Sebastian Stodolak o ekonomicznych skutkach interwencji zbrojnych

Sebastian Stodolak o ekonomicznych skutkach interwencji zbrojnych

Sebastian Stodolak, „Rozstrzeliwanie biedy?”, Dziennik Gazeta Prawna z dnia 2 sierpnia 2019 r.

 

Napisać rzetelny, a przede wszystkim ciekawy, artykuł o tematyce ekonomicznej to nie lada wyzwanie. Czy możliwym jest aby interwencja zbrojna w ubogim państwie przyczyniła się do wzrostu dobrobytu jego mieszkańców? Odpowiedź na to – pozornie absurdalne – pytanie znajdziemy w artykule Sebastiana Stodolaka pt. „Rozstrzeliwanie biedy?”, który ukazał się dzisiaj w Dzienniku Gazecie Prawnej. Pragniemy zwrócić szczególną uwagę na kilka wymiarów tego artykułu:

Po pierwsze, autor kilkukrotnie powołuje się na wyniki przeprowadzonych w ostatnich latach badań naukowych. Warto zauważyć, że sposób zestawienia ze sobą stanowisk poszczególnych naukowców pozwala na weryfikację (William Easterly) bądź potwierdzenie (Daniel Di Martino) zaprezentowanej na początku artykułu tezy o pozytywnym wpływie interwencji zbrojnych na poziom dobrobytu w państwie, w którym się one odbywają. Dzięki różnorodności przedstawianych poglądów odbiorca może poznać szeroki kontekst omawianego problemu i argumenty przemawiające za każdą z koncepcji.

Podobne przeczucie mieli Jeffrey Pickering oraz Emizet F. Kisangani, politolodzy z Uniwersytetu Kansas, gdy rozpoczynali badania, podsumowane później w pracy „Polityczne, ekonomiczne oraz społeczne konsekwencje zagranicznej interwencji zbrojnej” z 2014 r.

 

Na przykład Daniel Di Martino, ekonometryk i publicysta takich portali jak USA Today czy Washington Examiner, zachwalając skutki amerykańskiej inwazji na Panamę (1989 r.), zachęca USA do zaatakowania Wenezueli.

 

Jego (Daniela Di Martino) intelektualny mentor Paul Collier twierdząc zaś, że z dostępnych danych jednoznacznie wynika konieczność interwencji, myli korelację z przyczynowością i popełnia błąd selekcji, tj. wybiera wygodne dla swojej tezy przykłady. Te szkolne błędy wychwycił prof. William Easterly z Uniwersytetu Nowojorskiego, recenzując książkę Colliera.

Po drugie, w tekście wielokrotnie pojawiają się wskazania dotyczące wyników badań statystycznych. Celem zweryfikowania czy rzeczywiście w danym państwie poprawiła się sytuacja ekonomiczna, autor porównuje wyniki PKB na przestrzeni lat. Może to świadczyć o jego zamiarze przedstawienia tematu w sposób bezstronny oraz unikaniu manipulowania informacjami pochodzącymi ze statystyk.

W 1986 r. przerzucono się na wolny rynek – produkt anglosaski – i gospodarka ruszyła. To wtedy zdaniem interwencjonistów rozkwitły rynkowe instytucje zaimportowane od Amerykanów w trakcie ich 15-letniego pobytu w Wietnamie. PKB per capita kraju wzrósł od tego czasu pięciokrotnie.

Najbardziej znaną interwencją ostatniej dekady, której wbrew długotrwałym staraniom nie udało się wytworzyć prowzrostowych instytucji, jest amerykańska inwazja na Irak (2003–2011). W roku jej wybuchu PKB kraju spadło o 35 proc.

Po trzecie, należy docenić również edukacyjny walor materiału. Wielość informacji, zarówno o charakterze historycznym jak i ekonomicznym, przedstawiona w zrozumiały, czasem nawet żartobliwy, sposób sprawia, że czytelnik kończy lekturę artykułu bogatszy o nową wiedzę. Świadczy to również o dobrym przygotowaniu i zgłębieniu tematu przez autora, co spotyka się z naszą szczerą aprobatą.

W 1824 r. wystarczyło, że mieszkańcy portorykańskiego Fajardo obrazili amerykańskich marynarzy, by okręty US Navy ostrzelały miasteczko, chcąc wymusić przeprosiny. Jako że Portoryko należało wówczas do Hiszpanów, a rok wcześniej prezydent USA James Monroe ogłosił doktrynę izolacjonizmu, zakładającą nieangażowanie się w sprawy Europy, to komandor David Porter – dowódca ataku – stanął przed sądem. Przez kolejne dekady głównym pretekstem amerykańskich militarnych interwencji zagranicznych była walka z piratami: marynarka USA ścigała ich na Sumatrze czy w Grecji.

Pewne wątpliwości budzi w nas jedynie sposób sformułowania tytułu. Jest on pewnego rodzaju metaforą, która bez kontekstu (który naturalnie pojawia się później, w treści artykułu) może okazać się mylący. Nie trudno również zauważyć że, „Rozstrzeliwanie biedy” zawiera w sobie wieloznaczność, gdyż oprócz znaczenia znajdującego rozwinięcie w tekście, „biedę” można rozumieć jako określenie ludzi biednych, co nadaje nagłówkowi ponure przesłanie.

Podsumowując:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,5/1

 

Paweł Walewski o lekarstwie na HIV

Paweł Walewski o lekarstwie na HIV

Paweł Walewski, „Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?”, Polityka z dnia 25 czerwca 2019 r.

 

Dzisiejszy artykuł powstał dzięki zgłoszeniu przesłanemu przez formularz zgłoszeniowy na naszej stronie DobrzyDziennikarze.pl, w którym jako przykład dobrego dziennikarstwa został wskazany materiał Pawła Walewskiego opublikowany na łamach Polityki pt. „Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?”. Dziękujemy za tę trafną propozycję i zanim przejdziemy do analizy ww. artykułu chcemy gorąco zachęcić naszych Czytelników do zgłaszania dobrych praktyk dziennikarskich pod tym linkiem. Czekamy na kolejne zgłoszenia!

Przechodząc do uzasadnienia tego dlaczego zgodziliśmy się z internautą i postanowiliśmy wyróżnić materiał Pawła Walewskiego, polecamy zwrócić szczególną uwagę na kilka wymiarów tego artykułu:

Po pierwsze, autor wielokrotnie powołuje się na opinie kilku posiadających znaczne doświadczenie w podejmowanym temacie ekspertów. Na uznanie zasługuje dobór specjalistów, gdyż ze względu na zróżnicowanie środowisk zawodowych, z których się wywodzą, możemy poznać różne perspektywy omawianego problemu. W artykule poznajemy bowiem zarówno opinię osoby pracującej w organizacji pożytku publicznego (Michał Pawlęga), jak i przedstawicieli jednostki naukowej (prof. Rosińska), szpitala wojewódzkiego (dr Aneta Cybula) czy prywatnej kliniki (dr Ivana Stanković):

‘Niefrasobliwość niektórych jest zaskakująca’ – opowiada dr Aneta Cybula z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie, gdzie na izbie przyjęć wydają recepty na leki, których jak najszybsze przyjęcie po ryzykownym zdarzeniu może zapobiec zakażeniu.

Michał Pawlęga, który w Społecznym Komitecie ds. AIDS kieruje zespołem zajmującym się promocją zdrowia seksualnego, nie ma wątpliwości, że istnieje mnóstwo przyczyn, dla których nie tylko geje odmawiają użycia prezerwatyw: ‘– A osoby świadczące usługi seksualne? Dla wielu to jest zajęcie, które przynosi niemałe profity.’

Po drugie, w tekście pojawiają się wskazania dotyczące wyników badań statystycznych, przy czym autor nie ogranicza się do jednego źródła, a ponadto wskazuje istotne rozbieżności pomiędzy przytaczanymi danymi. Może to świadczyć o jego bezstronności oraz unikaniu manipulacji informacjami pochodzącymi ze statystyk.

Według Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH ok. 20 proc. zakażonych w Polsce nie wie, że ma HIV, ale organizacje pozarządowe szacują, że takich osób jest aż 70 proc.

Po trzecie, autor stara się podkreślić społeczny aspekt problemu tzw. tabletki na HIV. Wyjaśniając to nowe rozwiązanie w dziedzinie farmakologicznej i jego sposób działania nie odwołuje się do niezrozumiałej dla przeciętnego odbiorcy terminologii medycznej, a wskazuje za to na konteksty społeczne, w których może ono odegrać znaczną rolę np.:

Sytuacja, do jakiej doszło dzięki nowym kuracjom, stworzyła precedens: osoby zakażone dzięki leczeniu (choć niejednokrotnie nadal muszą to ukrywać, by nie spotkać się z wykluczeniem z towarzystwa, a nawet rodziny) przestały być źródłem zagrożenia dla swoich partnerów – w przeciwieństwie do całej reszty, z której wielu, przekonanych, że są zdrowi, na aplikacjach randkowych i w klubach szuka okazji do zabawy.

Po czwarte, należy wskazać na edukacyjny walor artykułu. Przystępny sposób formułowania treści i dostępność formy umożliwia zapoznanie się odbiorcy z szeregiem nowych informacji. Autor sprawia, że medyczny żargon staje się bardziej zrozumiały poprzez wprowadzanie przykładów i wypowiedzi osób komentujących.

Chodzi o PrEP, pre-exposure prophylaxis, czyli profilaktykę przedekspozycyjną (zabezpieczającą przed zakażeniem podczas kontaktu seksualnego z osobą, która już jest lub może być zakażona).

Po piąte, autor zachowując (godne pochwały) bezstronne stanowisko, prezentuje odmienne poglądy na temat tzw. tabletki na HIV. Wydaje się, że Walewski nie faworyzuje żadnego z podejść pozostawiając czytelnikom swobodę w kształtowaniu swoich opinii.

‚Dlatego jestem przeciwna namawianiu do PrEP’ – oburza się dr Dorota Rogowska-Szadkowska z Białegostoku, również specjalistka chorób zakaźnych

‚Skoro ludzie nie chcą używać prezerwatywy lub uprawiają seks pod wpływem substancji psychoaktywnych, to wierzę, że ta metoda (PrEP) może przyczynić się do zmniejszenia liczby nowych zakażeń’ – uważa dr Cybula

Podobnie wygląda kwestia przedstawiania pozytywnych i negatywnych aspektów omawianego leczenia farmakologicznego. Autor dowodzi swojej rzetelności i obiektywizmu wskazując w równej mierze na wady ww. rozwiązania (np. stosowanie tego typu profilaktyki może doprowadzić do powstania opornej na leczenie mutacji wirusa HIV.), jak i jego zalety (np. poczucie bezpieczeństwa osób, które uczestniczą w przypadkowych kontaktach seksualnych).

Podsumowując:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

5/5 po raz pierwszy w historii naszego portalu! GRATULUJEMY!

 

Michał Szułdrzyński o reakcjach na spotkanie Prezydentów

Michał Szułdrzyński o reakcjach na spotkanie Prezydentów

Michał Szułdrzyński: Opozycji problem z Fortem Trump, „Rzeczpospolita” z dnia 13.06.2019 r.

W ostatnich dniach w mediach często pojawiały się informacje na temat wizyty Prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych. Nie zabrakło również komentarzy ze strony polityków i komentatorów, zarówno tych sympatyzujących z osobą Prezydenta, jak i wobec niej krytycznych. Interesującym wątkiem w omawianej sprawie jest jednak odziaływanie tych reakcji i komentarzy na poziom poparcia dla poszczególnych partii. W tym temacie głos zabrał redaktor Michał Szułdrzyński w swoim artykule: Opozycji problem z Fortem Trump dla „Rzeczpospolitej”, który postanowiliśmy wyróżnić jako przykład rzetelnego dziennikarstwa z kilku powodów.

Po pierwsze, krytyce zostają poddane postawy zaprezentowane przez obie strony: prorządową i pro-opozycyjną. Nie opowiada się tym samym po żadnej z nich prezentując godną pochwały bezstronność dziennikarską. Niech świadczą o tym poniższe cytaty:

Z pewnością w reakcjach strony rządowej na wizytę Andrzeja Dudy w Białym Domu jest sporo przesady. Szczególnie prorządowe media nie znają umiaru w tromtadracji. [przy okazji nauczyliśmy się nowego słowa!]

Ale z drugiej strony nie sposób przecenić tego, że ta wizyta potwierdziła, że Polska jest na drodze do zapewnienia sobie coraz większego bezpieczeństwa (…). Dlatego od środowego wieczora przecieram oczy ze zdumienia obserwując reakcje opozycji.

Po drugie, autor artykułu stawia odważną tezę: (…) komentarze szeroko rozumianej strony opozycyjnej tak naprawdę zemszczą się na niej prędzej czy później, której nie pozostawia bez rozwiniętego uzasadnienia. Wręcz przeciwnie – znajdujemy je. Rozpoczyna się ono jednak niezbyt fortunnym uogólnieniem:

Dlaczego? Powód jest prosty – Polacy do spraw bezpieczeństwa przywiązują dość dużą wagę.

W tym miejscu autor powinien poprzeć swoje stwierdzenie rzetelnymi wynikami badań. Chociażby tak, jak zrobił to w innym fragmencie felietonu:

Rzut oka na sondaże pokazuje, że jednym z największych problemów dzisiejszej opozycji jest wiarygodność.

Autor jednak nie podaje źródeł ww. informacji, co negatywnie wpływa na rzetelność jego artykułu.

Po trzecie, pomimo przedstawienia niepomyślnych dla opozycji skutków jej reakcji na omawiane wydarzenia autor wyraźnie podkreśla, że:

Oczywiście to święte prawo opozycji, by stawiać pytania o koszty szukając dziury w całym.

Mimo niefortunnego sformułowania („szukanie dziury w całym”) nie odmawia w swym artykule stronie antyrządowej prawa do krytykowania obecnej władzy, a jedynie – poprzez analizę obecnej sytuacji społeczno-politycznej i nastrojów panujących wśród przyszłych wyborców – wskazuje potencjalne skutki przesadnej nagonki ze strony polityków opozycji. Na uznanie zasługuje również fakt formułowania wniosków w sposób wyważony. Autor nie stwierdza, że wszyscy wyborcy zareagują w opisany przez niego sposób, lecz:

Część wyborców może odnieść wrażenie, że opozycja tak źle życzy PiS, że nie może się pogodzić, że coś się jednak tej partii udało, jeśli chodzi zwiększenie polskiego bezpieczeństwa.

Podsumowując:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,25/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

RAZEM: 4,25/5 Gratulujemy!

K. Włodkowska i K.Surmiak-Domańska o sprawie Marka Lisińskiego

K. Włodkowska i K.Surmiak-Domańska o sprawie Marka Lisińskiego

Katarzyna Włodkowska i Katarzyna Surmiak-Domańska, „Marek Lisiński, szef fundacji Nie Lękajcie Się, wyciągnął pieniądze od ofiary księdza pedofila”, Gazeta Wyborcza z dnia 30 maja 2019 

 

Specyfika działalności organizacji pozarządowych sprawia, że niejednokrotnie są one przedmiotem spekulacji, a nawet podejrzeń – najczęściej związanych z sprawami finansowymi. Aby jednak móc przedstawić konkretne zarzuty, potrzebne są dowody. W ich poszukiwaniu Katarzyna Włodkowska i Katarzyna Surmiak-Domańska (dziennikarki Gazety Wyborczej) rozpoczęły śledztwo dziennikarskie dotyczące Marka Lisińskiego (byłego szefa fundacji Nie Lękajcie Się). Artykuł, który powstał jako jego efekt chcielibyśmy wyróżnić z kilku powodów:

Po pierwsze, praca autorek zasługuje na uznanie ze względu na liczbę i różnorodność zaangażowanych w sprawę osób, których relacji wysłuchały. W artykule oddano głos zarówno ofiarom oszukańczych działań Marka Lisińskiego, jego współpracownikom, osobom zaangażowanym w ruch obrony ofiar pedofilii w Kościele jak i samemu sprawcy całego zamieszania. Dzięki temu odbiorca można zapoznać się z odmiennymi perspektywami na opisywaną sprawę:

„O tym, że Lisiński pożycza pieniądze od ofiar, dowiadujemy się w marcu. Wkrótce, by to potwierdzić, spotykamy się z nim w warszawskiej siedzibie fundacji Nie Lękajcie Się. Nie widzi nic złego w pożyczce, <<przecież odda>>”

Po drugie, na rzetelny, a nawet poniekąd sprawozdawczy, charakter materiału wpływa posługiwanie się dokładnymi datami, co pozwala na umieszczenie poszczególnych wydarzeń i zauważenie korelacji pomiędzy przedstawionymi sprawami (sprawa Kasi i sprawa Ireny).

29 października 2018 roku 26-letnia dziś Katarzyna – ofiara księdza Romana B. – dostaje wiadomość od Marka Lisińskiego.

 

W styczniu 2018 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu, (…), wydaje precedensowy wyrok: gwałconej w dzieciństwie przez księdza Katarzynie przyznaje milion złotych zadośćuczynienia plus odsetki i 800 zł dożywotniej renty.

W piątek, 24 maja, wysyłamy do Marka Lisińskiego mail z prośbą o potwierdzenie hospitalizacji.

Po trzecie, autorki wprowadzają do artykułu obszerne cytaty z korespondencji pomiędzy Markiem Lisińskim a poszkodowaną. Zamiast parafrazy ich treści, przytoczone zostały autentyczne SMS-y wysyłane przez bohatera artykułu, co zwiększa rzetelność, ale także emocjonalny wydźwięk materiału:

„Hej Mała, nie wiem jak mam to napisać, (…). Trudno, walę prosto z mostu, bo tak chyba najlepiej. Prawda? Od kilku miesięcy leczę się na raka trzustki i pojawiła się szansa na nowatorską operację metodą NanoKnife. Jest bardzo droga. Zebrałem już większą połowę, brakuje mi 30 tysięcy. (…)”

Po czwarte, dobre śledztwo dziennikarskie można poznać po tym, że nie tylko opisuje problem, ale jest także przyczyną interwencji i śledzi ich konsekwencje. W tym przypadku dziennikarski opublikowały pod materiałem oświadczenie, zgodnie z którym na wniosek Rady Fundacji „Nie Lękajcie się” Prezes Zarządu Marek Lisiński podał się do dymisji.

Jedyne zastrzeżenie może dotyczyć tytułu materiału, który brzmi następująco: „Marek Lisiński, szef fundacji Nie Lękajcie Się, wyciągnął pieniądze od ofiary księdza pedofila”. W artykule natomiast przedstawiony jest szereg niewłaściwych działań i wyłudzeń ze strony Marka Lisińskiego, które nie ograniczają się jedynie do procederu wyciągnięcia pieniędzy od jednej z ofiar, ale obejmują szerszy zakres (np. jednoosobowe zarządzanie finansami w fundacji czy autorytatywny sposób podejmowania decyzji) Ponadto, w materiale przedstawione są sprawy dwóch poszkodowanych, czego tytuł wprost nie wskazuje. Został więc on poddany niepotrzebnej tabloidyzacji, polegającej na sprowadzaniu problemu do jednostkowego przypadku.

Podsumowując:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,5/1

RAZEM: 4,5/5 Gratulujemy!

 

Piotr Szymaniak i Małgorzata Kryszkiewicz o sądownictwie

Piotr Szymaniak i Małgorzata Kryszkiewicz o sądownictwie

Piotr Szymaniak, Małgorzata Kryszkiewicz, „Rekordowa niewydolność polskiego sądownictwa. Skarb Państwa płaci miliony za przedłużające się procesy”, Dziennik Gazeta Prawna, 28.03.2019

 

O złożonej sytuacji w sądownictwie nie jest pisać łatwo, z uwagi na powstałe spory eskalowane w formie protestów, których była przedmiotem. Wobec tematu, który w społeczeństwie (nie tylko środowisku sędziowskim) budzi skrajne emocje nie lada wyzwaniem jest utrzymanie obiektywnej postawy przejawiającej się w przywoływaniu danych liczbowych, rzetelnych źródeł oraz przedstawienie różnych perspektyw omawianej sprawy. Tym razem zadaniu podołali dziennikarze z Dziennika Gazety Prawnej: Małgorzata Kryszkiewicz oraz Piotr Szymaniak. Materiał ich autorstwa (LINK) pod względem rzetelności dziennikarskiej wyróżnia kilka aspektów omówionych poniżej.

Po pierwsze, autorzy opisując działania podejmowane przez władzę publiczną w zakresie omawianego problemu, zachowują neutralne stanowisko. Nie przypisują winy za obecny stan sądownictwa wyłącznie jednej z ekip rządzących. Wskazują za to jednoznacznie, że problem pozostaje aktualny od wielu lat:

Kumulacja bolączek starych, nierozwiązywanych przez kolejne ekipy, i tych zupełnie nowych, wygenerowanych przez obecny rząd sprawiła, że ubiegły rok był wyjątkowo zły dla wymiaru sprawiedliwości.

 

Problem biegłych sądowych, (…) czy wreszcie złe rozwiązania z zakresu procedury cywilnej i karnej. To gros bolączek, z jakimi od wielu już lat musi się borykać polskie sądownictwo.

Nie wydają tym samym werdyktu osądzającego konkretne ugrupowanie, ale przyznając pierwszeństwo istocie podniesionego problemu, oddzielają się od międzypartyjnych przepychanek i retoryki szukania winnych pod drugiej stronie sporu.

Po drugie, w obliczu zaostrzonego konfliktu autorzy udzielają głosu osobom reprezentującym różne środowiska. Stanowiskom opowiadającym się krytycznie wobec działań podejmowanych przez obecny rząd są przeciwstawiane wypowiedzi studzące emocje, które podkreślają wieloetapowość wprowadzania zmian, oraz m.in. wskazują na wyjątki od niekorzystnej sytuacji większości sądów. W celu zachowania bezstronnej pozycji i ukazania wieloaspektowości sprawy dziennikarze zaprezentowali różnorodne opinie na jej temat, unikając narzucania czytelnikowi odpowiedniej interpretacji faktów.

Po trzecie, wszelkie przedstawione w artykule tezy autorzy formułują w oparciu o konkretne dane pochodzące z rzetelnych źródeł:

Tymczasem dane są złe. Jak podaje wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, w zeszłym roku sądy uwzględniły w całości lub w części 2024 skargi na przewlekłość, z czego w 1969 przypadkach przyznały stronie rekompensatę pieniężną. Ogólna kwota odszkodowań wyniosła 5 837 861 zł i była najwyższa od co najmniej ośmiu lat.

 

Z danych resortu sprawiedliwości wynika, że o ile w 2017 r. zakończono ogółem 15,8 mln postępowań, o tyle w zeszłym roku było ich 14,9 mln, a więc niemal o milion mniej.

 

Jak bowiem podaje w odpowiedzi na interpelację jednej z posłanek wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak, sądy w zeszłym roku załatwiły niemal milion spraw mniej niż w 2017.

Bez wątpienia powołanie się na dokładne dane liczbowe i statystyczne zwiększa wiarygodność przekazu i uprawnia autorów do wyciągania określonych wniosków. Nie są one zatem postrzegane jako nieuprawnione subiektywne komentarze dziennikarzy, ale wyniki obiektywnie przeprowadzonych analiz.

Po czwarte, dziennikarze utrzymując dystans jako bezstronni obserwatorzy problemu, nie pozwalają sobie na bezpośrednie komentowanie sprawy, co przesądziłoby o ich stronniczości. Za większością sformułowanych tez stoją obiektywne dane i przykłady, jak w zdaniu:

O tym, że w sądownictwie jest coraz gorzej, mówi się od dawna. Teraz potwierdzają to dane zawarte w sprawozdaniach składanych właśnie przez prezesów sądów.

 

Tymczasem wprowadza się rozwiązania, które jeszcze utrudniają im pracę. Tak było ostatnio np. w sądach odwoławczych, które najpierw zostały objęte losowym przydziałem spraw, a od niedawna – systemem losowania składów orzekających.

Cytowany materiał dziennikarski zasługuje na wyróżnienie z jeszcze jednego, może najważniejszego, powodu spełni kryteria dziennikarskiej misyjności. Nie podsyca sporu używając emocjonalnie nacechowanego języka, ale na pierwszym planie ukazuje problem, a przede wszystkim – potrzebę zmian.

Podsumowanie i ocena*:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,75/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

SUMA: 4,75/5 Blisko ideału!

Karolina Lewestam o karcie LGBT+

Karolina Lewestam o karcie LGBT+

Karolina Lewestam, „Jak gej z konserwatystą, czyli argumenty przeciwko karcie LGBT+”, Dziennik Gazeta Prawna z dnia 15 marca 2019 r.

Chcielibyśmy przedstawić Państwu już drugi artykuł na naszej stronie, który pozwoliliśmy sobie „prześwietlić” pod kątem rzetelności oraz bezstronności. Tym razem wzięliśmy pod lupę felietonistkę – Karolinę Lewestam. Porusza ona dość gorący temat, wzbudzający duże kontrowersje w przestrzeni publicznej, a mianowicie mowa o podpisanej przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego Deklaracji LGBT+. Artykuł można znaleźć TUTAJ, a w naszej opinii zasługuje on na uznanie ze względu na kilka kwestii.

Pierwsze na co warto zwrócić uwagę to tytuł, który z kolei można podzielić na dwie części i rozpatrywać je osobno. Pierwsza, czyli „ jak gej z konserwatystą (…)”, naszym zdaniem ma na celu przyciągnąć uwagę czytelnika, ponieważ w kojarzy się z przysłowiem „żyć jak pies z kotem” co oznacza pozostawanie w niezgodzie tudzież kłótni. Z tego powodu możemy domniemać, iż artykuł będzie skupiał się na pewnym konflikcie, ale jak się później okazuje, autorka nie uskutecznia takiej wojny na argumenty, wręcz przeciwnie. Druga część tytułu, „(…) argumenty przeciwko karcie LGBT+”, mogłaby sugerować nam jakie stanowisko będzie zajmować autorka, ale i tutaj dziennikarka wodzi nas za nos. Czytając dalej artykuł, felietonistka w dość wyraźny sposób pokazuje, że jej stanowisko jest zupełnie odmienne i raczej należy ona do zwolenników nowopowstałej Deklaracji LGBT+, a pomimo tego skupia się ona na przytaczaniu argumentów sprzecznych z jej poglądem. Dzięki takim zabiegom autorka udowadnia swój obiektywizm.

Po drugie, autorka swoją otwartość i obiektywne spojrzenie pokazuje również poprzez krytykę sposobu w jaki obecnie prowadzą dialog lewica z prawicą. Dziennikarka pokazuje, że w tej „politycznej wojnie” nikt nie pozostaje bez winy, bo obie strony w debacie publicznej przerzucają się argumentami, jedni mówią o „deprawującej mocy tęczowej Europy”, a drudzy „to o okrucieństwie, to o zaścianku”. Felietonistka stara również wychylić się z tłumu zwolenników i otwarcie powiedzieć, że nawet przy swoim pozytywnym nastawieniu do Deklaracji LGBT+, jest przekonana, że istnieją racjonalne jednostki z realnymi argumentami, posiadające odmienne zdanie na ten temat. Zresztą ona sama pisze:

dlatego proponuję takie oto intelektualne ćwiczenie: załóżmy, że istnieją antydeklaracjoniści dobrej wiary. I zastanówmy się, dlaczego Deklaracja LGBT+ wzbudza takie emocje?

Jest to wyraźna zachęta dla czytelnika, aby spróbować spojrzeć „na ich argumenty poważnie, bo tak naprawdę jesteśmy to winni sobie nawzajem (…)”.

Po trzecie, felietonistka bardzo często odwołuje się do pragmatyzmu oraz faktycznego stanu rzeczy. Odsuwa ona na bok emocje, które targają obiema stronami sporu, a powołuje się na chłodną obserwację i przykładowo pisze:

i ja, i mój znajomy gej mamy prawo do edukacji, ale tylko jego pobito i w szkole podstawowej, i w liceum, mnie tej wątpliwej rozrywki w placówkach szkolnych oszczędzono

Zaobserwować można, że swój światopogląd opiera niejako na empiryzmie, czego dowodem są słowa:

ale progresywizm zdroworozsądkowy, którego ja jestem wyznawcą, tak łatwo podejść się nie da i będzie dążył do tego, by mierzyć odsetek prób samobójczych młodzieży, anomię czy poziom szczęścia, by stwierdzić, która kultura jest preferowalna ze względu na utylitarystyczny ideał unikania cierpienia

Takie naukowo-badawcze podejście dziennikarza do tematu sprawia, że prezentowane przez niego treści są bardziej rzetelne oraz wiarygodne.

Nie łatwo jest napisać dobry artykuł w sposób obiektywny, jednocześnie nie wyzbywając się własnego zdania oraz myślenia krytycznego, ale również i tym razem się nie zawiedliśmy. Oczywiście są kwestie, na które moglibyśmy zwrócić uwagę. Dość mocny styl pisania, jaki zastosowała Karolina Lewestam, może stanowić już problem dla niektórych osób o odmiennych poglądach, przykładowo:

piątka Kaczyńskiego nie podniosła sondaży w oczekiwanym stopniu i trzeba znaleźć wroga, na przykład geja transseksualistę, wiozącego na wytatuowanym w jednorożce grzbiecie odziane w skórzane spodnie i masturbujące się z polecenia Unii dziecko Angeli Merkel i Fukuyamy – i poszczuć na niego chętny tłum

Także tytuł, pomimo tego, że naprawdę ciekawy, może być on opacznie odebrany przez czytelnika, który nie zagłębi się w dalszą część artykułu, przez co traci wtedy on swój sens i lekko podchwytliwy (przez co atrakcyjny) charakter.

Podsumowanie i ocena*:

kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 0,6/1
kryterium zasadności tytułu: 0,75/1

SUMA: 4,35/5 Naprawdę ładna nota, gratulujemy!