Mariusz Zawadzki o ofiarach w Ukrainie

Mariusz Zawadzki o ofiarach w Ukrainie

Mariusz Zawadzki „Na Ukrainie coraz więcej ofiar. Dlaczego giną cywile?”, polityka.pl, 19 marca 2022 r.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2158883,1,na-ukrainie-coraz-wiecej-ofiar-dlaczego-gina-cywile.read

Mariusz Zawadzki w swoim artykule podejmuje temat trudności związanych z obiektywną oceną liczby ofiar ataku wojsk rosyjskich na Ukrainę. W kilku pierwszych akapitach autor opisuje obecną sytuację w atakowanym kraju, co stanowi wprowadzenie do poruszanej tematyki.  

Początek artykułu zawiera wiele informacji z przeszłości Władimira Putina takich jak m.in. jego aktywność w trakcie wojny w Czeczenii, czy opis innych operacji wojskowych, w których brał udział. Oprócz nagromadzenia dat i wydarzeń dostrzec możemy komentarze samego autora:

„Dlaczego Putin uwierzył, że ten śmiały plan się powiedzie? No cóż, wielu analityków na Zachodzie też w to wierzyło. A Putin, choć od 22 lat rządzi Rosją, ciągle ocenia otaczającą rzeczywistość z perspektywy byłego oficera KGB. Całe jego życie to specjalne operacje, w większości przypadków udane.”

Mariusz Zawadzki przechodząc do części dotyczącej ofiar obecnej wojny, z samego początku wysuwa tezę, że podawane w oficjalnych statystykach liczby są zaniżone. Następnie przybliża szereg argumentów odwołujących się do rzetelnych danych dotyczących ofiar wojny i zgonów nadprogramowych w tym m.in. analiz badaczy magazynu Lancet czy danych magazynu “The Economist”:

„Jak wyliczyli badacze z brytyjskiego magazynu „Lancet”, w Iraku w latach 2003–10 nadprogramowa śmiertelność wyniosła 600 tys.”

Artykuł Mariusza Zawadzkiego dostarcza odbiorcom sporą dawkę usystematyzowanej wiedzy dotyczącej aktualnej sytuacji za granicą Polski oraz rysu historycznego pozwalającego na wyciągnięcie własnych wniosków. Autorowi można jednak zarzucić drobne uwagi dotyczące tytułu artykułu, a także oddzielania komentarza od informacji. Głównej tematyce artykułu poświęconych zostaje jedynie 7 lapidarnych akapitów, podczas gdy wdrożenie czytelnika w główny cel tekstu zajmuje autorowi 12 akapitów. Kolejną kwestią jest przeplatanie w jednym akapicie zarówno komentarzy jak i informacji bez wyrazistego zaakcentowania opinii autora, którą czytelnik musi wyłuskać z materiału samodzielnie.

Tekst jednak odnosi się do wiarygodnych źródeł, zawiera wprowadzenie i informuje o aktualnym stanie wojny. Rzetelne wiedza o wydarzeniach ze świata, szczególnie w obecnym momencie jest niezwykle potrzebna. Mariusz Zawadzki poprzez wymianę imion i nazwisk okazuje również należyty szacunek wszystkim przywoływanym przez siebie postaciom. Omawiany temat jest interesujący i mimo dużej ilości danych liczbowych, są one skondensowane i przekazane w taki sposób, aby nie znużyć odbiorcy.

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,8/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 0,7/1

Ocena: 4.5/5

Obraz: Hubert2T https://pixabay.com/pl/users/hubert2t-21236931/

Szymon Jadczak o rosyjskiej dezinformacji na temat uchodźców

Szymon Jadczak o rosyjskiej dezinformacji na temat uchodźców

Szymon Jadczak “Wydarzenia w Przemyślu. Według wzorców rosyjskiej dezinformacji”, wp.pl, z dnia 02 marca 2022r.

https://wiadomosci.wp.pl/wydarzenia-w-przemyslu-wedlug-wzorcow-rosyjskiej-dezinformacji-6742903661767648a

Szymon Jadczak w artykule dla wp.pl podejmuje temat akcji dezinformacyjnych prowadzonych przez Rosjan. Gdy kolejni uchodźcy przekroczyli polską granicę, w mediach pojawiły się informacje o grupach pseudokibiców, którzy udali się do Przemyśla, żeby atakować uciekających przed wojną Ukraińców. Polska Policja wydała komunikat, z którego wynikało, że żadne takie incydenty nie miały miejsca, jak wskazuje autor może to być element wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosjan.

Post, który opisywał tę sytuację, został udostępniony z profilu Pani Agaty, mieszkającej w Niemczech 56-latki, która ma rodzinę na Śląsku. Wpis pojawił się na facebookowym profilu Pani Agaty o 5 rano w miniony wtorek. Jak wyjaśnia Jadczak:

„Pani Agata pisze (w poście – dopisek redakcji), że przyjechała z oddalonego o 1300 km domu w Niemczech pomagać na granicę. A tam kobieta, która uciekła z Ukrainy, opowiada jej, że zamiast kobiet i dzieci pomoc i transport do Polski otrzymują „zdrowi faceci z Afganistanu, Nigerii, Libanu, cyganie”. I dodaje: „Wiem że może ktoś napisze, ale to są biedni studenci… nie to nie są biedni studenci. Pokazuje Wam zdjęcia jak to wygląda naprawdę”.

Post w ciągu jednego dnia zebrał 72 tysiące polubień. Zdaniem Michała Fedorowicza z Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, osoba, która wrzuciła post, dobrze znała algorytm Facebooka. Według tego algorytmu, małe profile zyskują większe zasięgi, jeśli dany post zgromadzi odpowiednio dużą liczbę polubień. 

Jadczak powołuje się na wyniki analiz przeprowadzone przez IBIM. Według badań „ […] aż 90 proc. kont szerzących obecnie antyukraińskie treści wcześniej było sceptyczne lub wprost negowało szczepienia”. Podobne analizy zlecił polski rząd. Po przeprowadzeniu badań ponad 200 profili (które wcześniej podejmowały tematykę szczepień przeciw COVID-19), a cieszących się największą popularnością,  zaczęło szerzyć dezinformację w sprawie Ukrainy.

Dziennikarz wyjaśnia jak groźna jest tego typu fałszywa informacja, przypominając dezinformację, jaką Rosjanie rozpowszechnili w roku 2016:

” […] rosyjskie trolle i boty oraz politycy masowo rozpropagowali zmyśloną historię „Lizy”. Czyli rosyjsko-niemieckiej dziewczyny rzekomo zgwałconej przez arabskich imigrantów. Rosyjska akcja dezinformacyjna doprowadziła do protestów w Berlinie, w protestach aktywnie uczestniczyli politycy skrajnej prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). […] jedno z nagrań zostało wzięte z internetu i ma co najmniej siedem lat. Drugie zaś było wykonane na kairskim Placu Tahrir w czasie Arabskiej Wiosny. Wpisy w social mediach były zaś podawane przez konta kontrolowane przez Rosjan. A Liza nie została porwana, tylko uciekła z domu, bo miała poważne problemy w szkole i bała się reakcji rodziców”.

Weryfikacja informacji staje się niezbędnym elementem w obecnie prowadzonym dyskursie medialnym, dlatego tekst Szymona Jadczaka jest niezwykle ważnym głosem w czasie szerzącej się dezinformacji. Wiąże się to również z większą odpowiedzialnością dziennikarzy za przekazywane treści. Artykuł spełnia wszystkie kryteria dobrego dziennikarstwa, powołuje się na opinie ekspertów oraz wyniki analiz, przeprowadzone przez wiele instytucji, pokazuje przykłady z różnych stron sporu. Obecnie, ze względu na natężenie informacji – bardzo często nie zweryfikowanych – potrzebujemy, jako odbiorcy rzetelnych tekstów, dlatego materiał Szymona Jadczaka otrzymuje maksymalną notę w skali portalu DobrzyDziennikarze.pl. 

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterum oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena:5/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/samuelfrancisjohnson-1207793/

Jagienka Wilczak o prezydencie Ukrainy – Wołodymyrze Zełenskim

Jagienka Wilczak o prezydencie Ukrainy – Wołodymyrze Zełenskim

Jagienka Wilczak „Nie składam broni”. Kim jest dziś prezydent Zełenski?”, materiał z serwisu polityka.pl z dnia 26 lutego 2022r.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2156321,1,nie-skladam-broni-kim-jest-dzis-prezydent-zelenski.read

Kilka dni temu, rosyjskie wojska wkroczyły na teren Ukrainy, rozpoczynając tym samym krwawą inwazję. Wołodymyr Zełenski pozostał w Kijowie i uczestniczy w walkach tuż obok żołnierzy i obywateli Ukrainy. Jagienka Wilczak w serwisie polityka.pl opisuje postawę prezydenta Ukrainy w ciągu pierwszych dni inwazji.

Autorka podkreśla, że w momencie, gdy Amerykanie ostrzegli Zełenskiego o planowanym ataku na jego osobę i zaproponowali mu ewakuację, prezydent odpowiedział: „Potrzebuję amunicji, nie podwózki”. Potem, gdy rosyjska propaganda siała dezinformację o tym, że Wołomymyr Zełenski uciekł z kraju, on nagrał filmik pokazując, że nigdzie się nie wybiera i będzie bronił ojczyzny do końca. Przemówienia prezydenta Zełenskiego pokazują, że Ukraina jest zjednoczona, jak nigdy dotąd, co możemy również obserwować w zaciętej obronie tego kraju. 

Wołodymyr Zełenski rozpoczynał swoją karierę jako komik i aktor. Autorka tekstu zaznacza, że gdy Zełenski ogłosił swoją kandydaturę na prezydetna Ukrainy „wyglądało to niepoważnie, bardziej na próbę podbicia popularności aktorskiej niż politycznej. Zełenski był aktorem głównie komediowym. Ogromną popularność i sympatię Ukraińców zyskał grając główną rolę w serialu telewizyjnym „Sługa narodu”. W serialu gra nauczyciela, który zostaje prezydentem Ukrainy i widać, że w tej roli widzieli go obywatele Ukrainy również w rzeczywistości.”

Jagienka Wilczak opowiada o wygranych przez niego wyborach prezydenckich gdzie eksperci nie dawali mu większych szans, a następnie przybliża jego pochodzenie i drogę poprzez studiowanie prawa i karierę aktorską do zostania prezydentem.

Dla Ukrainy trudny czas zaczął się już w roku 2014, kiedy nastąpiła aneksja Krymu. W Mińsku, ówczesny prezydent Ukrainy – Poroszenko, podpisał porozumienia, jednak jak się okazało bardzo niekorzystne dla strony ukraińskiej.

W 2019 r. niespodziewanie wybory wygrał Wołodymyr Zełenski, uzyskując poparcie rzędu 73%. Zdaniem Wilczak, Zełenski nie miał rewolucyjnego programu politycznego, ale ludzie dostrzegli w nim prawdziwego patriotę, czego potwierdzeniem jest jego postawa obrońcy Ukrainy w czasie inwazji.

Jagienka Wilczak opisuje również pierwsze potyczki Zełenskiego w polityce międzynarodowej, „W polityce zagranicznej Zełenski okazał się żółtodziobem. Podczas spotkania z republikańskim prezydentem USA Donaldem Trumpem dał się wciągnąć w próbę zdyskredytowania jego rywala Joe Bidena (chodziło o śledztwo wobec syna Bidena Huntera). Sprawa omal nie zakończyła się impeachmentem Trumpa i stała się plamą na CV ukraińskiego lidera”. Jednak nie przesądziło to o relacjach z Joe Bidenem. Prezydenci już po pierwszym spotkaniu zapewniali, że zarówno Ukraina, jak i Stany Zjednoczone będą wspierać się wzajemnie w prowadzonej polityce. 

Autorka odnosi się również do polityki wewnętrznej Zełenskiego, który mi.n stworzył ustawę, która ograniczała wpływ ukraińskich oligarchów na media i politykę. Prezydent Ukrainy w trakcie manewrów rosyjskich wojsk przy ukraińskiej granicy postawił sprawę jasno, „Nic o Ukrainie bez Ukrainy”. Jagienka Wilczak o Załenskim pisze: „W zderzeniu z wściekłym, pełnym nienawiści Putinem, który nie potrafi trzymać swojej złości pod kontrolą, Zełenski prezentuje się jak jego odwrotność. W dodatku nigdy nie siedzi za biurkiem, widać, że stara się kontrolować wydarzenia. Często dorzuca jakiś celny bon mot. Jest podporą, przywraca wiarę, że można Rosjan pokonać i zwyciężyć”.

Autorka tekstu bardzo konsekwentnie przybliża nam drogę Wołodymyra Załenskiego do objęcia urzędu prezydenta Ukainy. W trwającej już kilka dni inwazji rosyjskich wojsk na Ukrainę, artykuły, które rzetelnie i chronologicznie prezentują nam wydarzenia są szczególnie cenione i za to wyróżniliśmy również ten materiał. Ujemny punkt pojawił się w kryterium oddzielenia informacji od komentarza, ponieważ w materiale pada dużo określeń oceniających. 

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,9/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 4.9/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/padrinan-1694659/ Pixabay

Szymon Jadczak i Mateusz Ratajczak o biznesie Łukasza Mejzy

Szymon Jadczak i Mateusz Ratajczak o biznesie Łukasza Mejzy

Szymon Jadczak i Mateusz Ratajczak – artykuły o biznesie Łukasza Mejzy – “Długi, wspólnicy zarzucający oszustwo, handel maseczkami i powoływanie się na wpływy. Oto tajemnice ministra Łukasza Mejzy” i “Jak Łukasz Mejza postanowił zarobić na cierpieniu” 17.11.2021 r. i 24.11.2021 r., wp.pl

W niniejszym wpisie wyróżniamy wyjątkowo dwa artykuły, gdyż zostały napisane przez tych samych autorów oraz traktują o tym samym temacie. Późniejszy jest niejako kontynuacją pierwszego i dzięki dalszemu opracowywaniu sprawy przez dziennikarzy dostajemy pełniejszy obraz sytuacji.

Teksty traktują o Łukaszu Mejzie, wiceministrze sportu, który przed przyjściem do rządu aktywnie uczestniczył w biznesie i m.in. miał spółkę oferującą uzdrawiające terapie.

Początek pierwszego tekstu przybliża historię Łukasza Mejzy, który dla wielu czytelników do tego momentu mógł być anonimowym politykiem. Dziennikarze przeglądają również jego oświadczenia majątkowe przy okazji kontaktując się ze spółkami, w których pracował. 

Kolejna część artykułu przechodzi do sedna tzn. do “działalności wykonywanej osobiście” (jak to jest opisywane w sprawozdaniach majątkowych) przez Mejzę. Dziennikarze docierają do jego współpracowników z różnych biznesów oraz do kopii jego przelewów, które potwierdzają inwestycje w różne spółki.

Wszystkie twierdzenia wypowiadane przez osoby wypowiadające się w artykule, najczęściej współpracowników Mejzy, są weryfikowane przez dziennikarzy m.in. poprzez kontakt z Centrum Informacyjnym Rządu, przez oferty wykupu długów spółki na portalu pośredniczym czy przez kopię statutu spółki.

Docierają do jednego z bardziej kontrowersyjnych biznesów czyli sprzedaży maseczek na początku pandemii. Na dowód słów swojego informatora pokazują maila z adresu Łukasza Mejzy czy screeny ze strony internetowej, na której sprzedawane był maseczki. Wedle ekspertów przywoływanych przez dziennikarzy maseczki te nie miały żadnych właściwości chroniących przed COVID-19.

Potem autorzy przedstawiają listę pytań przesłaną do Łukasza Mejzy. Na żadne z nich nie odpowiedział. Dziennikarze dopytywali się o wątpliwości, które pojawiły się  trakcie artykułu oraz o pozyskane do tej pory informacje, które Mejza mógł sprostować lub wytłumaczyć się z nich. 

Kilka dni później pojawił się drugi artykuł na temat biznesu leczniczego Mejzy, a mianowicie spółki nazywającej się Vinci NeoClinic. Autorzy tekstu docierają do dokumentów spółki oraz rozmawiają z rodzicami, którym firma proponowała leczenie ich chorych dzieci. 

Zaczynają od przedstawienia 3 folderów reklamowych firmy. Na końcu każdego z nich jest numer telefonu do Łukasza Mejzy. Na uwagę zasługuje, że dwa z nich są wprost przeniesione do tekstu i w wygodny sposób można je przeglądać. 

Potem autorzy sprawdzają inne spółki Mejzy zarejestrowane pod firmą “Vinci” oraz prześwietlają metadane folderów reklamowych po to by odtworzyć kiedy zostały one sporządzone. Sprawdzili też zdjęcia pojawiające się w folderach (najprawdopodobniej poprzez odwrócone wyszukiwanie Google Images), które okazały się płatnymi zdjęciami stockowymi. 

Docierają do wspólnika Mejzy przy Vinci NeoClinic, który kilka razy zmienia zdanie dot. spółki i terapii, z której sam korzystał. Porównują jego wersję dot. funkcjonowania terapii do wersji specjalistów, którzy jednoznacznie stwierdzają, że na tę chwilę nie ma żadnych dowodów, że taka terapia działa a na pewno nie działa na wszystkie schorzenia wymienione w folderach spółki Mejzy.

Sprawdzają również jego współpracowników oraz pytają o współpracę i działalność spółki. Dochodzą do stowarzyszeń zakładanych przez nich po to aby pomóc w działaniach handlowych. Pokazują dokumenty, że rodzice podpisywali umowy ze stowarzyszeniami, które później zbierały pieniądze na leczenie w Vinci NeoClinic.

Kolejnym etapem artykułu jest przytoczenie historii rodzin, których spółka namawiała na leczenie. Na początku pokazują osoby, które nie zgodziły się ostatecznie na terapię z różnych powodów generalnie dot. wiarygodności firmy i samej terapii. Później przedstawiają historię osoby, która zdecydowała się na współpracę i otrzymała fakturę za usługę od amerykańskiej (zarejestrowanej w stanie uchodzącym za raj podatkowy) imienniczki spółki Mejzy (zeskanowana faktura jest częścią artykułu). Pokazują również adres spółki w Google Maps, który jest małym domem jednorodzinnym w polu. 

Pieniądze na fakturę miały zostać zebrane poprzez portal siępomaga.pl, który jednak ostrzegł w tym czasie przed terapiami w klinice, w której miało odbyć się leczenie. Dziennikarze kontaktują się też z kliniką, która zaprzecza jakoby miała kontakt ze spółkami Mejzy. 

Na koniec, tak samo jak pod pierwszym tekstem, znajduje się lista pytań, którą dziennikarze skierowali zarówno do Łukasza Mejzy jak i jego współpracowników opisywanych w tekście.

Podsumowując, oba teksty zasługują na wyróżnienie ze względu na bardzo dobrą pracę reporterską. Dziennikarze nie oparli się jedynie na świadkach, ale przede wszystkim przeszukali dokumenty oraz użyli narzędzi internetowych do sprawdzenia niektórych faktów. Na uwagę zasługuje też obszerność obu tekstów oraz ich szczegółowość, docieranie do każdego wątku, który się pojawił. Wartym odnotowania jest również wpływ, szczególnie drugiego tekstu, na debatę publiczną i działania związane z wiceministrem sportu.

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/mhouge-2504901/ Pixabay

Marek Budzisz o roli Rosji w kryzysie granicznym

Marek Budzisz o roli Rosji w kryzysie granicznym

Marek Budzisz Moskwa a kryzys migracyjny na białoruskich granicach. Rosja zachowuje otwarte możliwości. Wszystko zależy od decyzji Kremla”, wpolityce.pl, 10 listopada 2021 r.

https://wpolityce.pl/swiat/573483-moskwa-a-kryzys-migracyjny-na-bialoruskich-granicach

Marek Budzisz w swoim komentarzu podjął się analizy zachowania Federacji Rosyjskiej w kryzysie migracyjnym na granicy polsko-białoruskiej. Analizuje on wypowiedzi rosyjskich polityków i mediów, wyciąga wnioski na temat dotychczasowych oraz przyszłych działań Rosji mogących mieć wpływ na sytuację na granicy.

Autor rozpoczyna artykuł od omówienia słów Aleksandra Łukaszenki czy białoruskiego Ministerstwa Obrony o tym, że Polska dąży do militaryzacji konfliktu, poprzez gromadzenie wojsk na granicy. Następnie opisuje on ćwiczenia wojskowe odbywające się pod Kazaniem, w których udział bierze Rosja, Białoruś i m.in. państwa, których granice chronione są przez Rosję. 

W kolejnym akapicie dziennikarz analizuje działania i wypowiedzi świadczące o pełnym poparciu Białorusi przez Moskwę. Na każde twierdzenie przytacza on kilka wypowiedzi czy faktów wspierających jego tezę. Streszcza również rosyjskie pomysły na rozwiązanie konfliktu. 

Marek Budzisz odnosi się nie tylko do twierdzeń wypowiedzianych wprost, ale analizuje również sposób ich przekazywania np. ich lakoniczność czy powściągliwość, co w opinii autora, może świadczyć o pozostawieniu sobie furtki przez Rosję do innych rozwiązań niż bezpośrednie wsparcie Białorusi w konflikcie. 

Na podstawie wypowiedzi ukraińskich polityków i Aleksandra Łukaszenki  –  autor artykułu stwierdza, że konflikt mógłby zostać przekierowany w stronę Ukrainy, co mogłoby być na rękę Rosji, ze względu na już toczący się konflikt rosyjsko-ukraiński. 

Na koniec podsumowuje on swoje analizy i ocenia postawę Rosji w tym konflikcie. Wskazuje, że wiele zależy od tego, jak władze rosyjskie zareagują oraz określą się w tej sytuacji. 

Artykuł Marka Budzisza jest głęboko analityczny. Na podstawie dostępnych źródeł, wypowiedzi i materiałów prasowych dziennikarz stara się przewidzieć, jakie działania może podjąć Rosja w konflikcie granicznym. Wartym odnotowania jest obecność źródeł, do każdego z opisywanych twierdzeń osób i podmiotów trzecich. Są one wprost podlinkowane w miejscu, do którego się odnoszą. Jest to niestety dość rzadka praktyka, dlatego warta odnotowania i pochwalenia. Stosowanie trybu przypuszczającego, wyrażeń sugerujących i wprowadzenie opiniiw jasny sposób oddziela fakty od ocen. Budzisz nie skupia się jedynie na jednej rosyjskiej narracji, ale przytacza fakty na poparcie różnych hipotez dotyczących zachowania Rosji, dlatego też artykuł nie kończy się definitywnym przewidywaniem następnych działań, a pokazuje różne możliwości zachowań rosyjskiej władzy. Jedyne obniżenie punktacji przyznajemy w kryterium szacunku i tolerancji, gdyż autor w niektórych momentach używając pewnych przymiotników lub zapisując wyrażenia w cudzysłowie  – sugeruje śmieszność lub wytyka jawną propagandę w wypowiedziach. Taka ocena jest uzasadniona w tekście dziennikarskim, jakim jest komentarz, jednak sposób jej wyrażenia jest tym, co w danym momencie oceniamy.

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0.9/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 4,9/5

Obraz Oleg Shakurov z Pixabay

Martyna Bielska o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy

Martyna Bielska o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy

Martyna Bielska: „Proszą o ciepło, wodę i dach nad głową. Nie dla siebie, tylko dla dzieci”, onet.pl z dnia 8 listopada 2021 r.

https://wiadomosci.onet.pl/bialystok/kryzys-migracyjny-granica-w-oczach-medykow-i-pomoc-uchodzcom/5wtwrrv

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej wciąż trwa. Dziennikarka Martyna Bielska rozmawiała z ratownikami medycznymi pracującymi na granicy. Medycy, aby dotrzeć do grupy uchodźców, muszą iść 1,5 godziny przez las, niosąc wodę, jedzenie czy ubrania. Jak dowiadujemy się z materiału Martyny Bielskiej, pomoc imigrantom zajmuje ponad 8 godzin. Tłumacze dzięki połączeniu telefonicznemu pomagają ratownikom, jednak gdy połączenie się zrywa, medycy muszą porozumiewać się z uchodźcami na migi. Najtrudniejsze dla medyków są momenty, gdy widzą potrzebującego pomocy w strefie zamkniętej:  

Najbardziej dotkliwe dla medyków jest to, kiedy wiedzą, że kilometr, czasami 500 metrów od nich znajduje się człowiek, który nie jest w stanie do nich dojść. Nie mogą mu pomóc, choć mają wszystko: personel, wykształcenie, doświadczenie, umiejętności, chęci i czas. W strefie zamkniętej są osoby w tak ciężkiej kondycji, że nie mają siły albo tak panicznie boją się wyjść z lasu, że ryzykują zamarznięciem i śmiercią opisuje dziennikarka.

Martyna Bielska powołuje się w swoim tekście na relację lekarki – Pauliny Bownik, współpracującej z Grupą Granica. Lekarka po raz pierwszy pojawiła się na granicy, kiedy  próbowała dostarczyć leki grupie migrantów w Usnarzu Górnym, bezskutecznie. Mimo to lekarka nadal stara się pomagać imigrantom w przygranicznych lasach. Z jej relacji możemy dowiedzieć się, w jakiej kondycji zdrowotnej jest większość uchodźców, do których dotarli ratownicy: 

Spotykam osoby z covidem, robię im wymazy i szybkie testy Abbotta. Miałam dwie kobiety po poronieniu. Są skręcenia, złamania. Spotykam cudzoziemców z odwodnieniem, wyziębieniem. Miałam jeden przypadek człowieka w skrajnej hipotermii. 26-letni Kurd z Iraku, którego po kilku nocnych godzinach szukania znaleźliśmy w lesie. To był mój najpoważniejszy przypadek. Gdybyśmy dotarli do niego rano, myślę, że już by nie żył – opowiada lekarka.

O udzielaniu pomocy na granicy opowiada również Agnieszka Bajkowska-Adamska, ratowniczka medyczna i pielęgniarka. Opowiada o dramacie migrantów, którzy są skrajnie wychłodzeni, często pogryzieni przez psy, pobici. Kobiety w ciąży zaniepokojone są o swoje nienarodzone dzieci, bojąc się o to, czy donoszą ciążę oraz co stanie się z dziećmi po rozwiązaniu.

Paulina Bownik mówi o młodej kobiecie z Konga imieniem – Judith, która poroniła na początku trzeciego miesiąca. Według imigrantki z Afryki polscy strażnicy graniczni przerzucili ją przez drut kolczasty. Lekarka dodaje: – Trzeba pamiętać, że poronienie u dziewczyny z Konga to co innego niż u Europejki. Ta druga by się położyła i koniec. A Judith dostała zastrzyk przeciwbólowy, wstała i poszła dalej. Jak przyznają wolontariuszki pomagające  na granicy, imigranci pragną jedynie humanitarnego traktowania, a fakt, w jakich warunkach muszą koczować schorowani uchodźcy, nie powinien mieć miejsca w dzisiejszych czasach.

Tekst Martyny Bielskiej jest zbiorem relacji osób pomagających na granicy. Zasługuje na wysoką ocenę, gdyż dziennikarka zebrała doświadczenia lekarek oraz ratowniczek medycznych opisujących sytuację widzianą na własne oczy. Wyłania ona obraz kryzysu migracyjnego z perspektywy zwykłych ludzi. Niezwykle ważne jest ukazanie tego, co dzieje się z uchodźcami, ponieważ obserwując liczne przekazy medialne ciężko znaleźć spójne i wiarygodne komunikaty. Przyjrzyjmy się, chociażby białoruskim mediom ukazujących Polaków, jako winowajców zaistniałego paraliżu na granicy. Dziennikarka Martyna Bielska powołała się na niekwestionowane źródła oraz obiektywnie przekazała fakty, dzięki czemu zasługuje na najwyższą ocenę.

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz Alina Kuptsova z Pixabay