią nie tylko o chorych, ale także ich opiekunach.

W jednym z wymienionych przez autorkę raporcie Schizofrenia. Rola opiekunów w kreowaniu współpracy stworzonych za sprawą firmy Janssen-Cilag – dowiadujemy się, że „na jednego chorego przypada średnio dziesięć osób dotkniętych konsekwencjami jego stanu”. Rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi… Anna Kiedrzynek podkreśla, że aby pomóc często nieświadomym posiadania choroby osobom zmagającym się ze schizofrenią, potrzeba opieki i wsparcia systemowego dla tych, którzy poświęcają dla nich swoje życie. 

Źle urządzony, niedofinansowany system dokłada kolejne diagnozy i mnoży cierpienie.

Kolejne opowieści dotyczą osób blisko związanych z cierpiącymi na schizofrenię. To prawdziwe obrazy trudności, z jakimi na co dzień muszą zmagać się opiekunowie chorych. Do reszty bohaterów swojego reportażu autorka dotarła dzięki grupie wsparcia na jednym z mediów społecznościowych. Dzięki temu poznajemy dalsze losy: Marka i jego przyjaciela Wojtka, Karoliny i jej syna Łukasza, Agnieszki oraz jej córki Natalii oraz Kasi – która sama przedstawia swoją relację i zmagania z chorobą. Każda z tych historii to opis bezsilności i bezradności w czasie najtrudniejszej choroby; takiej, która nie pozwala uświadomić sobie, że ją masz i jednocześnie takiej, która zagraża tobie i twoim bliskim. 

W trakcie artykułu umieszcza także fragment rozmowy z psychiatrą – doktorem Dariuszem Maciejem Myszką, dzięki której reportaż zyskuje na wiarygodności. Doktor Myszka wskazuje wtedy kolejny problem środowiskowy:

Psychoedukacja oraz terapia są niezbędne, jeżeli chcemy, aby pacjent nie porzucał leczenia. (…) Tymczasem system opieki psychiatrycznej w Polsce nie jest w ogóle nastawiony na pracę z człowiekiem, który nie ma świadomości choroby. A to jeden z najczęściej występujących objawów schizofrenii!

Chorzy potrzebują specjalistycznej opieki, nie tylko systemowej. Jednak okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej. Autorka, przywołując dane z Eurostatu podkreśla, że „w 2017 roku w Polsce na sto tysięcy mieszkańców przypadło zaledwie dziewięciu psychiatrów. (…) Dla porównania, w Niemczech ten wskaźnik wyniósł dwudziestu siedmiu psychiatrów na sto tysięcy mieszkańców.” Można byłoby kwestionować aktualność danych sprzed 4 lat – lecz niestety są to najświeższe dostępne informacje dotyczące tej sprawy. Reportażystka, prezentując dane takie jak te, podkreśla więcej niż problem dotyczący bohaterów jej artykułu. Dowiadujemy się, że za samym dylematem choroby stoi szereg innych trudności, które nie pomagają ani chorym, ani im opiekunom i bliskim. 

Agnieszka nie rozumie: dlaczego wszyscy są wobec tego bezradni? Wszyscy, czyli cały ten wielki system, którego potęga zamyka się w szpitalnych murach, a który poza nimi kurczy się i karleje, nie oferując żadnego wsparcia ani pomocy. 

Co ważne, poza tym, że poznajemy historie osób chorujących na schizofrenię – mamy możliwość przyjrzenia się, jak naprawdę wygląda i czym charakteryzuje się ta choroba. Nie jest to łatwa opowieść i ciężko przebrnąć przez nią bez kilku głębokich oddechów. Dziennikarka, pisząc swój reportaż przygotowała bardzo rzetelne zaplecze teoretyczne. Posługuje się językiem medycznym i reprezentatywnymi terminami, odnoszącymi się do specyfiki tego schorzenia, tym samym wyjaśniając je swoim odbiorcom w przystępny sposób. Autorka powstrzymała się od zbędnych ocen i komentarzy, ukazując historię cierpienia z punktu widzenia bliskich obserwujących osoby zmagające się ze schizofrenią oraz bezpośredniego świadectwa choroby – jak w przypadku Kasi. Tytuł artykułu odnosi się do zdania, wypowiedzianego przez Natalię po jednym ze swoich epizodów psychozy do swojej mamy Agnieszki. 

Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu: 1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 1/1
Łączna ocena: 5/5

Obraz Gerd Altmann z Pixabay

Tomasz Augustyniak o sytuacji pandemicznej w Indiach i oddolnej pomocy mieszkańców

Tomasz Augustyniak o sytuacji pandemicznej w Indiach i oddolnej pomocy mieszkańców

Tomasz Augustyniak – „Gdy umilkły dźwięki” Tygodnik Powszechny 13.06.2021 r.

Shreya Varma dobrze pamięta dni, w których wszyscy uwierzyli, że koronawirus został w Indiach pokonany – od tych słów rozpoczyna swój reportaż dla „Tygodnika Powszechnego” Tomasz Augustyniak, korespondent w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. W swoim tekście porusza wątek trudnej sytuacji pandemicznej i tego, w jaki sposób rozwijała się ona w Indiach. Jego materiał skupia się na opisie działań, jakich podejmowali się mieszkańcy największych miast w Indiach, po tym jak załamał się tamtejszy system opieki zdrowotnej. 

Jego materiał stanowi przykład rzetelnego dziennikarstwa reporterskiego. Został wyróżniony, głównie za sprawą kompleksowego podejścia do prezentowanego tematu. Dziennikarz przysporzył sobie wiele trudu, gromadząc wypowiedzi osób mieszkających w Indiach, które w okresie pogarszającej się sytuacji epidemiologicznej w swoim kraju, były narażone na zakażenie koronawirusem, a często także same ciężko przechodziły chorobę.

Zaczyna swój reportaż od przytoczenia kontekstu, w jakim umieszcza swój tekst. Relacjonuje on, jak wyglądała sytuacja w Indiach, jeśli mowa o epidemii koronawirusa w nieodległej przeszłości – pod koniec ubiegłego i na początku obecnego roku. Wtedy to, ludzie zaczęli tłumnie wychodzić na ulice i odwiedzać miejsca, takie jak kina czy targowiska. Według tego, co przekazuje Shreya Varma – jedna  z bohaterek reportażu, menadżerka w banku – w Indiach w tym czasie zniknął nie tylko dystans społeczny, ale również maseczki z twarzy Indusów. Z informacji, do jakich udało się dotrzeć autorowi, kiedy obostrzenia zostały poluzowane, wielu ludzi przestało zauważać problem pandemii – w tematach zdrowotnych pojawił się za to wątek medycyny naturalnej, popularnością cieszyła się m.in. ajurweda, czyli tradycyjna medycyna indyjska, znana jeszcze z czasów starożytnych. O beztroskim podejściu do kwestii ochrony zdrowia, Augustyniak pisze tak: Należało się też, rzecz jasna, zaszczepić, ale tutaj zdania bywały podzielone. Zresztą: „Jo hona hai, woh hoke rahega!” – mówiono. Co ma być, to będzie!


Jak podkreśla sam autor, danej sytuacji nie pomagały również komunikaty polityków – takie jak decyzja premiera Narendra Modi, który już na początku 2021 r. ogłosił, że kraj poradził sobie z pandemią i otwiera się na nowe inwestycje. W Indiach – największym demokratycznym państwie świata, mającym charakter federacji (składającej się z 36 stanów i terytoriów) – kampania wyborcza trwa niemal permanentnie, co jak potem relacjonuje Augustyniak, przyczyniło się do gwałtownych wzrostów zakażeń na koronawirusa. Zaznacza też, że nie bez znaczenia dla tego zjawiska było zorganizowanie święta Kumbh Mela (jest to pielgrzymka nad Ganges w celu wykonania rytualnej kąpieli w rzece) o rok wcześniej, niż mówi o tym tradycja.

Autor prezentuje elementy, które przyczyniły się do pogorszenia sytuacji pandemicznej w Indiach. Swoją wiedzę opiera na przekazach medialnych oraz informacjach, które zaczerpnął bezpośrednio od mieszkańców Indii. Jest to ważny element całego tekstu bowiem to właśnie bohaterowie, przedstawieni przez Augustyniaka w materiale, odgrywają w nim kluczową rolę. To ich historie (niejednokrotnie bardzo osobiste) są punktem wyjścia do rozważań na temat sytuacji w całych Indiach. To właśnie ich opowieści stanowią klucz do tego, jak radzili sobie zwykli ludzie w obliczu wyzwań, jakie przyniosła ze sobą pandemia.

Przytaczane historie prezentują czytelnikowi podejście zwykłych obywateli. Ludzie, którzy mają doświadczenia w walce o zdrowie i życie, opowiedzieli o tym autorowi, dzięki czemu cały reportaż zyskał na autentyczności. Poza wspomnianą na początku artykułu kobietą o imieniu Shreya Varma, zostają wyszczególnieni również: Amit Jain (lekarz, który zaangażował w akcję pomocową lekarzy i lekarek), Pritam Kothadiya (wolontariusz, który zorganizował sieć samopomocy), Jayant Bhattachary (dziennikarz, który w pandemii stracił swojego ojca), Aman Srivastava (mający doświadczenie w poszukiwaniach butli z tlenem dla chorego na COVID-19 brata). To ich relacje powodują, że czytelnik ma możliwość w większym stopniu zrozumieć ich sytuację, a nawet w pewien sposób spróbować przenieść ją na polski grunt, aby wydała mu się bardziej realna.

Reportaż stawia tezę „Każdy został jakoś dotknięty”. Jest to zarazem tytuł jednego z akapitów, w którym autor pisze: Zaraza nie oszczędzała także ludzi mających pozycję, pieniądze i kontakty. Ci uprzywilejowani, dla których wszystko było kiedyś kwestią kilku telefonów do rodziny i wpływowych przyjaciół, teraz nie potrafili zdobyć dla swoich bliskich ratujących życie leków, tlenu ani łóżek w szpitalach”, pokazując w ten sposób, że w obliczu pandemii każdy z nas tak naprawdę jest równy sobie. Jeden z rozmówców opowiada: „Pandemia wywróciła do góry nogami życie wszystkich”, a historie innych zdają się potwierdzać jego słowa. 

Przejmujący jest również podrozdział zatytułowany „Walka o tlen”. Zostają w nim opisane sytuacje, w których znalazło się wielu mieszkańców Indii – osób, które szukały za wszelką cenę butli z tlenem, aby móc je przekazać swoim bliskim, dla których był to jedyny sposób na ratunek w pogarszającym się stanie, z racji na ciężki przebieg choroby. Wielu rodzinom zostawały butle po zmarłych krewnych, nie do końca opróżnione, i to właśnie w ten sposób udało się zorganizować tlen dla Amitusha. Pierwsza butla i koncentrator tlenu pochodziły od wuja szwagierki, który zmarł kilka dni wcześniej” – relacjonuje reporter. Autor w umiejętny sposób omija jednak korzystanie z języka znanego z prasy tabloidowej. Nie zależy mu na sensacji, jego tekst jest napisany w sposób rzetelny, a historia w nim opowiedziana, broni się sama. 

Jednak najważniejszym przesłaniem tekstu Tomasza Augustyniaka jest ukazanie inicjatyw społecznych, które miały na celu pomóc osobom w potrzebie podczas pandemii. Tak zwana „samopomoc”, jak nazywa ją autor, miała miejsce w wielu miastach w Indiach. Podkreśla też, jak dużą rolę w komunikowaniu się między sobą odegrał internet: Siłę tych relacji wzmocniły media społecznościowe i komunikatory internetowe. W kraju, w którym z internetu korzysta ponad 700 mln ludzi, to one stanowią najpewniejszy sposób dotarcia do prawie każdego”. Przy pomocy komunikatorów zgłaszali się ochotnicy, którzy oferowali pomoc, czy też osoby, które tej pomocy potrzebowały. Wszystko działo się oddolnie, ponieważ zarówno rząd, jak i ochrona zdrowia, w opinii autora i jego rozmówców, zawiedli. 

Tekst Augustyniaka jest wyważony, jednak napisany w taki sposób, że czytelnik jest ciekawy przedstawianej przez niego historii. Dużo zyskuje dzięki osobistym wyznaniom rozmówców, jednak ani razu nie czuć, aby autor przekraczał granicę i pisał o rzeczach zbyt prywatnych dla bohaterów. 

Korespondent „Tygodnika Powszechnego” przedstawia temat z wielu punktów widzenia. Jego tekst jest dopracowany, zarówno merytorycznie, jak i stylistycznie. Treści, które prezentuje czytelnikom są ukazywane w obiektywny sposób. Autor nikogo nie stara się szczególnie wyróżniać, ani też pomijać. Warto również podkreślić, że Tomasz Augustyniak okazuje szacunek swoim rozmówcom, co możemy zauważyć, chociażby w formie prezentowania ich historii. W tekście zostaje ukazany każdy bohater z imienia i z nazwiska wraz z kilkuzdaniowym odnotowaniu, jaką rolę pełni dana osoba. Reportaż omawia wydarzenia dotyczące pandemii koronawirusa w Indiach i korzysta w tym celu z przykładów osobistych historii bohaterów. Jest to więc wątek szczególnie narażony na pokusę skorzystania z określeń wartościujących, jednakże autor tekstu stara się takowych unikać. Co więcej, na pochwałę zasługuje też fakt, iż dziennikarz oddziela informację od subiektywnego komentarza, dzięki czemu czytelnik ma możliwość zapoznać się z wieloma informacjami na temat kultury i tradycji Indii, ale nie odnosi wrażenia, że wiedza, jaką otrzymuje od autora jest z góry oceniana w pozytywny lub negatywny sposób. Augustyniak pozwala czytelnikowi na wyrobienie sobie własnego zdania, wprowadzając go jednak w niezbędne do zrozumienia kontekstu treści. Jego wiedza natomiast jest istotna, ponieważ sam autor (o czym mówi krótka notka informacyjna na samym końcu tekstu), (…) w latach 2013-15 mieszkał w Indiach; od tego czasu regularnie tam bywa.

Tytuł reportażu „Gdy umilkną dźwięki” jest z lekka enigmatyczny, jednak po dogłębnej lekturze tekstu czytelnik jest w stanie bez problemu zrozumieć jego przesłanie. Ukazuje to chociażby cytat jednego z bohaterów materiału, Amana Srivastawa: Brat cały czas zachowywał kamienną twarz, chociaż z trudem łapał oddech. Mówił tylko szeptem i przez kilka nocy nie spał, bo dusił się z powodu kaszlu. Dopiero później powiedział, że bał się wtedy śmierci. Tytuł ten może być rozumiany jako bezpośrednie odniesienie do momentu, kiedy osoba zarażona na koronawirusa traci możliwość komunikowania się ze światem i aby przeżyć potrzebuje (o czym również pisze autor) wspomagać się tlenem. Z drugiej strony, tytuł można też interpretować jako moment zatrzymania – ten czas, gdy wszystko ustaje, z racji na rozwój epidemii w kraju: Amana najbardziej zaskoczyło, że w całym tym chaosie ucichły spory polityczne. Przestało być ważne, kto jest hinduistą, a kto muzułmaninem, kto zwolennikiem państwa świeckiego, a kto wyznaniowego, albo kto jaką partię popiera. Ludzie zaczęli robić wszystko, co w ich mocy, by pomóc innym.

Tekst Tomasza Augustyniaka jest przykładem wartościowych treści, które zostają przedstawione według najlepszych standardów dziennikarskich. 

kryterium prawdy: 1/1 

kryterium obiektywizmu: 1/1 

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0.9/1 

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1 

kryterium zasadności tytułu: 0.9/1 

Ocena: 4.8/5

Obraz Elliot Alderson z Pixabay

Jędrzej Winiecki o podejściu Polaków do szczepień na koronawirusa

Jędrzej Winiecki o podejściu Polaków do szczepień na koronawirusa

Jędrzej Winiecki – „Jak zaszczepić zaufanie” Polityka nr 23 (3315), 1.06.-8.06.2021.


Tekst Jędrzeja Winieckiego jest przykładem rzetelnej pracy dziennikarskiej głównie dlatego, że autor w możliwie jak najbardziej obiektywny i zniuansowany sposób, podchodzi do prezentowanego przez siebie tematu. Ponadto unika korzystania z nacechowanego emocjonalnie słownictwa, dzięki czemu jego tekst nie wyróżnia żadnej ze stron.  Udziela natomiast głosu wielu ekspertom, którzy wypowiadają się w materiale w roli komentatorów, ograniczając jednak swoje komentarze jedynie do dziedzin, w jakich się specjalizują. Sprawia to, że w większym stopniu możemy zaufać stwierdzeniom, którymi dzielą się z odbiorcami. W artykule możemy zapoznać się z opinią takich ekspertów-komentatorów jak: prof. Michał Wróblewski (socjolog), prof. Michał Krawczyk (ekonomista), prof. Małgorzata Kossowska (psycholog społeczna), dr Adrian Wójcik (psycholog społeczny). Wszyscy zostali wyszczególnieni przez autora, opisani z imienia i nazwiska, zaznaczony został też ich tytuł naukowy oraz uczelnia, z którą są związani. Autor nie wymienia w materiale kogokolwiek tylko i wyłącznie z nazwiska, wykazuje przez to swój szacunek do osób, które poprosił o komentarz.


Jędrzej Winiecki postawił sobie za cel próbę odpowiedzenia na pytanie, które zresztą pada już na samym początku artykułu: Dlaczego nadal tak wielu Polaków nie chce się szczepić na koronawirusa? Najpierw, z lekka prowokacyjnie, cytuje wpis byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który stwierdził, że Rządząca prawica w Polsce ma ten problem, że znaczna część ich wyborców to są albo antyszczepionkowcy, albo ludzie niechętni szczepieniu się. Dziennikarz powołuje się na źródło, jakim jest organizacja fact-checkingowa Demagog.org.pl, w celu wyjaśnienia czytelnikom, że te słowa nie są zgodne z prawdą (zostały sklasyfikowane przez wspomnianą organizację jako „wypowiedź fałszywa”). Jest to jednak jedynie punkt wyjścia do rozważań na temat sytuacji, jaka ma miejsce w naszym kraju przy okazji przeprowadzania narodowego programu szczepień przeciwko COVID-19. Stan faktyczny uargumentowany przez wyniki licznych sondaży przedstawia wyborców Prawa i Sprawiedliwości jako znacznie bardziej chętnych do szczepień – gotowość do szczepienia lub przyjęcia przynajmniej jednej dawki szczepionki, deklarowały trzy czwarte z grupy osób, którzy określili siebie jako wyborców PiS-u. Autor tekstu konfrontuje te wyniki z danymi, które odnoszą się do innych partii politycznych. Pozwala to na pokazanie pełniejszego spektrum problemu i zaprezentowanie szerszej perspektywy, co z kolei w znaczący sposób ułatwia odniesienie tych wyników do siebie nawzajem. 


Dziennikarz porusza w swoim tekście również inny wątek – powiązanie ruchu antyszczepionkowego z podatnością na wiarę w teorie spiskowe. Teorie te, jak twierdzi: Może są nieracjonalne i brzmią bezsensownie, a oferowane przez nie wyjaśnienia są często fałszywe, ale zaspokajają przynajmniej częściowo potrzebę poczucia kontroli w konfrontacji z dużym wydarzeniem lub zmianą społeczną. Wyjaśnia w ten sposób działanie tej zależności i jej przesłanek, które pozwalają na to, aby takowa wiara zaistniała wśród danej osoby. Autor nie stara się jednak na siłę sklasyfikować osób, które są podatne na wiarę w teorie spiskowe. Podkreśla też, że jest to niezależne od podzielanych poglądów czy poparcia dla danej partii politycznej. Z pomocą jednego z ekspertów wyjaśnia czytelnikom, że tak naprawdę obie strony politycznej barykady są podatne na wiarę w spiski – różnią się tylko tym, jaka jest treść samej teorii.  Dziennikarz przytacza w tym miejscu konkretne dane procentowe, które ukazują, w jakim stopniu Polacy są w stanie uwierzyć w teorię spiskową dotyczącą pandemii. Mówiąc o tym, powołuje się na badania, których współautorem jest jeden z jego rozmówców – dr Adrian Wójcik, psycholog społeczny z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

W ostatniej części swojego artykułu Jędrzej Winiecki porusza kwestię oceny narodowego programu szczepień. Jednak autor pozostaje obiektywny i przedstawia czytelnikowi podejście, jakie posiadają eksperci. Pozwala też na to, aby w materiale wybrzmiewały głosy zarówno chwalące, jak i krytykujące postawę polskiego rządu. Nie była energiczna, wykorzystywała mało skuteczne kanały, jak billboardy czy reklamy radiowe. – w ten sposób o akcji szczepień wypowiada się prof. Michał Krawczyk. Natomiast, zupełnie inną perspektywę prezentuje, chociażby prof. Michał Wróblewski  który, pomimo iż uważa, że rząd ma problemy ze zgodnością przekazu, to jednak docenia kampanię informacyjną, jaką zorganizował polski rząd: Widać w niej myślenie w kategoriach różnych segmentów populacyjnych, które zmieniają się w zależności od szczepionej grupy. 


Na koniec swojego artykułu dziennikarz przedstawia jeszcze jedną perspektywę, jeśli chodzi o podejście do tematu szczepień. Opisuje pokrótce grupę osób, która w przeciwieństwie do antyszczepionkowców, była w stanie wiele poświęcić, aby móc się zaszczepić. Mowa tutaj o tych osobach, które są przekonane, że szczepienie to cywilizacyjny wynalazek, jak to przedstawia prof. Kossowska.

Opisywana przez Jędrzeja Winieckiego, grupa osób o zupełnie odmiennych postawach, staje się kontrapunktem do wcześniej omawianych przykładów. Jak pisze o nich sam autor:


Zdaje się, że zwłaszcza w tej grupie najwyższe jest oczekiwanie, że reszta rodaków się zaszczepi. Podlane sosem naukowej opowieści o pandemii i wysypem statystyk, którymi jesteśmy zalewani od tylu miesięcy. Oraz wiarą w racjonalność i wezwanie do szacowania ryzyka na zimno zamiast popadania w emocje.


Tekst artykułu wzbogacony jest również o grafikę, będącą suplementem do merytorycznej treści. Ilustracja Patryka Skroczyńskiego, która została wybrana jako wizualny komentarz do tekstu, przedstawia rycerza, który broni się z użyciem miecza przed ogromnymi szczepionkami nadciągającymi prosto na niego. Jest to bardzo wymowny obrazek, ponieważ tekst opisuje podejście obywateli do szczepień przeciwko koronawirusowi. Jednym z wątków poruszanych w tekście jest też podział ze względu na przyjmowaną postawę – pro-szczepienną, bądź też anty-szczepienną. Obrona przed szczepionką na ilustracji ukazuje jedną z grup, o której pisze dziennikarz. W tym miejscu można byłoby zarzucić autorowi, że to właśnie postawa antyszczepionkowców została ukazana na ilustracji w sposób z lekka prześmiewczy – mały rycerzyk kontra wielkie szczepionki. Jest to jednak element humorystyczny, który nie wpływa znacząco na odbiór samego tekstu Winieckiego.

Tytuł, na jaki zdecydował się autor, brzmi „Jak zaszczepić zaufanie”. Jego wieloznaczność powoduje, że czytelnik od razu staje się zainteresowany, jaka treść czeka go w poniższym materiale. W dodatku warto zwrócić uwagę również na jego wieloznaczność, która wzbogaca całość artykułu i pozwala na to, abyśmy jako odbiorcy wiedzieli, jaki temat porusza tekst. Zasadność tytułu jest w tym przypadku jak najbardziej prawidłowa.

Autor unika określeń oceniających. Nie ma w nim przykładów mowy nienawiści. Niewiele jest również w tekście epitetów, czy też nacechowanych emocjonalnie wyrażeń. Dziennikarz przyjmuje w nim rolę osoby prowadzącej czytelnika przez tekst i wskazującej najważniejsze wątki. To jednak głos ekspercki jest w tym artykule najistotniejszy, ma największe znaczenie. Nie znaczy to jednak, że tekst składa się tylko z wyróżnionych cytatów – dziennikarz komentuje poszczególne wypowiedzi i nadaje rytm całości. Robi to przy tym w prostym i zrozumiałym języku, przez co sam tekst czyta się szybko i sprawnie. Jest to na pewno zasługa odpowiedniego warsztatu pisarskiego twórcy. 

Zgromadzony przez dziennikarza materiał jest różnorodny i wyczerpujący, a komentarze eksperckie pozwalają na spojrzenie na sprawę z merytorycznego punktu widzenia. Czytelnik ma dzięki temu możliwość zapoznać się, chociażby z opisem przyczyn i skutków, które są wymieniane przez psychologów i socjologów, przy okazji tłumaczenia wiary w teorie spiskowe. Za sprawą artykułu jest w stanie dowiedzieć się, czym jest tzw. kolektywny narcyzm, o którym wspomina jeden z rozmówców. Jest to niewątpliwie wzbogacający materiał, który sprawia, że patrzymy nieco inaczej na podejście Polaków do szczepienia się. 

Podsumowując, tekst Jędrzeja Winieckiego jest wartym bliższego zapoznania się z nim, ponieważ w mojej opinii spełnia standardy dziennikarskie, jakimi powinien się kierować dobry dziennikarz. 

kryterium prawdy: 1/1 

kryterium obiektywizmu: 0.9/1 

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1 

kryterium szacunku i tolerancji: 0,9/1 

kryterium zasadności tytułu: 1/1 

Ocena: 4.8/5

fot. kfuhlert źr. Pixabay