Katarzyna Włodkowska o mobbingu w Press

Katarzyna Włodkowska o mobbingu w Press

Artykuł: „W redakcji Andrzeja Skworza. „Odliczam. Aż się rozryczysz i wyjdziesz” – Katarzyna Włodkowska, Gazeta Wyborcza, 25.05.2023r.  

https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,29791364,w-redakcji-andrzeja-skworza-odliczam-az-sie-rozryczysz-i.html#S.embed_link-K.C-B.1-L.1.zw

Artykuł napisany przez Katarzynę Włodkowską obnaża, co dzieje się  w redakcji „Press”. Założyciel dwumiesięcznika – Andrzej Skworz, według byłych współpracowników od wielu lat stosuje mobbing.

Dziennikarze odważyli się nagłośnić to, co dzieje się w „Pressie” dopiero po 13 grudnia 2022 r. Odbyła się wtedy 26. gala nagrody Grand Press – najbardziej prestiżowego konkursu dziennikarskiego w Polsce. Wtedy to pisarka Agnieszka Szpila, odbierając nagrodę za tekst „Gdzie są te dzieci? W dupie!” – o tragicznej sytuacji rodziców dzieci z niepełnosprawnością, zdobyła się na kilka słów o Andrzeju Skworzu:

Stoję tu przed państwem i jest to dla mnie chyba najtrudniejsze zadanie w ciągu ostatnich kilku lat – zaczyna Szpila, zwyciężczyni w kategorii publicystyka. – Ponieważ tydzień temu wydarzyło się wokół tej nagrody w moim życiu coś tak bardzo nieprzyjemnego i przemocowego, że dziękując jury, dziękując wszystkim państwu za przeczytanie tego tekstu, niestety nie mogę tej nagrody przyjąć. Cytując słowa osoby, która tej przemocy dopuściła się wobec mnie, musiałabym się tego całe życie wstydzić

– powiedziała Agnieszka Szpila. Po słowach pisarki o sytuacji w „Press” zgodziło się opowiedzieć aż 40 osób.

O Andrzeju Skworzu opowiada również m.in. Paulina Suszka. Dziennikarka tłumaczy, że Skworz napuszczał na siebie pracowników, bywał arogancki i złośliwy. 

Andrzej poprosił mnie do gabinetu, powiedział, żebym usiadła. Odpowiedziałam, że nie mogę, bo jestem umówiona na konkretną godzinę. Jeśli chce, będę jutro, choćby o szóstej rano. Na to on otworzył szufladę i podał mi wypowiedzenie. Wzięłam, wyszłam, na schodach zobaczyłam, że tego nie podpisał. Chyba chciał mnie nastraszyć, ale nie przewidział, że obrócę się na pięcie. Gdy następnego dnia przyszłam do pracy, wręczył mi dyscyplinarkę z zakazem wchodzenia do redakcji. Uzasadnił ją m.in. tym, że gazeta się spóźniała, bo oddawałam teksty po terminie, co było nieprawdą.

wyjaśnia Paulina Suszka. Sytuacja zakończyła się w Sądzie Pracy, gdzie zapadł wyrok o porozumieniu stron i wypłacie Suszce zaległego wynagrodzenia. 

Katarzyna Włodkowska bardzo rzetelnie zebrała informacje do tekstu o Andrzeju Skworzu. Pisze nie tylko o jego negatywnych zachowaniach, ale o początkach i narodzinach „Press”, które były przełomowe dla rynku prasy w Polsce. Kiedy w „Press” pojawiła się Renata Gluza stała się zastępczynią naczelnego i jego partnerką, razem ze Skworzem mieli wspólny styl zarządzania redakcją.  Dziennikarze opowiadają, że bali się przychodzić do redakcji „Press”, odbierać telefon i wysyłać maile.

Włodkowska rozmawia również z prof. Januszem Hryniewiczem, aby zapytać, czy taki styl rządzenia redakcją był kiedyś na porządku dziennym. Niestety słowa profesora nie napawają optymizmem. 

W okresie komuny pan i parobek zamienili się miejscami, ale relacje apodyktyczne, oparte na kapryśnej władzy, na despotyzmie, pozostały, bo nie było żadnych innych wzorców przywództwa, zarządzania. Dotyczyło to nie tylko redakcji, ale też instytucji medycznych, kultury, samorządów. Dopiero od niedawna rozpoznajemy elementy nadużywania godności, silniej odczuwamy własne poczucie wartości. Liderzy, zaczynający pracę w latach 90., nie rozumieją, co się dzieje. Widać to było przy sprawie Tomasza Lisa. Dotąd go kochano i za te cechy doceniano, to w czym problem? Do 2004 roku nie istniało w polskim prawie pojęcie mobbingu, do tego dwie trzecie pracowników nadal woli szefów, którzy nie wymagają opinii, tylko mówią, co robić. Bo ten folwark to nie jest cecha wyłącznie jakiegoś narcystycznego czy psychopatycznego lidera. Folwark – uwaga – to stan umysłu ofiar i prześladowców. Ani jedni, ani drudzy nie wierzą, że mogłoby być inaczej.

– opowiada prof. Janusz Hryniewicz. 

Tekst Katarzyny Włodkowskiej jest napisany chronologicznie, nie pomija istotnych faktów i wątków w sprawie. Dziennikarka skontaktowała się z każdą możliwą osobą, która mogła dodać swoją część, wypowiedzieć się o pracy w „Press”. Włodkowska obnaża przykre realia pracy dziennikarza. Wszystkie osoby, które wypowiadają się w materiale musiały znosić takie traktowanie, aby po prostu nie stracić pracy. Jednak przypłaciły to pogorszeniem zdrowia, nerwicami i stanami lękowymi. Co ciekawe, Andrzej Skworz wcale nie widzi, że robi coś złego i nie zastanawia się, dlaczego każdy, kto przyjdzie pracować w „Press”, prędzej czy później odchodzi z redakcji. 

Kryterium prawdy: 1/1

Kryterium obiektywizmu: 1/1

Kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

Kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

Kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz Pexels z Pixabay

Grzegorz Górny o stanowisku zwierzchników Kościołów na temat wojny w Ukrainie

Grzegorz Górny o stanowisku zwierzchników Kościołów na temat wojny w Ukrainie

Grzegorz Górny „Między świętą wojną a wojną sprawiedliwą”, Sieci 19-24.04.2022 r.

Artykuł Grzegorza Górnego jest ważnym głosem na temat tego, w jaki sposób przedstawiciele różnych Kościołów odnoszą się do trwającej już ponad 70 dni, wojny w Ukrainie. Dziennikarz przedstawia opinie hierarchów Kościoła, najbardziej szokujące jest stanowisko Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Patriarcha moskiewski – Cyryl, w pełni poparł działania rosyjskiego wojska. Według Cyryla, Moskwa jest uosobieniem dobra, a Ukraina zła, dlatego wojna ma charakter metafizyczny, jak walka dobra ze złem. Górny skrupulatnie wymienia, że podczas wizyty w 2012 roku w Warszawie, w retoryce moskiewskiego Patriarchy pojawiały się słowa: pokój, braterstwo, pojednanie, o których teraz zupełnie zapomniał, popierając masowe ludobójstwo w Ukrainie.

Grzegorz Górny komentuje również postawę arcybiskupa syktywkarskiego – Pitrima, który powiedział, że „skoro Bóg dał taką możliwość, to ja sam nałożę koronę na głowę Putina”. Dziennikarz opisuje, że zdaniem Pitrima, każdy rosyjski żołnierz, który zginie w Ukrainie, powinien zostać ogłoszony świętym. Podobne stanowisko przyjął główny mufti Czeczenii Salah Meżijew, duchowny nawoływał od udziału w wojnie po stronie rosyjskiej, mówiąc: „każdy muzułmanin, który zginie na ukraińskim froncie, „bezwarunkowo stanie się szahidem” („poległym w imię Allaha, a co za tym idzie trafi do raju”).

Grzegorz Górny odwołuje się do koncepcji świętej wojny, która opowiadała się za nawracaniem pogan „ogniem i mieczem”. Autor przypomina XV wiek, kiedy to w latach 1414-1418 w Konstancji, odbywał się sobór. Delegacja Zakonu Krzyżackiego prezentowała właśnie taką postawę. Jedynie polska delegacja występowała w opozycji, twierdząc, że „nie można szerzyć wiary siłą”, a jedyną słuszną koncepcją jest wojna sprawiedliwa, czyli wojna obronna.

Dziennikarz bardzo skrupulatnie przedstawia, nie tylko tych hierarchów, którzy opowiadają się za rosyjskim reżimem, ale również tych, którzy opowiadają się za koncepcją wojny sprawiedliwej. Są to, np.: „Przedstawiciele Kościołów grekokatolickiego i rzymskokatolickiego, lecz także autokefalicznej Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, która nie uznaje zwierzchnictwa Moskwy. Stojący na jej czele metropolita kijowski Epifaniusz, nie tylko oskarżył Putina o ludobójstwo, lecz także ujawnił, że znajduje się na piątym miejscu osób przeznaczonych do likwidacji przez Rosję i że były już trzy próby zamachów na jego życie”. Jak się okazuje, wierni Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, którzy uznawali zwierzchnictwo Moskwy, również stali się ofiarami ludobójstwa.

Tekst Górnego doskonale określa postawy i stanowiska, zajmowane przez hierarchów kościoła. Artykuł, nie stanowi krytyki względem kościoła i religi, ale pokazuje pewną niekonsekwencję, która wynika z faktu, że hierarchowie głoszą inne przykazania związane z ich religią, a względem wojny w Ukrainie nie potrafią wskazać, kto jest ofiarą a kto katem. Górny wypowiada się również na temat postawy papieża Franciszka, który nie wypowiedział się jednoznacznie na temat trwającego konfliktu. Słowa papieża o tym, że “wszyscy jesteśmy winni” komentuje dziennikarz kwitując:

To jednak oznacza de facto moralne zrównanie sprawców z ofiarami. Szokujące? To prawda, ale do tego sprowadzał się przecież szeroko komentowany tweet Franciszka po ujawnieniu zbrodni ludobójstwa w Buczy: „Wszyscy jesteśmy winni!”. Wszyscy? Matki zabitych dzieci też? Na równi z tymi, którzy strzelali skrępowanym więźniom w potylicę?.

Grzegorz Górny zauważa, że postać taka, jak papież, powinien mówić wprost, co jest dobre a co złe, czego nie robi papież Franciszek. Konsekwencją takiego działania, może być zatracenie odpowiedniego wartościowania moralnego  przez wiernych.

Dziennikarz Grzegorz Górny, zastanawia się, jak jest możliwe, by ktokolwiek popierał decyzje Putina i trwającą masakrę w Ukrainie. Autor materiału wzbudza u odbiorcy bardzo istotne wątpliwości, dzięki którym zastanawiamy się czy jakikolwiek Bóg, popierałby postawy, prezentowane przez niektórych duchownych? Zatem zbrodniarzy, należy nazywać zbrodniarzami, a nie mówić, że  „wszyscy jesteśmy winni”. Artykuł Grzegorza Górnego oceniam na maksymalną punktację Dobrych Dziennikarzy, czyli 5 punktów.

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/photos/moskwa-rosja-st-basil-s-cathedral-6649910/

 

Szymon Jadczak o rosyjskiej dezinformacji na temat uchodźców

Szymon Jadczak o rosyjskiej dezinformacji na temat uchodźców

Szymon Jadczak “Wydarzenia w Przemyślu. Według wzorców rosyjskiej dezinformacji”, wp.pl, z dnia 02 marca 2022r.

https://wiadomosci.wp.pl/wydarzenia-w-przemyslu-wedlug-wzorcow-rosyjskiej-dezinformacji-6742903661767648a

Szymon Jadczak w artykule dla wp.pl podejmuje temat akcji dezinformacyjnych prowadzonych przez Rosjan. Gdy kolejni uchodźcy przekroczyli polską granicę, w mediach pojawiły się informacje o grupach pseudokibiców, którzy udali się do Przemyśla, żeby atakować uciekających przed wojną Ukraińców. Polska Policja wydała komunikat, z którego wynikało, że żadne takie incydenty nie miały miejsca, jak wskazuje autor może to być element wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosjan.

Post, który opisywał tę sytuację, został udostępniony z profilu Pani Agaty, mieszkającej w Niemczech 56-latki, która ma rodzinę na Śląsku. Wpis pojawił się na facebookowym profilu Pani Agaty o 5 rano w miniony wtorek. Jak wyjaśnia Jadczak:

„Pani Agata pisze (w poście – dopisek redakcji), że przyjechała z oddalonego o 1300 km domu w Niemczech pomagać na granicę. A tam kobieta, która uciekła z Ukrainy, opowiada jej, że zamiast kobiet i dzieci pomoc i transport do Polski otrzymują „zdrowi faceci z Afganistanu, Nigerii, Libanu, cyganie”. I dodaje: „Wiem że może ktoś napisze, ale to są biedni studenci… nie to nie są biedni studenci. Pokazuje Wam zdjęcia jak to wygląda naprawdę”.

Post w ciągu jednego dnia zebrał 72 tysiące polubień. Zdaniem Michała Fedorowicza z Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, osoba, która wrzuciła post, dobrze znała algorytm Facebooka. Według tego algorytmu, małe profile zyskują większe zasięgi, jeśli dany post zgromadzi odpowiednio dużą liczbę polubień. 

Jadczak powołuje się na wyniki analiz przeprowadzone przez IBIM. Według badań „ […] aż 90 proc. kont szerzących obecnie antyukraińskie treści wcześniej było sceptyczne lub wprost negowało szczepienia”. Podobne analizy zlecił polski rząd. Po przeprowadzeniu badań ponad 200 profili (które wcześniej podejmowały tematykę szczepień przeciw COVID-19), a cieszących się największą popularnością,  zaczęło szerzyć dezinformację w sprawie Ukrainy.

Dziennikarz wyjaśnia jak groźna jest tego typu fałszywa informacja, przypominając dezinformację, jaką Rosjanie rozpowszechnili w roku 2016:

” […] rosyjskie trolle i boty oraz politycy masowo rozpropagowali zmyśloną historię „Lizy”. Czyli rosyjsko-niemieckiej dziewczyny rzekomo zgwałconej przez arabskich imigrantów. Rosyjska akcja dezinformacyjna doprowadziła do protestów w Berlinie, w protestach aktywnie uczestniczyli politycy skrajnej prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). […] jedno z nagrań zostało wzięte z internetu i ma co najmniej siedem lat. Drugie zaś było wykonane na kairskim Placu Tahrir w czasie Arabskiej Wiosny. Wpisy w social mediach były zaś podawane przez konta kontrolowane przez Rosjan. A Liza nie została porwana, tylko uciekła z domu, bo miała poważne problemy w szkole i bała się reakcji rodziców”.

Weryfikacja informacji staje się niezbędnym elementem w obecnie prowadzonym dyskursie medialnym, dlatego tekst Szymona Jadczaka jest niezwykle ważnym głosem w czasie szerzącej się dezinformacji. Wiąże się to również z większą odpowiedzialnością dziennikarzy za przekazywane treści. Artykuł spełnia wszystkie kryteria dobrego dziennikarstwa, powołuje się na opinie ekspertów oraz wyniki analiz, przeprowadzone przez wiele instytucji, pokazuje przykłady z różnych stron sporu. Obecnie, ze względu na natężenie informacji – bardzo często nie zweryfikowanych – potrzebujemy, jako odbiorcy rzetelnych tekstów, dlatego materiał Szymona Jadczaka otrzymuje maksymalną notę w skali portalu DobrzyDziennikarze.pl. 

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterum oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena:5/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/samuelfrancisjohnson-1207793/

Jagienka Wilczak o prezydencie Ukrainy – Wołodymyrze Zełenskim

Jagienka Wilczak o prezydencie Ukrainy – Wołodymyrze Zełenskim

Jagienka Wilczak „Nie składam broni”. Kim jest dziś prezydent Zełenski?”, materiał z serwisu polityka.pl z dnia 26 lutego 2022r.

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2156321,1,nie-skladam-broni-kim-jest-dzis-prezydent-zelenski.read

Kilka dni temu, rosyjskie wojska wkroczyły na teren Ukrainy, rozpoczynając tym samym krwawą inwazję. Wołodymyr Zełenski pozostał w Kijowie i uczestniczy w walkach tuż obok żołnierzy i obywateli Ukrainy. Jagienka Wilczak w serwisie polityka.pl opisuje postawę prezydenta Ukrainy w ciągu pierwszych dni inwazji.

Autorka podkreśla, że w momencie, gdy Amerykanie ostrzegli Zełenskiego o planowanym ataku na jego osobę i zaproponowali mu ewakuację, prezydent odpowiedział: „Potrzebuję amunicji, nie podwózki”. Potem, gdy rosyjska propaganda siała dezinformację o tym, że Wołomymyr Zełenski uciekł z kraju, on nagrał filmik pokazując, że nigdzie się nie wybiera i będzie bronił ojczyzny do końca. Przemówienia prezydenta Zełenskiego pokazują, że Ukraina jest zjednoczona, jak nigdy dotąd, co możemy również obserwować w zaciętej obronie tego kraju. 

Wołodymyr Zełenski rozpoczynał swoją karierę jako komik i aktor. Autorka tekstu zaznacza, że gdy Zełenski ogłosił swoją kandydaturę na prezydetna Ukrainy „wyglądało to niepoważnie, bardziej na próbę podbicia popularności aktorskiej niż politycznej. Zełenski był aktorem głównie komediowym. Ogromną popularność i sympatię Ukraińców zyskał grając główną rolę w serialu telewizyjnym „Sługa narodu”. W serialu gra nauczyciela, który zostaje prezydentem Ukrainy i widać, że w tej roli widzieli go obywatele Ukrainy również w rzeczywistości.”

Jagienka Wilczak opowiada o wygranych przez niego wyborach prezydenckich gdzie eksperci nie dawali mu większych szans, a następnie przybliża jego pochodzenie i drogę poprzez studiowanie prawa i karierę aktorską do zostania prezydentem.

Dla Ukrainy trudny czas zaczął się już w roku 2014, kiedy nastąpiła aneksja Krymu. W Mińsku, ówczesny prezydent Ukrainy – Poroszenko, podpisał porozumienia, jednak jak się okazało bardzo niekorzystne dla strony ukraińskiej.

W 2019 r. niespodziewanie wybory wygrał Wołodymyr Zełenski, uzyskując poparcie rzędu 73%. Zdaniem Wilczak, Zełenski nie miał rewolucyjnego programu politycznego, ale ludzie dostrzegli w nim prawdziwego patriotę, czego potwierdzeniem jest jego postawa obrońcy Ukrainy w czasie inwazji.

Jagienka Wilczak opisuje również pierwsze potyczki Zełenskiego w polityce międzynarodowej, „W polityce zagranicznej Zełenski okazał się żółtodziobem. Podczas spotkania z republikańskim prezydentem USA Donaldem Trumpem dał się wciągnąć w próbę zdyskredytowania jego rywala Joe Bidena (chodziło o śledztwo wobec syna Bidena Huntera). Sprawa omal nie zakończyła się impeachmentem Trumpa i stała się plamą na CV ukraińskiego lidera”. Jednak nie przesądziło to o relacjach z Joe Bidenem. Prezydenci już po pierwszym spotkaniu zapewniali, że zarówno Ukraina, jak i Stany Zjednoczone będą wspierać się wzajemnie w prowadzonej polityce. 

Autorka odnosi się również do polityki wewnętrznej Zełenskiego, który mi.n stworzył ustawę, która ograniczała wpływ ukraińskich oligarchów na media i politykę. Prezydent Ukrainy w trakcie manewrów rosyjskich wojsk przy ukraińskiej granicy postawił sprawę jasno, „Nic o Ukrainie bez Ukrainy”. Jagienka Wilczak o Załenskim pisze: „W zderzeniu z wściekłym, pełnym nienawiści Putinem, który nie potrafi trzymać swojej złości pod kontrolą, Zełenski prezentuje się jak jego odwrotność. W dodatku nigdy nie siedzi za biurkiem, widać, że stara się kontrolować wydarzenia. Często dorzuca jakiś celny bon mot. Jest podporą, przywraca wiarę, że można Rosjan pokonać i zwyciężyć”.

Autorka tekstu bardzo konsekwentnie przybliża nam drogę Wołodymyra Załenskiego do objęcia urzędu prezydenta Ukainy. W trwającej już kilka dni inwazji rosyjskich wojsk na Ukrainę, artykuły, które rzetelnie i chronologicznie prezentują nam wydarzenia są szczególnie cenione i za to wyróżniliśmy również ten materiał. Ujemny punkt pojawił się w kryterium oddzielenia informacji od komentarza, ponieważ w materiale pada dużo określeń oceniających. 

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,9/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 4.9/5

Obraz: https://pixabay.com/pl/users/padrinan-1694659/ Pixabay

Martyna Bielska o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy

Martyna Bielska o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy

Martyna Bielska: „Proszą o ciepło, wodę i dach nad głową. Nie dla siebie, tylko dla dzieci”, onet.pl z dnia 8 listopada 2021 r.

https://wiadomosci.onet.pl/bialystok/kryzys-migracyjny-granica-w-oczach-medykow-i-pomoc-uchodzcom/5wtwrrv

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej wciąż trwa. Dziennikarka Martyna Bielska rozmawiała z ratownikami medycznymi pracującymi na granicy. Medycy, aby dotrzeć do grupy uchodźców, muszą iść 1,5 godziny przez las, niosąc wodę, jedzenie czy ubrania. Jak dowiadujemy się z materiału Martyny Bielskiej, pomoc imigrantom zajmuje ponad 8 godzin. Tłumacze dzięki połączeniu telefonicznemu pomagają ratownikom, jednak gdy połączenie się zrywa, medycy muszą porozumiewać się z uchodźcami na migi. Najtrudniejsze dla medyków są momenty, gdy widzą potrzebującego pomocy w strefie zamkniętej:  

Najbardziej dotkliwe dla medyków jest to, kiedy wiedzą, że kilometr, czasami 500 metrów od nich znajduje się człowiek, który nie jest w stanie do nich dojść. Nie mogą mu pomóc, choć mają wszystko: personel, wykształcenie, doświadczenie, umiejętności, chęci i czas. W strefie zamkniętej są osoby w tak ciężkiej kondycji, że nie mają siły albo tak panicznie boją się wyjść z lasu, że ryzykują zamarznięciem i śmiercią opisuje dziennikarka.

Martyna Bielska powołuje się w swoim tekście na relację lekarki – Pauliny Bownik, współpracującej z Grupą Granica. Lekarka po raz pierwszy pojawiła się na granicy, kiedy  próbowała dostarczyć leki grupie migrantów w Usnarzu Górnym, bezskutecznie. Mimo to lekarka nadal stara się pomagać imigrantom w przygranicznych lasach. Z jej relacji możemy dowiedzieć się, w jakiej kondycji zdrowotnej jest większość uchodźców, do których dotarli ratownicy: 

Spotykam osoby z covidem, robię im wymazy i szybkie testy Abbotta. Miałam dwie kobiety po poronieniu. Są skręcenia, złamania. Spotykam cudzoziemców z odwodnieniem, wyziębieniem. Miałam jeden przypadek człowieka w skrajnej hipotermii. 26-letni Kurd z Iraku, którego po kilku nocnych godzinach szukania znaleźliśmy w lesie. To był mój najpoważniejszy przypadek. Gdybyśmy dotarli do niego rano, myślę, że już by nie żył – opowiada lekarka.

O udzielaniu pomocy na granicy opowiada również Agnieszka Bajkowska-Adamska, ratowniczka medyczna i pielęgniarka. Opowiada o dramacie migrantów, którzy są skrajnie wychłodzeni, często pogryzieni przez psy, pobici. Kobiety w ciąży zaniepokojone są o swoje nienarodzone dzieci, bojąc się o to, czy donoszą ciążę oraz co stanie się z dziećmi po rozwiązaniu.

Paulina Bownik mówi o młodej kobiecie z Konga imieniem – Judith, która poroniła na początku trzeciego miesiąca. Według imigrantki z Afryki polscy strażnicy graniczni przerzucili ją przez drut kolczasty. Lekarka dodaje: – Trzeba pamiętać, że poronienie u dziewczyny z Konga to co innego niż u Europejki. Ta druga by się położyła i koniec. A Judith dostała zastrzyk przeciwbólowy, wstała i poszła dalej. Jak przyznają wolontariuszki pomagające  na granicy, imigranci pragną jedynie humanitarnego traktowania, a fakt, w jakich warunkach muszą koczować schorowani uchodźcy, nie powinien mieć miejsca w dzisiejszych czasach.

Tekst Martyny Bielskiej jest zbiorem relacji osób pomagających na granicy. Zasługuje na wysoką ocenę, gdyż dziennikarka zebrała doświadczenia lekarek oraz ratowniczek medycznych opisujących sytuację widzianą na własne oczy. Wyłania ona obraz kryzysu migracyjnego z perspektywy zwykłych ludzi. Niezwykle ważne jest ukazanie tego, co dzieje się z uchodźcami, ponieważ obserwując liczne przekazy medialne ciężko znaleźć spójne i wiarygodne komunikaty. Przyjrzyjmy się, chociażby białoruskim mediom ukazujących Polaków, jako winowajców zaistniałego paraliżu na granicy. Dziennikarka Martyna Bielska powołała się na niekwestionowane źródła oraz obiektywnie przekazała fakty, dzięki czemu zasługuje na najwyższą ocenę.

 

kryterium prawdy: 1/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

Ocena: 5/5

Obraz Alina Kuptsova z Pixabay