Witold Jurasz o metodach tortur na Białorusi

Witold Jurasz o metodach tortur na Białorusi

Jurasz: KGB, czyli tradycja zobowiązuje [KOMENTARZ] – Witold Jurasz prezes Ośrodka Analiz Strategicznych www.oaspl.org, dla Onet z 26.05.2021r.

Link do artykułu: https://wiadomosci.onet.pl/opinie/bialorus-zatrzymanie-romana-protasiewicza-kgb-czyli-tradycja-zobowiazuje/h6dg3vp

O zatrzymaniu opozycyjnego białoruskiego dziennikarza Romana Protasiewicza i jego partnerki Sofii Sapiegii oraz o porównaniach do sowieckich metod przyznawania się do winy pisze w swoim komentarzu dla Onetu Witold Jurasz.

Prorządowe media na Białorusi opublikowały na internetowym komunikatorze „Telegram” nagranie, na którym Roman Protasiewicz przyznaje się do winy, a także informuje o podjęciu aktywnej współpracy z władzami. Podobny wydźwięk miał także następny film, choć z udziałem Sofii Sapiegii, zatrzymanej w tym samym czasie, co białoruski opozycjonista. Jak  zauważa w swojej analizie Witold Jurasz, tak wymuszona przez służby specjalne skrucha Protasiewicza jest całkowicie niewiarygodna. Zarówno dla osób walczących o wolność i demokrację na Białorusi, jak i dla międzynarodowej opinii publicznej. 

Nagrania te nie są w stanie przekonać nikogo do winy zatrzymanych opozycjonistów. Mimo to mają one z punktu widzenia reżimu głęboki sens.  

Autor w dalszej części tekstu powołuje się na zwyczaje panujące w reżimach totalitarnych, czyli na znaną z historii funkcję publicznego przyznawania się do winy. Jednocześnie dziennikarz wskazuje na przydatność tego typu rozwiązania dla dyktatorów władzy komunistycznej. Służby specjalne Białorusi wpisują się w historyczną, choć nie chwalebną tradycję, wiedząc o skuteczności oddziaływania tej metody na opinię publiczną. Witold Jurasz łączy w tym fragmencie zarówno informację i komentarz oraz odnosi się do aktualnej sytuacji za naszą wschodnią granicą. Z punktu widzenia niezorientowanego w temacie czytelnika, taki zabieg może być ryzykowny, niemniej w publicystyce jest on szeroko stosowany i akceptowany.   

Tradycja przyznawania się do winy i składania samokrytyki podczas procesów politycznych wywodzi się jeszcze z czasów sowieckich i była szeroko stosowana w czasach Wielkiego Terroru lat trzydziestych. Skądinąd co do zasady ci, którzy wówczas w nadziei na to, że w zamian za przyznanie się do winy przeżyją, zazwyczaj byli skazywani na karę śmierci.

Kontekst historyczny, o którym przypomina autor, dotyczy przydatności tak uzyskanego przyznania się do winy, zwłaszcza w ramach wykorzystania go na potrzeby pokazowego procesu sądowego i ewentualnego efektu propagandowego. Świadczy to wyraźnie o znajomości tematu i pozwala lepiej zrozumieć czytelnikom rolę, jaką może pełnić zamieszczenie wyżej wspomnianego nagrania z Romanem Protasiewiczem, a także kolejnego, tym razem z jego partnerką w internecie. Dodatkowo możemy dowiedzieć się, dlaczego władzy na Białorusi zależy na takiej, a nie innej narracji wydarzeń:

[…] szansę przeżycia mieli ci aresztowani, którzy się do winy za nic nie przyznawali. Z punktu widzenia procesów politycznych osoba, która się nie przyznawała była bowiem, w odróżnieniu od „skruszonego wroga ludu”, całkowicie nieprzydatna.

Choć w obecnych czasach, gdy dostęp do informacji można uzyskać w różnorodny i często niezależny od mainstreamowych mediów sposób, postępowanie białoruskiego reżimu w opinii dziennikarza ma za zadanie zniechęcić, czy wręcz przestraszyć osoby sprzeciwiające się prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence. Witold Jurasz wyraża opinię, że należy interpretować działania służb specjalnych, jako ostrzeżenie dla wszystkich opozycjonistów walczących z reżimem na Białorusi. Dziennikarz pisze o tym wprost:

[…] to z kolei sygnał pod adresem wszystkich opozycjonistów, którzy znaleźli schronienie poza granicami Białorusi – skoro władze gotowe ponieść takie koszty, by dopaść jednego opozycjonistę, to należy się ich bać.

Kolejnym kluczowym elementem dla zrozumienia skandalicznego zatrzymania Romana Protasiewicza, na które wskazuje autor, jest odwołanie się do drastycznych wydarzeń z przeszłości. Dziennikarz objaśnia zaistniałą sytuację, porównując działania służb specjalnych na Białorusi do głośnych akcji ich rosyjskiego odpowiednika. Czytelnicy otrzymują konkretne przykłady i potwierdzenie, że „nieznanych sprawców” zastępują „znani sprawcy.”: 

[…] zabójstwo np. Aleksandra Litwinienki za pomocą substancji radioaktywnych […] Próba zabójstwa Siergieja Skripala, a ostatnio Aleksieja Nawalnego za pomocą broni chemicznej. 

Dziennikarz tłumaczy także czytelnikom, w jaki sposób należy potraktować zatrzymanie Sofii Sapiegii:

Zatrzymanie partnerki Romana Protasiewicza to z kolei sygnał wobec opozycjonistów, że ich rodziny nie są bezpieczne, a przy okazji metoda nacisku na samego Protasiewicza, któremu zapewne KGB sugeruje, że albo się przyzna do wszystkiego, do czego ma się przyznać (a przy okazji poda szczegóły np. finansowania kanału Nexta), albo jego partnerka zostanie pobita lub zgwałcona.

Powyższe autor traktuje jako kolejny dowód na to, że pewne rzeczy się nie zmieniają, a reżimy, takie jak ten na Białorusi, dalej będą kontynuować najgorsze tradycje sowieckich służb.   

Cały komentarz należy potraktować jako dziennikarstwo publicystyczne najwyższej jakości. Spełnia ono rolę wyjaśniania niuansów postępowania władz na Białorusi. Jednocześnie pomaga czytelnikom wcześniej niezorientowanym, zdobyć wiedzę na temat sposobu funkcjonowania reżimów politycznych. Dziennikarz osiąga taki efekt głównie dzięki odwołaniom historycznym i poprzez wynajdywanie podobieństw pomiędzy sowieckim metodami sprawowania terroru oraz obecnymi działaniami władz na Białorusi. Nie zawsze precyzyjne oddzielenie komentarza od faktów ma marginalny wpływ na końcową ocenę. 

kryterium prawdy: 1/1 

kryterium obiektywizmu: 1/1 

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0.9/1 

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1 

kryterium zasadności tytułu: 0.9/1 

Ocena: 4.8/5

 

fot. Pixabay

Dorota Abramowicz o rodzicach osób niepełnosprawnych

Dorota Abramowicz o rodzicach osób niepełnosprawnych

Dramat rodziców osób niepełnosprawnych. Chciałam dać ogłoszenie, że oddam nerkę, fragment wątroby, cokolwiek, bym mogła pomóc dziecku – Dorota Abramowicz, Dziennik Bałtycki, 18 maja 2021 r.  

Link do artykułu:  https://dziennikbaltycki.pl/dramat-rodzicow-osob-niepelnosprawnych-chcialam-dac-ogloszenie-ze-oddam-nerke-fragment-watroby-cokolwiek-bym-mogla-pomoc-dziecku/ar/c6-15619124

Aleksandra Chodoniuk to matka 18-letniego Szymona, który od urodzenia jest niepełnosprawny. Dziennikarka Dorota Abramowicz relacjonuje, jak wygląda walka samotnej matki o każdy dzień życia syna.  

Dorota Abramowicz spotkała się z nimi już kilka lat temu. Wtedy też Aleksandra Chodoniuk relacjonowała, że nie przespała w pełni żadnej nocy od 14 lat. Jeszcze przed narodzeniem syna kobieta była dziennikarką w “Dzienniku Bałtyckim’’ i “Radiu Gdańsk’’. Dostała się do wojska i w 2001 r. uzyskała stopień podporucznika. Chciała pracować na okręcie Marynarki Wojennej, jednak po wyjściu za mąż skupiła się na rodzinie. Szymon urodził się w 27. tygodniu ciąży. Aleksandra usłyszała od lekarzy tuż po porodzie, że syn umrze, a nawet jeśli przeżyje to będzie potrzebował opieki do końca swych dni.

Szymek cierpi na tzw. duszność jelitową, gdy wzdęty brzuch uciska na serce to chłopak traci oddech, co skutkuje utratą przytomności. Matka chłopaka, gdy rozmawiała z Dorotą Abramowicz w 2016 r., miała jeszcze nadzieję, że jej syn wstanie z wózka inwalidzkiego i zacznie chodzić samodzielnie, jednak dziś nie ma już na to szansy. Jak przyznaje Aleksandra: 

Teraz została mi walka o godną i spokojną śmierć dla mojego syna. Nie chcę, by udusił się swoimi jelitami.

Pandemia koronawirusa spowodowała, że Szymon nie otrzymał wystarczającej opieki medycznej, miał mieć m.in. wykonany pasaż przewodu pokarmowego. Jednak pewnego dnia chirurg bez wpisywania wizyty chłopca do systemu przyjął go na wizytę. Aleksandra dowiedziała się, iż Szymek może cierpieć na chorobę Hirschsprunga. Diagnozowana jest ona już u niemowląt. Polega na tym, że w końcowym odcinku jelita grubego nie ma zwojów nerwowych. Leczenie choroby polega na usunięciu bezzwojowego odcinka jelita. Matka Szymona jest wciąż zbywana przez lekarzy, od jednego usłyszała, że jej synowi niepotrzebna jest diagnostyka.

Matka Szymona znalazła swój sposób na odreagowanie stresu i codziennej walki. Kobieta od wielu lat pisze wiersze, które wkrótce ukażą się w druku, oto jeden z nich: 

To twój obowiązek 

Ja nie mam obowiązków – mówię – 

jeśli coś robię, to tylko z miłości. 

Bez niej nawet nie wstaję z łóżka. 

Moje ciało jest filmem, 

ona mną porusza, we mnie gra

W dalszej części materiału poznajemy 94-letniego Tadeusza Gerstenkorn z Łodzi, który opiekuję się swoją 61-letnią niepełnosprawną córką. Starszy mężczyzna opowiada o swoich zmaganiach: 

Córka nic nie rozumie, nie mówi, nie wyraża jakoś swoich potrzeb, wymaga całkowitej opieki (pielęgnacja, karmienie, obsługa sanitarna – pampersy). Raz na pół roku (czasem trochę dłużej) muszę składać do sądu sprawozdanie z opieki nad nią. […] Mam 94 lata i bardzo trudno mi wykonywać wszystkie opiekuńcze czynności, bo po prostu brak mi sił. Obecnie córka otrzymuje (po moich staraniach) tzw. rentę rodzinną po zmarłej matce-nauczycielce w wysokości 80 proc. nauczycielskiej emerytury, a do tej pory był przez lata tylko bardzo mały zasiłek (jeśli dobrze pamiętam to 150 zł) na osobę niepełnosprawną. Formalnie przysługuje osobie niepełnosprawnej kilkukrotna rehabilitacja (fizykoterapia) na miejscu, w domu. Ale proszę się zapytać rodziców takich osób, ile musiały czynić zabiegów, aby odpowiednie skierowanie otrzymać, a następnie znaleźć zakład, który zgodzi się oddelegować rehabilitanta. W sumie cały czas koszmar!

Matka 25-letniego Kamila z upośledzeniem głębokim – Elżbieta Kowalczyk mówi o szczepieniach przeciwko COVID-19. Kobieta twierdzi, że jednodawkowe szczepienia zorganizowane w majówkę powinny otrzymać właśnie osoby niepełnosprawne. Tymczasem matka Kamila, usłyszała na infolinii, że musi jeździć z synem i szukać odpowiedniego punktu szczepień. Zauważa się w tym zmaganiu poważny problem polskiej służby zdrowia i niewydolności systemu. Matka Kamila obawia się o przyszłość swojego dziecka, gdy jej zabraknie. Kobieta podkreśla, że jej syn może nie dostać się do środowiskowego domu samopomocy, ponieważ nie ma tam miejsc, pojawiają się one dopiero w momencie czyjejś śmierci. Zanim Kamil stał się dorosły, na wolne miejsca w tym domu czekało 60 osób. Elżbieta Kowalczyk opowiada o bardzo poważnym problemie dotyczącym założenia Indywidualnego Konta Pacjenta dla swojego syna: 

Dziecko kończy 18 lat, jest ubezwłasnowolnione i nawet nie mogę bez problemów założyć Indywidualnego Konta Pacjenta – mówi. – Dlaczego? Trzeba założyć mu najpierw maila. To absurd, podobnie jak wymagane podanie jego numeru telefonu. To jest mój telefon, przecież nie będę kupowała specjalnie Kamilowi iPhone ‘a. Koleżanka przysłała mi właśnie informację, że już dwa tygodnie czeka na odpowiedź, by dostać potwierdzenie, że syn ma założone to konto.

Dorota Abramowicz opisuje również przypadki, gdy rodzice niepełnosprawnych dzieci dokonali rozszerzonego samobójstwa: 

Na początku października ub. r. w gminie Mszana Dolna matka zadała siedemnastoletniej niepełnosprawnej córce siedem ciosów nożem, potem usiłowała popełnić samobójstwo skacząc z mostu. Obie przeżyły, matka została zatrzymana. W grudniu 2019 r. na Podlasiu w miejscowości Osipy matka najpierw udusiła poduszką swoją 22-letnią, chorą na zespół Downa córkę, a następnie powiesiła się. Rok wcześniej w Katowicach 55-letnia Bożena W. zabiła swoją 31-letnią niepełnosprawną córkę, potem powiesiła się w łazience.

Bohaterzy reportażu Doroty Abramowicz przyznają, że sami zmagają się z depresją, a ich walka trwa tylko i wyłącznie w trosce o dobro dziecka.  

Dziennikarka powołuje się również na opinię Dariusza Majorka, dyrektor PFRON w Gdańsku, który podaje dane z Narodowego Spisu Powszechnego sprzed dekady, z którego możemy dowiedzieć się, że na samym Pomorzu żyje ok. 190 tys. osób o różnym stopniu niepełnosprawności. Dyrektor PFRON zapytany o liczbę rodziców, którzy opiekują się dorosłymi, niezdolnymi do samodzielnej egzystencji dziećmi, odpowiedział, że takich danych nie ma.  

Materiał Doroty Abramowicz to przykład dziennikarstwa, które zasługuje na wyróżnienie. Problematyka tekstu dotyczy sytuacji osób niepełnosprawnych oraz ich rodziców, więc porusza istotne kwestie społeczne, o których niewiele słyszymy. Dziennikarka wykorzystała również swoje możliwości, aby pomóc niepełnosprawnemu Szymonowi oraz jego mamie. Dorota Abramowicz zgłosiła się do pomorskiego oddziału NFZ z prośbą o wskazanie miejsca, w którym możliwa jest kompleksowa diagnoza i leczenie niepełnosprawnego Szymona. Najgłośniej z całego artykułu wybrzmiewa teoria czarnej dziury z perspektywy osób niepełnosprawnych, które kończą 18 lat. Rodzice zgodnie podkreślają:  

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy są Czarne Dziury we Wszechświecie, powinien przyjrzeć się sytuacji dorosłych niepełnosprawnych w Polsce – twierdzi mama Szymona. – I nie jest to tylko moja opinia. Rozmawiam też z innymi rodzicami dorosłych, niepełnosprawnych dzieci. Nic nie można załatwić. A jeśli się dziecko ubezwłasnowolni, to załatwić można jeszcze mniej.

Opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem to walka, która nie ma końca, a rodzice żyją z ogromną obawą o przyszłość swoich dzieci po swojej śmierci.  

Tytuł materiału jest uzasadniony jego treścią, jednak narzuca postrzeganie w bardzo emocjonalny sposób problemu osób niepełnosprawnych. Dobrze byłoby dać odbiorcy możliwość do samodzielnej oceny i rozważenie opisywanego problemu. Dziennikarka wyraża również jednoznaczną opinię na temat wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który zaostrzył przepisy aborcyjne: 

Oznacza to 60 niepełnosprawnych osób zamkniętych w swoich domach z coraz bardziej starzejącymi się rodzicami. Przez 24 godziny na dobę są skazani na siebie. Można zwariować. A tych dzieci jest coraz więcej. I będzie przybywać jeszcze bardziej po zaostrzeniu ustawy aborcyjnej.

Jest to fragment materiału, w którym dziennikarka nie dochowała zasady pełnego obiektywizmu.  

kryterium prawdy: 1/1 

kryterium obiektywizmu: 0,9/1 

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1 

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1 

kryterium zasadności tytułu: 0,9/1 

Ocena: 4,8/5 

fot. Pixabay

Szymon Jadczak o procedurach podczas lotu Andrzeja Dudy

Szymon Jadczak o procedurach podczas lotu Andrzeja Dudy

Szymon Jadczak, “Ujawniamy. Tak tuszowano incydent z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy”, Wirtualna Polska z 20.04.2021 r.

Link do artykułu: https://wiadomosci.wp.pl/ujawniamy-oto-jak-tuszowano-incydent-z-udzialem-prezydenta-dudy-6630853453376352a

Andrzej Duda jest w trakcie kampanii wyborczej przed II turą wyborów prezydenckich. Wylatuje wieczorem z Zielonej Góry do Warszawy. Dziennikarze zaczęli podejrzewać, że mogło dojść do złamania procedur lotniczych. Szymon Jadczak wraz z zespołem Wirtualnej Polski dociera do rozmów osób z bliskiego otoczenia Prezydenta z wysoko postawionymi pracownikami LOT-u, którzy zastanawiają się co można zrobić, żeby sprawa nie dotarła do opinii publicznej.

Szymon Jadczak swój artykuł rozpoczyna od przedstawienia sytuacji, w której się znajdujemy. Ze względu na to, że minęło wiele miesięcy od wydarzeń przez niego opisywanych jest to niezbędne do zrozumienia sytuacji. Dowiadujemy się m.in., że samolot nie mógł wystartować bez pełniącego służbę kontrolera i dlaczego jest to niebezpieczne. Przedstawia dokładną, co do minuty, chronologię zdarzeń i przyznaje, że pierwsze tym incydentem zainteresowały się redakcje tvn24.pl i Gazety Wyborczej. Po zarysowaniu sytuacji przechodzi do sedna artykułu czyli grupy na Whatsappie, która naradzała się w jaki sposób wydarzenie zatuszować.

Kolejny element artykułu jest bardzo ważny dla zrozumienia całości rozmów. Stanowi spis osób, które były dodane do grupy wraz z ich stanowiskami. Bez tych wyjaśnień przeciętny czytelnik nie byłby w stanie rozróżnić uczestników dyskusji, w szczególności nieznanych szerokiej opinii publicznej pracowników LOT-u. Dziennikarz wyjaśnia również dlaczego Wirtualna Polska zdecydowała się na publikację tego artykułu pomimo, że łamie on tajemnice korespondencji. 

Szymon Jadczak przytacza w artykule bezpośrednie cytaty z rozmowy na komunikatorze co uniemożliwia zarzuty złej parafrazy lub wycięcia z kontekstu danej wypowiedzi. Na uwagę zasługują również przypisy redakcyjne wyjaśniające skomplikowane terminy lotnicze, bez których czytelnicy mogliby mieć problem ze zrozumieniem tekstu. Ważnym elementem artykułu, który najbardziej martwił ludzi Prezydenta jest stenogram z kokpitu, w którym piloci przyznają, że są naciski od pasażerów na wylot. Jednak jeden z rozmówców na grupie przytacza słowa załogi, która mówiła że stewardessa poinformowała pilotów jedynie, że pasażerowie pytają się czemu nie lecą.

Po zreferowaniu rozmów na grupie na Whatsappie Szymon Jadczak przytacza pytania, które zadał wszystkim członkom grupy co mocno wpływa na jawność i przejrzystość jego śledztwa dziennikarskiego. Przytacza również na nie odpowiedzi w formie cytatu – ponownie bez parafraz. Konfrontuje je jednak z informacjami do których dotarł i zadaje kolejne pytania m.in. o niezgłoszenie przez pilotów formularza o niebezpieczeństwie i o nadpisaniu nagrania dźwięków z kokpitu na które odpowiedzi ponownie przytacza w formie cytatów. 

Dobrym przykładem na obiektywizm i czysto reporterską pracę dziennikarza jest wątek o dacie wszczęcia badania tego incydentu. Według rzecznika prasowego Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej w odpowiedzi na pytanie było to 3 lipca, choć w grupie na Whatsappie szef PAŻP stwierdzał 9 lipca, że sprawą zajmie się jutro (tj. 10 lipca) inspektor. Szymon Jadczak skwitował to jedynie stwierdzeniem “to dziwne”. Pozostawił interpretację tej sytuacji czytelnikowi.

Pod koniec artykułu przytoczona jest opinia o całej sprawie eksperta rynku lotniczego oraz pełne oświadczenie LOT-u w odpowiedzi na pytania dziennikarzy. Są one bardzo jasno oddzielone od artykułu co pokazuje przywiązanie do oddzielania faktów od opinii przez redakcję.

Podsumowując redakcja Wirtualnej Polski dotarła do materiałów, które mogły być przedstawione w bardzo ostry, konfrontacyjny sposób. Zamiast tego mamy czyste przedstawienie faktów, cytowanie wypowiedzi i rezygnacja z opinii dziennikarza. Dano możliwość wypowiedzi i wytłumaczenia się osobom, które w zapisie rozmowy mogły wyjść nie najkorzystniej. W końcu poproszono o wypowiedź ekspertów, których opinie jasno oddzielono od faktów. 

Jednym z zastrzeżeń do artykułu, a w zasadzie do procesu jego przygotowywania, może być sformułowanie pytań do członków grupy na Whatsappie, które pozostały bez odpowiedzi. Były one konfrontacyjne i sugerujące pewne zdarzenia. Nie dążyły do wyjaśnienia niektórych okoliczności a do określenia motywacji danych osób. Kolejnym jest sformułowanie tytułu, który można określić jako clickbait i ponownie sugeruje on pewne wydarzenia. Wiele osób może stwierdzić, że takie stwierdzenia są jak najbardziej uprawnione. Tytuł jednak jest pierwszym elementem tekstu, który widzimy i nastawia nas w pewien sposób do artykułu, przez co nieznacznie obniżamy jego ocenę.

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 0,9/1

kryterium zasadności tytułu: 0,8/1

Ocena: 4,7/5

fot. Pixabay

Marcin Makowski o papieżu Franciszku i polskim kościele

Marcin Makowski o papieżu Franciszku i polskim kościele

Marcin Makowski, „Makowski: “Papież Franciszek swoje, polski Kościół swoje” [OPINIA]”, Wirtualna Polska z dnia 2 lutego 2021

 

Marcin Makowski w swoim tekście dla wp.pl z dnia 2 lutego 2021 roku, bierze pod lupę stosunek kościoła katolickiego do roli kobiet w społeczeństwie. Papież Franciszek wyraża wsparcie wobec kobiet, które kiedykolwiek doznały krzywdy i upokorzenia. Jak twierdzi Marcin Makowski:

Franciszek mówi o krzywdzie i przemocy wobec kobiet, przerażającej skali gwałtów oraz zastraszania psychicznego. Podkreśla, jak wielką hańbą jest w takich sytuacjach milczenie i bierność.

Makowski w artykule podkreśla również, że polski kościół stara się odciąć od słów papieża, w ten sposób, iż w ogóle nie odnosi się do stanowiska głowy kościoła. Papież Franciszek o kobietach, które padły ofiarą przemocy, mówi:

Świadectwa ofiar, które ośmieliły się przerwać milczenie, są wołaniem o pomoc, którego nie możemy zignorować. Nie możemy patrzeć w inną stronę – mówił papież podczas niedawnego wystąpienia w ramach Światowej Sieci Modlitwy. W swoim upublicznionym w Internecie wystąpieniu podkreślał, jak wiele kobiet “nadal cierpi z powodu przemocy”, wyliczając jej formy. – Przemocy psychologicznej, werbalnej, fizycznej, seksualnej – stwierdził Franciszek dodając, że wręcz przytłaczająca jest skala gwałtów na świecie, a “różne formy nadużyć (wobec kobiet – red.) są hańbą i degradacją dla całej ludzkości.

Na początku stycznia papież Franciszek zmodyfikował również postanowienie Kodeksu Prawa Kanonicznego, zezwalając w ten sposób świeckim kobietom na posługę akolity i lektora, czyli czytania Ewangelii podczas mszy i posługę w roli ministrantek.

Dziennikarz stawia za wzór postawę papieża Franciszka, który zauważa najbardziej niebezpieczne problemy społeczeństw XXI wieku. Marcin Makowski wysnuwa jednak konkluzję na temat sytuacji polskiego kościoła i postawy naszych hierarchów:

Mam dziwne wrażenie, że pomimo wagi tych słów oraz decyzji, w polskim Kościele przeszły one bez większego echa. Wrażenie zamienia się w pewność, gdy spojrzy się na proporcje i wagę poświęconym przez Konferencję Episkopatu Polski tematom. Na stronie KEP o słowach Franciszka dotyczących przemocy wobec kobiet nie ma ani śladu, natomiast przebierać można w wystąpieniach hierarchów oraz życzeniach z okazji Światowego Dnia Życia Konsekrowanego. W skrócie – duchowni sami sobie składają gratulacje. Również listy duszpasterskie Episkopatu właściwie nie odnoszą się do wielu zagadnień, na co dzień poruszanych przez papieża. Mimo że to już drugi biskup Rzymu od czasu Jana Pawła II, w nauczaniu polskiego Kościoła czas jakby się zatrzymał. Tylko nieliczne media katolickie podjęły kompleksowo tematy związane np. z ekologią i dbaniem o środowisko, którym Franciszek poświęcił przecież całą encyklikę “Laudato si’.

Słowa dziennikarza są aktualne i prawdziwe. Papież Franciszek nie tak dawno, udał się na pielgrzymkę do Iraku. Jest to pierwsza wizyta głowy kościoła w tym państwie. W Iraku Państwo Islamskie dokonało mnóstwa egzekucji na chrześcijanach. Papież Franciszek jest więc, jak sam się nazywa: “Pielgrzymem pokoju”, jednak otwartość papieża nie zawsze spotyka się z aprobatą wszystkich duchownych na świecie, co skrupulatnie zauważa Marcin Makowski w swoim tekście. Dziennikarz podkreśla również, dlaczego tak ważne jest wsparcie wobec kobiet, które są ofiarami przemocy lub niejednokrotnie stają w życiu przed naprawdę dramatycznymi wyborami:

Zastanawiam się, czy któryś z hierarchów wziął do siebie apel Franciszka o reagowanie, gdy kobiety doznają cierpienia – również psychicznego. Czymś oczywistym jest, że papież nie popiera aborcji, ale czy w jego słowach nie można wyczytać również troski o to, aby człowiek nie nosił na barkach ciężarów, których nie jest w stanie udźwignąć? Czy dałoby się te słowa zastosować do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, nie zaprzeczając nauce Kościoła, jednocześnie pokazując wrażliwość wobec osób, które zostały pozostawione samym sobie w sytuacjach niejednokrotnie tragicznych?

Kościół nie może wymagać od kobiet heroizmu, jednocześnie nie otaczając ich opieką i nie poświęcając uwagi.

Co ciekawe 23 stycznia w Warszawie odbyło się spotkanie Rady ds. Apostolstwa Świeckich, podczas której dyskutowano o roli kobiet w kościele katolickim, jednak jak zauważa Marcin Makowski:

Całość, mimo wielkich słów, zakończono lakoniczną konkluzją; “Temat roli kobiety w Kościele jako ciekawy i aktualny, będzie prawdopodobnie podejmowany także na następnych posiedzeniach”. Ten temat jest ciekawy od ponad dwóch tysięcy lat – ile można udawać, że odłożymy go na później, a reszta poukłada się sama?

Kolejny raz – Franciszek swoje, polski Kościół swoje. Jak gdyby panowała w nim potrzeba tonowania nieco rewolucyjnych zamysłów papieża, które u nas po prostu się nie przyjmą. Jakby działała chęć “przeczekania” głowy Kościoła. Tylko co ma być później? Do “złotych lat” za pontyfikatu Jana Pawła II powrotu już nie ma.

Podsumowując artykuł Marcina Makowskiego na wp.pl jest bardzo dobrym i treściwym materiałem. Dziennikarz fenomenalnie dostrzega problem dotyczący prześladowania kobiet i stosunku do ich roli w kościele katolickim. Jak autor podkreśla w całym tekście, papież Franciszek jest pierwszym hierarchą, który zauważa najbardziej aktualne problemy i nierówności współczesnego świata. Niestety nie ma to przełożenia na postawę chociażby polskich duchownych, którzy w sposób bierny odnoszą się do nauki papieża Franciszka.

Dziennikarz na końcu materiału konkluduje, iż “Do “złotych lat” za pontyfikatu Jana Pawła II powrotu już nie ma” – i być może to jest clou problemu polskiego kościoła, który zatrzymał się na czasach pontyfikatu polskiego papieża Jana Pawła II. Dochodzi do zjawiska, w którym autorytet papieża Polaka wsiąknął w nas tak mocno, iż nie chcemy przyjmować żadnej innej nauki, od innego nauczyciela kościoła. Tekst jest wart przeczytania i refleksji nad tematem przemocy, kobiet i wszystkiego, co powoduje, iż świat zamiast iść w kierunku doskonalenia cywilizacji, cofa się do epoki prehistorycznej.

Podsumowując:

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Fot. Ashwin Vaswani/ Unsplash

Jakub Majmurek o Klubie Jagiellońskim

Jakub Majmurek o Klubie Jagiellońskim

Jakub Majmurek, OKO.Press 22.08.2020

PiS oceniają ledwo na tróję, ale wciąż jest im najbliższy. Klub Jagielloński zmieni polską prawicę? 

Jakub Majmurek z OKO.Press w artykule z 22 sierpnia 2020 roku przybliża sylwetkę jednej z najbardziej rozpoznawalnych konserwatywnych organizacji pozarządowych w Polsce, jaką jest Klub Jagielloński. Tekst ten stanowi analityczną próbę przedstawienia jego założeń ideowych. Autor początkowo zaznacza jak wiele postaci znanych z życia politycznego pochodzi z tego środowiska, wśród nich wymienia między innymi Jarosława Gowina, Pawła Kowala czy Jadwigę Emilewicz. Oddaje głos obecnemu prezesowi KJ, Piotrowi Trudnowskiemu:

 „Nie wypieramy się naszej historii, czujemy się spadkobiercami konserwatywnej inteligencji III RP. Wychowywaliśmy się na książkach, które ludzie tacy jak Ryszard Legutko wydawali w latach 90. Wielką siłą Klubu jest jednak to, że zawsze był instytucją zdolną do realnej zmiany pokoleniowej – co w Polsce jest dość rzadkie.”

Następnie pokazał drogę ewolucji lokalnego klubu naukowego na sieć instytucji, począwszy od stworzenia w 2002 roku przez Arkadego Rzegockiego i Jadwigi Emilewicz pisma „Presje”, poprzez np. powstanie eksperckiej organizacji Centrum Analiz, aż do sporządzenia przez niego raportu oceniającego rządy PiS pod nazwą: „Dostateczna zmiana” z 2019 roku. Wartościowano w nim poczynania rządu poprzez nadanie najwyższych ocen „polityce innowacyjności” (faktycznie działalności ministerstwa rozwoju) i sportowej oraz chwalono za „suwerenność intelektualną” – odrzucenie polityki biernie imitującej rozwiązania europejskie. Najniższe stopnie otrzymały kolejno edukacja (niepotrzebna likwidacja gimnazjów), polityka wobec uczelni wyższych (krytyczna ocena reformy Gowina) oraz polityka sprawiedliwości, a partię skrytykowano za „lekceważenie procedur” i „niską kulturę dialogu”.

Klub, odnosząc się do problemu reformy wymiaru sprawiedliwości, krytykował zarówno opozycję jak i rząd za niewłaściwe do tego podejście, a nawet nieprawidłowe nazwanie tych kwestii, gdyż nie jest to:

 „jak twierdzi opozycja walka o intencjonalne wprowadzenie dyktatury poprzez likwidację niezawisłości sędziowskiej, choć do takich skutków walka ta może «mimowolnie» doprowadzić. Nie jest [to] też jednak, jak twierdzi rząd i kontrolowane przezeń media, reforma nakierowana na «oczyszczenie sądownictwa z patologii».” Według klubu, taka reforma była potrzebna ze względu na kwestię „«robienia polityki» publicznej po części mimowolnie ze względu na abdykację polityków z tej roli (reprywatyzacja), a po części świadomie i we własnym interesie zwalczając zaciekle cele polityczne przyjęte przez wyłonioną demokratycznie większość (lustracja).”

Jednocześnie, jak przyznaje Piotr Trudnowski, obecny prezes KJ, ta partia pozostaje najbliższą Klubowi Jagiellońskiemu: „Trudno nam sobie wyobrazić w realiach III RP rząd, który będzie w większym stopniu, chociaż na poziomie deklaratywnym, podzielał nasze diagnozy i wartości”, ale: „Jednocześnie chcemy być instytucją, która wychodząc z podobnych założeń i wyznając bliskich światopogląd, stale dostarcza PiS uczciwej krytyki”.

Przyznaje też, że Klub jest beneficjentem kontrolowanych przez PiS publicznych instytucji: 

„’Presje’ regularnie otrzymują dotację z programu wspierania czasopism z MKiDN, gdzie pomijane są tytuły liberalne i lewicowe. „Pewnie gdyby nie rządy PiS, to udział środków publicznych w naszym budżecie byłby mniejszy. ” – mówi Trudnowski, lecz dodaje – „ale największy budżet w historii mieliśmy nie dzięki PiS, ale w efekcie działań rządu premier Kopacz, gdy na jakiś czas podjęliśmy się realizowania nowej formy aktywności dla NGO – poradnictwa prawnego, z czego zresztą dość szybko się wycofaliśmy ”.

Ważne są dla nich między innymi takie pojęcia jak ekologia, deglomeracja (opisana szerzej w raporcie KJ „Polska średnich miast”), konieczność socjalnych korekt polskiej gospodarki, które są bliższe założeniom lewicy, aniżeli prawicy:

„Koszty przemysłowego chowu zwierząt, zrównoważony transport, deglomeracja czy panele obywatelskie to tematy pojawiające się także w postulatach środowisk lewicowych czy ruchów miejskich. Wiele tekstów z zakładki Zielony Konserwatyzm [na stronie internetowej Klubu – red. dd] (minus odwołania do papieskich encyklik) spokojnie mogłoby się ukazać np. na stronach „Krytyki Politycznej”. Klub wspólnie z „Krytyką” i gromadzącym środowiska lewicy katolickiej „Kontaktem” i dwiema innymi redakcjami prowadzi zresztą wspólny projekt „Spięcie” –każda redakcja pisze tekst na jeden wspólny temat. Często widać podobieństwo poglądów między młodymi konserwatystami a lewicą nie tylko w takich kwestiach jak ekologia, ale też np. konieczność socjalnych korekt polskiej gospodarki.”

Na potwierdzenie odrębności Klubu od innych środowisk prawicowych autor wprowadza wypowiedzi przedstawicieli mediów współpracujących z Klubem Jagiellońskim:

Jak przyznaje redaktorka naczelna portalu Krytyka Polityczna, Agnieszka Wiśniewska: „KJ jest naprawdę mocne merytorycznie. Wybierają obszary tematyczne, w które wchodzą i robią to wtedy na serio. Jedno z ciekawszych środowisk prawicy. Co może też wynikać z tego, że prawica w Polsce jest ogólnie tak odjechana, że poprzeczka ustawiona jest bardzo nisko”

„To konserwatyści realnie państwowi, doceniający wagę spójności społecznej. Ich zainteresowanie i konsekwentne zajmowanie się takimi sprawami jak sytuacja średnich miast, wykluczenie transportowe czy ekologia pozytywnie wyróżniają Klub Jagielloński na mapie polskiej prawicy” – chwali naczelny „Kontaktu” Ignacy Dudkiewicz.

Bliską ideą dla Klubu Jagiellońskiego jest nie demokracja, lecz republikanizm, który:

 „opiera się między innymi na przekonaniu, że dobrej polityki nie można oderwać od etyki. W efekcie – dobrą politykę mogą robić tylko cnotliwi, prawidłowo uformowani ludzie.”

Ważny jest dla nich także prymat dobra wspólnego postrzegany przez „pryzmat prawnonaturalny, [czyli] pewnego obiektywnego dobra”

Członkowie Klub dostrzegają również znaczącą rolę konserwatywnie interpretowanego katolicyzmu oraz Kościoła:

„Jeśli w naszym miejscu pracy, w szkole, w innych społecznych instytucjach, z którymi regularnie obcujemy, życie nie jest zorganizowane według «aksjologicznego katalogu Królestwa Bożego», to te przestrzenie mogą odwodzić nas od realizacji właściwego modelu katolickiej polityczności […]. Nasza katolicka polityczność musi wykraczać poza drzwi naszych mieszkań i naszych świątyń. Musimy budować swoiste socjologiczne fundamenty Królestwa Bożego.

Klub Jagielloński dystansuje się od prowadzonych przez PiS wojen na tle różnic kulturowych, dostrzegając zagrożenie choćby w tendencjach tworzenia relacji na zasadzie Tindera:

„Republikanizm oznacza też pewne otwarcie na dialog, bo zakłada nieustanne poszukiwanie złotego środka, równowagi w każdej sprawie. Obawiam się, że sposób zarządzania konfliktami kulturowymi przez obóz rządzący często raczej oddala nas niż przybliża do zachowania pewnego konserwatywnego minimum w Polsce. W naszej optyce większym problemem niż choćby obecność edukatorów LGBT w szkołach jest dziś na przykład powszechne uzależnienie od pornografii, model relacji wyznaczany przez Tindera czy to, jak na różnych polach pogłębiają się różnice między młodymi kobietami a młodymi mężczyznami.

W związku z wątpliwościami dotyczącymi traktowania kobiet przez konserwatywne ugrupowania oraz tego, że mężczyźni przeważają wśród osób publicznie wypowiadających się w imieniu KJ, autor pyta o ich stosunek do płci pięknej:

„Z wyzwaniem niedoreprezentowania na zewnątrz głosu kobiet z naszego środowiska mierzymy się od lat i chyba nie możemy zamykać oczu na to, że musi się to w jakimś stopniu brać z natury kobiecej i męskiej. Pewnie wynika to z męskiej pychy i przekonania nas, facetów, że w każdym temacie jesteśmy kompetentni i jednocześnie dużo bardziej szlachetnej kobiecej powściągliwości. Jednocześnie kobiety działają bardzo aktywnie w naszym środowisku. Na sześć oddziałów organizacji cztery koordynują dziś kobiety. W pięcioosobowym zarządzie są dwie kobiety. Publiczne zabieranie głosu nie jest jednoznaczne z rolą w organizacji. Choć oczywiście dostrzegamy problem i staramy się zachęcać kobiety do częstszego zabierania głosu” – wyjaśnia Trudnowski.

Mimo podobieństw do lewicy, Klub, podobnie jak partia rządząca, nie popiera podnoszonych teraz przez nią propozycji, takich jak na przykład kwestie związków partnerskich:

„W publicystyce Klubu propozycje związków partnerskich, wycofania religii ze szkół czy liberalizacji ustawy aborcyjnej spotykają się najczęściej z odporem – jeśli nie z pryncypialnych przesłanek, to jako niepotrzebne otwieranie „wojen kulturowych”. Choć także w KJ toczy się dyskusja. Pojawiają się w niej głosy przedstawiające „konserwatywne argumenty na rzecz instytucjonalizacji związków partnerskich” – przekonujące prawicę do wspierania instytucji wzmacniających „radykalną homoseksualną monogamię”, jako bliższą katolickiej antropologii, niż współczesna heteroseksualna „kultura singlizmu”.”

Przechodząc do wniosków Majmurek komentuje nasuwające się pytania odnośnie tego, czy Klub Jagielloński wywrze znaczący wpływ na prawicę:

„Ciekawe jest też to, jak praca obecnego pokolenia Klubu długoterminowo zmieni prawicę. Środowisko, które dziś czuje się ignorowane przez obóz władzy nie stanie się raczej jednym z głównych graczy w następnym rozdaniu na prawicy.”

Zastanawia się również, jaki będzie charakter zmian zachodzących w Klubie, o ile w ogóle zajdą:

„W jakim kierunku? Z pewnością bardziej socjalnym, ekologicznym, otwartym na mechanizmy demokracji bezpośredniej i lokalność.”

Wyraża również nadzieję, że dzięki niemu w polskiej prawicy zajdą pozytywne procesy, jednak nie jest to niestety pewne:

„w kwestii jej stosunku do Kościoła, praw kobiet i mniejszości seksualnych wydają się w najlepszym wypadku przedwczesne. W samym Klubie toczy się na ten temat burzliwa dyskusja, której ostatecznych efektów nie sposób przewidzieć.”

Podsumowując, Jakub Majmurek w swoim artykule uczciwie przedstawił nam w pigułce założenia ideowe Klubu Jagiellońskiego, mimo, że jego środowisku redakcyjnemu jest do nich bardzo daleko. Wskazał, odnosząc się do tematu artykułu, na różnice występujące pomiędzy partią PiS a opisywaną organizacją. Zwrócił uwagę na jej powiązania zarówno z prawicą jak i lewicą oraz to, że nie stroni ona od otwartej krytyki partii rządzącej, nawet pomimo posiadania najbliższych z nią założeń spośród wszystkich frakcji politycznych. Należy zwrócić uwagę na charakter informacyjny analizowanego materiału podejmującego istotne politycznie tematy. Autor swój komentarz umieszcza na końcu artykułu, dywagując na temat bliższej i dalszej przyszłości klubu. Tekst jest oparty głównie na wypowiedziach obecnego prezesa KJ Piotra Trudnowskiego, ale również wzbogacony wieloma cytatami ludzi publikujących w mediach związanych z Klubem, jak również przedstawicieli współpracujących z nim gazet: „Kontaktu” i „Krytyki Politycznej”.

Artykuł wart jest przeczytania, jeśli chcemy dowiedzieć się więcej o Klubie Jagiellońskim założonym przez grupę studentów krakowskich uczelni na przełomie 1988 i 1989 r., który obecnie nazywany bywa „perłą z Krakowa” i wywiera coraz większy wpływ na polską politykę.

Podsumowując:

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Maria Pankowska i Maciek Piasecki o białoruskim wiecu opozycyjnym

Maria Pankowska i Maciek Piasecki o białoruskim wiecu opozycyjnym

Maria Pankowska i Maciek Piasecki “Białoruski Sierpień. Największy wiec opozycyjny w historii. Cichanouska ogłosi się prezydentką?” OKO.press z dnia 16.08.2020r.

 

Aleksandr Łukaszenka od lipca 1994 roku pozostaje Prezydentem Białorusi. Jakiekolwiek negatywne opinie odnoszące się bezpośrednio do tej dwudziestosześcioletniej prezydentury kończyły się zazwyczaj bardzo negatywnie dla ich autorów. Negatywne konsekwencje ponosili zarówno obywatele, jak i potencjalni przeciwnicy polityczni Łukaszenki. Białoruski naród ma dość reżimu, który ogranicza ich prawa obywatelskie, ale także prawa człowieka, których przestrzeganie jest podstawą struktury społecznej.

16 sierpnia 2020 roku, o godzinie 13:00 w Mińsku, pod pomnikiem “Stella”, jego kolejna wygrana w wyborach prezydenckich wywołała protest, na którym zgromadziło się niemal 250 tysięcy ludzi.

Protest miał charakter pokojowy, a reżimowe media, które relacjonowały jego przebieg, prawdopodobnie pierwszy raz nie insynuowały, że finansowany jest on z zagranicznych źródeł, czego dowiadujemy się od autorów artykułu:

Część działaczy opozycyjnych donosi, że spotkanie pod stellą relacjonowały reżimowe media –
po raz pierwszy bez sugerowania, że protesty są inspirowane przez siły zza granicy.

Niemal 250 tysięczny tłum nie umknął uwadze Łukaszence, zarówno ten, jak i wszystkie kolejno następujące po sobie protesty i manifestacje były krwawo tłumione. Autor artykułu informuje o kontrmanifestacji zwolenników urzędującego prezydenta, która miała pokazać wszystkim przypatrujacym się protestom mediom, że sytuacja nie jest tak czarno biała, jak ukazuje to druga strona. Zwolennicy Łukaszenki zostali zwiezieni do Mińska autokarami, a po przyjeździe zachęceni do własnoręcznego tworzenia pro-reżimowskich haseł.

“Wcześniej tego samego dnia, po niemal tygodniu pokojowych i krwawo tłumionych protestów, siłę białoruskich władz miała pokazać tzw. spontaniczna manifestacja zwolenników Łukaszenki. Maciek Piasecki relacjonował zgromadzenie na placu przed Domem Urada (siedziba rządu), wokół pomnika Lenina. Część z nich miała przy sobie oficjalne flagi państwowe (w przeciwieństwie
do niepodległościowych barw biało-czerwono-białych), w tłumie powiewały także czerwone transparenty białoruskiej partii komunistycznej. “

Główna konkurentka Łukaszenki Swiatłana Cichanouska w oficjalnych wyborach osiągnęła jedynie 10% poparcia, podczas gdy wygrany Łukaszenka aż 80%. Autor uświadamia czytelników, że istnieje duże prawdopodobieństwo sfałszowania ostatecznych wyników.

Oficjalne wyniki nijak mają się do rzeczywistego poparcia dla dyktatora, który rządzi Białorusią od 1994 roku. Obserwatorzy wyborów donoszą o licznych fałszerstwach wyborczych. O tym, że wybory na Białorusi nie były uczciwe ani wolne napisali w oficjalnym oświadczeniu przywódcy państw Unii Europejskiej.

Sama Swiatłana Cichanouska została zastraszona przez władze białoruskiego reżimu, co zmusiło ją do wyjazdu na Litwę, gdzie przebywa do dnia dzisiejszego. Wezwała jednak obywateli Białorusi do utworzenia Rady Koordynacyjnej, której zadaniem miałoby być przygotowaniem do pokojowego przejęcia władzy w Białorusi.

Podsumowując, w artykule przekazywane czytelnikowi są same fakty, w których nie brakuje odwoływania się do źródeł, bądź nawet do konkretnej osoby, która relacjonowała informacje z miejsca zdarzenia. Artykuł nie posiada stronniczych komentarzy autorów, oraz konkretnie wyjaśnia wszystkie sytuacje, by nawet ktoś niezaznajomiony z protestami na Białorusi doskonale wiedział, z jakiego powodu się odbywają i po przeczytaniu artykułu wyniósł z niego cenną wiedzę.

Kryterium prawdy: 1/1
Kryterium obiektywizmu: 1/1
Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
Kryterium zasadności tytułu: 1/1
Łączna ocena: 5/5