Mariusz Zielke o pedofilii w show biznesie

Mariusz Zielke o pedofilii w show biznesie

Mariusz Zielke w interesie społecznym, o pedofilii w polskim show biznesie, sprawa Krzysztofa Sadowskiego

 

Śmiemy przypuszczać, że dzisiejszy artykuł na naszym portalu będzie wyjątkowy. Nie przyjmie on bowiem dotychczasowej formy, zgodnie z którą wskazujemy pozytywne cechy konkretnego materiału dziennikarskiego i oceniamy go według przyjętych wcześniej kryteriów. Sprawa jest bowiem znacznie poważniejsza i dotyczy niezasłużonego cierpienia wielu niewinnych osób przez dziesięciolecia. Dzisiaj – na podstawie konkretnego przypadku – zastanowimy się nad tym czym w istocie jest dobre dziennikarstwo.

Czy takim mianem – dobrego dziennikarstwa – można określić kilkunastomiesięczne śledztwo i zdobywanie informacji w bulwersującej sprawie? Czy na takie miano zasługują działania mające na celu zainteresowanie głównych polskich mediów skandalem wymagającym natychmiastowego ujawnienia? Czy dobrym dziennikarstwem można w końcu nazwać przerwanie zmowy milczenia i heroiczną wręcz próbę nagłośnienia sprawy na własną rękę, podczas gdy wszystkie duże media nie wykazują sprawą zainteresowania? Chyba każdy Czytelnik odpowie na powyższe pytania twierdząco. Celem zdemaskowania skandalicznych zachowań i pilnie strzeżonej tajemnicy, Mariusz Zielke, o którym tutaj mowa, powrócił do porzuconego kilka lat temu zawodu dziennikarza i od kilku tygodni upowszechnia wiadomości dotyczące sprawy pedofilii Krzysztofa Sadowskiego – znanego muzyka, jazzmana, człowieka wielu znajomości i kontaktów, współtwórcy fundacji Tęcza oraz znanego w latach 90’ programu „Tęczowy Music Box”, przez które przewinęły się setki, a może nawet tysiące dzieci mających nadzieję na rozwinięcie swoich pasji i talentów. Nie zdawały sobie jednak sprawy z brutalnej pułapki, która na nich czyhała…

Zacznijmy od początku. 4 sierpnia na swoim prywatnym profilu Mariusz Zielke publikuje post:


Pod udostępnionymi wpisami niejednokrotnie pojawia się bezpośrednie pytanie: „O kogo chodzi?”, dziennikarz jednak nie podaje nazwiska ponieważ ma nadzieję, że zgłosi się do niego więcej ofiar i będzie w stanie zweryfikować wcześniej zgromadzone oskarżenia i dowody. Podejmuje się ogromnej pracy dziennikarskiej dokonując dalszych ustaleń w sprawie, gdyż po 4. sierpnia zgłasza się do niego coraz więcej osób z nowymi informacjami. Wśród nich są także kolejne ofiary pedofila. Liczba doniesień i indywidualnych historii sprawia, że Zielke nie ma już wątpliwości i postanawia ujawnić nazwisko oprawcy. Jak sam pisze „relacji jest zbyt wiele, żeby były nieprawdziwe”. Kontaktuje się także z żoną Sadowskiego – Panią Lilianną, gdyż jej mąż jest człowiekiem chorym i przebywa w szpitalu. Spotyka się ze ścianą zaprzeczenia, jednak mimo to chce dać możliwość wypowiedzenia się oprawcy. Jak sam deklaruje jest w stanie w każdej chwili się spotkać i wysłuchać jego wersji wydarzeń.

Nie mając za plecami żadnego dużego medium Mariusz Zielkie, świadomy wiążącej się z tym odpowiedzialności, publikuje na portalu Salon24 oraz na niszowych blogach (m.in. winteresiespolecznym.pl) relacje ofiar, dzisiaj już dorosłych kobiet i mężczyzn. Próbuje pociągnąć za każdy możliwy sznurek aby nagłośnić sprawę i wszystkie jej szczegóły. Można przypuszczać, że dziennikarz nie pozwoliłby sobie na to nie mając wystarczających dowodów. Ręczy za to swoim całym autorytetem, a przypomnijmy jest laureatem nagrody Grand Press z roku 2005 w kategorii „Dziennikarstwo śledcze”. Jego późniejsze odejście z zawodu, to temat na osobną historię. W omawianej sprawie jednak bardzo istotna jest również motywacja samego Mariusza Zielke:

To są niezwykle trudne sprawy, wychodzą zwykle po wielu latach, są przedawnione karnie, nie mam prawa żądać od nikogo przechodzenia przez tę traumę po raz drugi. W interesie społecznym jest jednak ujawnienie faktów, żeby chronić potencjalne ofiary (nie tylko tego sprawcy). Musimy rozmawiać o tym, jakie procedury pracy z dziećmi wprowadzić, by uchronić je od molestowania. Konieczne jest także zniesienie przedawnienia przestępstw pedofilii, bo one zawsze wychodzą po wielu latach.

Na początku główne media (w tym całodobowe telewizje informacyjne) ignorują temat, zupełnie inaczej niż w przypadku niedawnego głośnego filmu Tomasza Sekielskiego o pedofilii w kościele. Wielu „kolegów po fachu” krytykuje Zielkego za stosowanie niestandardowych metod. Temat nagłaśnia jedynie portal Wirtualna Polska. Po kilku tygodniach, dziesiątkach wpisów i wielu heroicznych działaniach jednego człowieka widać, że kolejne media nie mają już wyboru. Pojawiają się materiały w głównych stacjach telewizyjnych (Polsat News, TVP Info) i dużych portalach internetowych. Sprawa jednak nie ujrzałaby światła dziennego gdyby nie gigantyczny wysiłek jednego człowieka, którego na naszym portalu niniejszym wpisem chcemy docenić. Mariusz Zielkie – gratulujemy wytrwałości i heroizmu w imię wyższych wartości.

Temat ten będziemy jako Instytut Dyskursu i Dialogu podejmować jeszcze wielokrotnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że sprawa Sadowskiego to tylko wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o pedofilię w polskim show biznesie, w którym opisywana sprawa była tzw. tajemnicą Poliszynela: wszyscy wiedzieli, ale nikt nie reagował. Póki co, Mariusz Zielke prowadzi zbiórkę w celu nakręcenia głośnego filmu na ten temat. Obiecuje, że ujawnionych zostanie mnóstwo szokujących informacji, które nie spodobają się wielu osobom ze świecznika. Polecamy wsparcie tej inicjatywy i sami się do niej dorzucamy!

Agnieszka Kwiatkowska o Szczycie Bałkanów Zach.

Agnieszka Kwiatkowska o Szczycie Bałkanów Zach.

Agnieszka Kwiatkowska, „Najważniejsi europejscy przywódcy w Poznaniu. Prezydent Duda: Bałkany Zachodnie nie mogą brać udziału w biegu, w którym nie widać mety”, Gazeta Wyborcza Poznań z dnia 5 lipca 2019 

Portal Dobrzy Dziennikarze powstał po to aby doceniać przykłady rzetelnego dziennikarstwa nie tylko w ogólnopolskich wydaniach mediów, ale również na szczeblu lokalnym, szczególnie gdy – tak jak widać poniżej – analizowany materiał podejmuje istotne politycznie tematy. Postanowiliśmy wyróżnić artykuł Agnieszki Kwiatkowskiej z kilku powodów.

Po pierwsze, materiał ma zdecydowanie charakter informacyjny. Odpowiada w sposób wyczerpujący na podstawowe pytania, które każdy rzetelny artykuł zawierający informacje powinien zawierać tj. Kto? Co? Gdzie? Kiedy? Jak? Dlaczego? Autorka relacjonuje wydarzenia w sposób bezstronny, nie formułując w tekście ocen lub komentarzy. W warstwie informacyjnej powstrzymuje się również od uszczypliwości bądź ocennych przymiotników.

Po drugie, artykuł w większości składa się z wypowiedzi Prezydenta Andrzeja Dudy i Premiera Mateusza Morawieckiego oraz parafraz ich słów. Świadczy to o rzetelnym przytaczaniu słów oraz dokładności pracy dziennikarki. Realizowana w ten sposób jest również zasada prawdy, zgodnie z którą wydarzenia powinny być relacjonowane bez zniekształceń.

Podkreślał, że Polska była i będzie orędownikiem rozszerzania Unii Europejskiej. – Bałkany to integralna część Europy. (…) Mówię to świadomie, jako prezydent kraju, który korzysta z unijnych środków i w przyszłości będzie musiał się tymi środkami podzielić z nowymi członkami – podkreślał prezydent.

Po trzecie, autorka wyjaśnia kontekst polityczny niektórych wypowiedzi, co jest dowodem na dbałość o dobro odbiorcy. W ten sposób dziennikarka ułatwia czytelnikom zrozumienie doniosłości niektórych wypowiedzi.

Odniósł się również do decyzji o odsunięciu rozpoczęcia rozmów negocjacyjnych między Unią a Macedonią Północną i Albanią, mimo że kraje te spełniły postawione wcześniej przez wspólnotę warunki, m.in. przeprowadziły reformy sądownictwa, a Macedonia Północna zdecydowała się na zmianę nazwy, by unormować stosunki z Grecją.

Po czwarte, dziennikarka w pełni respektuje zasady dotyczące tytułowania polskich wyższych urzędników państwowych. Niejednokrotnie bowiem zdarza się w przekazach medialnych, że celem obniżenia rangi danej osoby przedstawia się ją po raz pierwszy wyłącznie z nazwiska bądź bez użycia odpowiedniego tytułu (szczegóły w opracowanym przez nas raporcie – https://bit.ly/2UDpit2). W omawianym tekście jednak tego rodzaju uchybienia nie mają miejsca.

Pewne wątpliwości budzi w nas jedynie sposób sformułowania tytułu. Jest on pewnego rodzaju niedopowiedzeniem, które bez kontekstu (który naturalnie pojawia się później, w treści artykułu) może prowadzić do nieuprawnionych wniosków. Bałkany Zachodnie nie mogą brać udziału w biegu, w którym nie widać mety – stwierdzenie to nie jest jednoznaczne i równie dobrze może świadczyć o nieprzychylnym nastawieniu (odnośnie wstąpienia Bałkan Zachodnich do Unii) Andrzeja Dudy, co nie jest zgodne z prawdą.

Podsumowując:

kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,5/1

Andrzej Stankiewicz o wynikach wyborów do PE

Andrzej Stankiewicz o wynikach wyborów do PE

Andrzej Stankiewicz, „Hegemon Jarosław Kaczyński [ANALIZA]”, Onet.pl z dnia 27 maja 2019 

 

Kampania przedwyborcza to czas emocji, ale dopiero ogłoszenie sondaży to moment, w których sięgają one zenitu. Wobec pojawiających się w sieci powyborczych komentarzy i analiz trudno oczekiwać wyważonego tonu czy rzeczowych argumentów. A jednak! Nam udało się taki głos w debacie odnaleźć. Mowa o artykule Andrzeja Stankiewicza na Onecie, który możecie przeczytać tutaj. Chcieliśmy go docenić z kilku powodów:

Po pierwsze, autor przeprowadził wieloaspektową analizę czynników, które – jego zdaniem – miały wpływ na zwycięstwo PiS. Nie poprzestaje na ogólnikowych, powtarzanych przez wielu przyczynach dotyczących świadczeń socjalnych. Pisze wprost „Pieniądze to nie wszystko”.

Kaczyński świetnie też grał na emocjach, głównie na strachu i supozycjach. Strasząc elektorat konserwatywny — LGBT, uboższych — przyjęciem euro (czyli jego zdaniem „drożyzną”), a wszystkich odebraniem 500 plus w razie zmiany władzy. Lider PiS, choć nigdy nie żył życiem przeciętnego Polaka, potrafił się obsadzić w roli obrońcy interesów przeciętnego wyborcy — i tych socjalnych, i tych kulturowych.

Po drugie, jak na rzetelną analizę przystało dziennikarz opisuje sytuację powyborczą każdego większego ugrupowania startującego w wyborach: PiS, KE, Konfederacji oraz Wiosny. Znaczną uwagę poświęca przyczynom przegranej KE. Konsekwencje tak ukształtowanych wyników wyborczych opisuje w sposób bezstronny. Zwraca uwagi na szanse, ale i także zagrożenia stojące na drodze poszczególnych komitetów np.:

Taki rezultat daje jednak koalicjantom pewne nadzieje na zwycięstwo z PiS w jesiennych wyborach parlamentarnych. Oczywiście, o ile KE przetrwa.

(O Robercie Biedroniu) Albo wystartuje do Sejmu samodzielnie, ryzykując, że nie przekroczy progu wyborczego, albo wynegocjuje sowity pakiet na liście Koalicji Europejskiej.

Po trzecie, dziennikarz dokonuje analizy porównawczej przywołując wyniki wyborów z poprzednich lat:

Spójrzmy też prawdzie w oczy — wcześniejsze, samodzielne wyniki PO, SLD, PSL i Nowoczesnej w wyborach w ciągu ostatnich lat są wyraźnie lepsze od ich zsumowanego rezultatu w Koalicji Europejskiej. Zazwyczaj dodane pojedyncze wyniki tych partii oscylowały wokół 44-48 proc., teraz razem w Koalicji Europejskiej wypadają zdecydowanie poniżej 40 proc.

Podobny zabieg został zastosowany przez dziennikarza w celu ukazania niewielkiej skali zwycięstwa, które ogłosił po wyborach Robert Biedroń:

Ale Biedroń — choć ogłosił się człowiekiem sukcesu — wielkiego sukcesu nie odniósł. Trochę ponad 6 proc. poparcia dla nowego ugrupowania to ma być dużo? A Janusz Palikot i jego 10 proc. w 2011 r.? A Paweł Kukiz ze swymi niemal 9 proc. w 2015 r.? A Ryszard Petru z nieomal 8 proc. także w 2015?

Należy jednak zwrócić uwagę, że dziennikarz posłużył się nieprecyzyjnym przekazem pisząc, że:

Lider PiS, choć nigdy nie żył życiem przeciętnego Polaka, potrafił się obsadzić w roli obrońcy interesów przeciętnego wyborcy — i tych socjalnych, i tych kulturowych.

Trudno się w pełni zgodzić ze stwierdzeniem, że Jarosław Kaczyński np. w okresie kiedy był studentem nie żył życiem przeciętnego Polaka. Jest to, w pewnym stopniu, uproszczenie, które nie powinno się w artykule pojawić. Tym niemniej, gratulujemy wielkiej przenikliwości!

Podsumowując:

kryterium prawdy: 0,5/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

SUMA: 4,5/5

Bracia Sekielscy o pedofilii w kościele

Bracia Sekielscy o pedofilii w kościele

Tomasz Sekielski, Marek Sekielski, „Tylko nie mów nikomu”

Opublikowany w ostatnią sobotę film braci Sekielskich wywołał burzliwą dyskusję w debacie publicznej. Wobec wstrząsających treści, które prezentuje nie można było pozostać wobec niego obojętnym. Z uwagi na skalę jego oglądalności i siłę oddziaływania (szczególnie w zakresie opiniotwórczym) postanowiliśmy poddać ww. materiał analizie pod kątem rzetelności dziennikarskiej. Niezależnie od poniżej zamieszczonych uwag należy oddać wieli szacunek autorom – braciom Tomaszowi i Markowi Sekielskim – za ogrom wykonanej pracy i niezależność finansowania tej produkcji.

Dokument przedstawia historie ośmiu osób, które były ofiarami wykorzystywania seksualnego przez księży w wieku dziecięcym/młodzieńczym, z czego sześć występuje bezpośrednio przed kamerą (dwie osoby zachowały anonimowość), a relacje dwóch pozostałych ofiar poznajemy z niepodpisanych listów. Oprócz bezpośrednich relacji bohaterów pojawiają się także wzmianki o ministrancie z miejscowości Mszano i niezidentyfikowanym bliżej chłopcu (jego historia została przekazana przez ojca), którzy prawdopodobnie również doświadczyli molestowania seksualnego ze strony księdza. Film ukazuje także 10 sylwetek księży – podejrzanych, oskarżonych lub skazanych za wykorzystywanie seksualne nieletnich.

W podejmowaniu kontrowersyjnych tematów jednym z częstych zarzutów bywa jednostronność twórcy materiału, która niejednokrotnie przejawia się w przedstawieniu stanowisk wyłącznie jednej strony sporu. Tutaj zjawisko to nie występuje. Niezwykle ważnym elementem filmu, wpływającym znacznie na jego rzetelność, są przeprowadzone trzy konfrontacje pomiędzy ofiarami a sprawcami, czyli księżmi: Janem A., Franciszkiem Cybulą i Andrzejem Srebrzyńskim, podczas których to oskarżonym zostaje udzielony głos, dzięki czemu możemy poznać także ich perspektywę. Na samym końcu materiału możemy zobaczyć listę osób, które odmówiły lub nie odpowiedziały na prośbę udziału w filmie oraz list biura prasowego Konferencji Episkopatu Polski wyrażający skorzystanie z prawa do niekomentowania materiału. Abstrahując od oceny działań aparatu kościelnego należy wskazać, że próba udzielenia im głosu została podjęta.

Wśród osób komentujących w filmie przedstawiony problem można znaleźć przedstawicieli różnych środowisk: dziennikarskich, prawniczych, psychologicznych oraz uniwersyteckich. Należy jednak podkreślić, że najczęściej mamy do czynienia z jedną osobą reprezentująca dane środowisko, np. prof. Stanisław Obirek jako przedstawiciel akademickich kręgów. Ponadto, prawnik Artur Nowak – człowiek bezpośrednio zaangażowany w działania podjęte w ramach nagrywania filmu – jest również przedstawiony jako jedna z ofiar. Wątpliwości mogą się pojawić w kwestii braku komentarza niezależnego, zewnętrznego psychologa, gdyż pojawia się jedynie opinia psycholog Małgorzaty Szewczyk-Nowak (żony wcześniej wspomnianego Artura Nowaka) – osoby bezpośrednio zaangażowanej w sprawę. Wydaje się, że jeśli twórcy materiału postanowiliśmy wprowadzić eksperckie komentarze psychologa, to powinni postarać się aby nie była to osoba z najbliższego otoczenia jednej z ofiar.

Na uznanie zasługuje ogrom pracy włożonej w produkcję tego filmu: nie tylko dziennikarskiej, ale również organizacyjnej. Widzimy w filmie podróże po całej Polsce aby przeprowadzić osobiście istotne dla materiału wywiady, które niejednokrotnie kończą się na zamkniętych drzwiach. Dla potwierdzenia relacji ofiar twórcy materiały zbierają dodatkowe dowody w postaci obszernej dokumentacji oraz wypowiedzi osób zaangażowanych w opisywaną sprawę.

W debacie publicznej pojawiają się głosy powątpiewające w rzetelność twórców materiału. Po pierwsze, podnosi się iż, niektórzy przedstawieni w materiale księża to byli agenci Służb Bezpieczeństwa, co mogło wpłynąć na uniknięcie przez nich odpowiedzialności. Po drugie, zwraca się uwagę na to, że niektóre osoby z różnych przyczyn nie zostały poproszone o komentarz i udział w filmie, mimo iż pełniły wobec oskarżonych nadrzędne stanowiska kościelne w okresie kiedy prawdopodobnie dochodziło do czynów zabronionych. Warto by było dowiedzieć się od twórców filmu dlaczego tak się stało.

Bez względu na powyższe, jedno jest pewne, materiał należy zobaczyć aby móc samemu ukształtować sobie opinię. Problem, który został podjęty przez braci Sekielskich nie powinien być w debacie publicznej bagatelizowany. Rzetelna dyskusja na ten temat jest niezbędna, dlatego z całą pewnością będziemy do niego wracać na niniejszych łamach.

Z uwagi na specyfikę materiału i jego szczególny wydźwięk wyjątkowo nie podsumujemy go tradycyjnym dla naszego portalu przyznawaniem punktów. 

Janusz Schwertner o zarzutach wobec szefa Sante

Janusz Schwertner o zarzutach wobec szefa Sante

Janusz Schwertner, „Imperator A.K. Opowieść o polskim Carringtonie”, www.onet.pl, 18.04.2019 r.

 

W kwietniu, na łamach portalu Onet, pojawił się kolejny reportaż śledczy Janusza Schwertnera o mobbingu w miejscu pracy. Poprzednia publikacja tego dziennikarza, którą możecie przeczytać tutaj, wywołała duże kontrowersje oraz sprowokowała śledztwo prokuratorskie. Pokazała również, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na autorach tego typu tekstów, od których wymaga się szczególnej staranności i dbałości o rzetelne przedstawianie różnych argumentów. Czy nowy reportaż Janusza Schwertnera, na temat rzekomych przewinień właściciela firmy Sante (LINK), spełnia te standardy?

Po pierwsze, o rzetelności omawianego tekstu świadczy fakt, że bazuje on na wypowiedziach aż dwunastu byłych pracownic i pracowników firmy Sante. Oskarżają oni swojego dawnego szefa, Andrzeja Kowalskiego, o zastraszanie i mobbing. Na potwierdzenie relacji anonimowych świadków, autor reportażu przytacza m.in. słowa byłego dyrektora finansowego Sante:

(…) historie, których pan wysłuchuje od innych osób i które mogą się panu wydawać nierealne, prawdopodobnie wydarzyły się naprawdę. Jeśli chodzi o tę firmę, to jestem w stanie sobie wszystko wyobrazić.

Po drugie, autor tekstu stara się oddzielić cytaty i informacje od prób ich interpretacji. Dopiero w końcowym fragmencie reportażu, zatytułowanym „Błędne koło”, analizuje zebrane relacje i dowody. Czytelnik może do tego czasu samodzielnie wyrobić sobie opinię o całej sprawie. Schwertner nie poprzestaje jednak na tym i konfrontuje własne intuicje z opiniami dwóch psychologów z Uniwersytetu SWPS. Uwiarygadnia w ten sposób stawiane przez siebie diagnozy i unika emocjonalnego wartościowania.
Również sam dobór cytatów i wypowiedzi, wydaje się ukierunkowany nie na atak, ale przede wszystkim na zrozumienie mechanizmów, które kierują działaniami Andrzeja Kowalskiego. Ilość oskarżeń pod jego adresem, jest jednak przytłaczająca. Z drugiej strony Schwertner uczciwie przyznaje również, że:

Jeden z rozmówców poprosił o wstrzemięźliwą ocenę Andrzeja Kowalskiego, bo „każdy medal ma dwie strony”.

Cytatów w jego obronie pojawia się jeszcze kilka. Sprawiają one, że bohater tekstu nie wydaje się jednowymiarowy czy jednoznacznie „godny potępienia”.

Po trzecie, próbując zarysować szerszy kontekst sytuacji, autor sięga także do innych źródeł. Krótko prezentuje chociażby historię powstania firmy Sante oraz medialną sylwetkę Andrzeja Kowalskiego. Omawia również falę negatywnych wpisów na temat Sante, w portalu internetowym www.gowork.pl. Niestety Schwertner nie przywołuje w całości żadnej z tych opinii, a jedynie zbiorczo je podsumowuje stwierdzając, że:

(…) dziwnym trafem są dziesiątki takich wpisów.

Z racji tego, że są to jednak treści ogólnodostępne, każdy czytelnik może zapoznać się z nimi na własną rękę.

Po czwarte, w reportażu oddaje się głos nie tylko oskarżycielom, ale również oskarżonemu. (sam autor wydaje się stać jednak po stronie potencjalnych ofiar). Przykładem tego jest historia, którą przywołuje się jako klamrę we wprowadzeniu i zakończeniu reportażu. Dotyczy ona skandalicznego zachowania, którego miał dopuścić się Andrzej Kowalski wobec jednej z pracownic.
Dla zachowania symetrii, pod koniec artykułu, czytelnik może zapoznać się z tą samą historią, opowiedzianą z perspektywy samego Kowalskiego. Schwertner nieco szerzej prezentuje także jego linię obrony (w reportażu znajdziemy link do autoryzowanego wywiadu z Andrzejem Kowalskim).

Na koniec warto zaznaczyć, że w tekstach, opierających się na cudzych wypowiedziach, warto zwrócić szczególną uwagę na formę, w jakiej zostały podane. Dziennikarz wyraźnie ucieka się do dramatyzacji i sensacyjnego tonu (szczególnie we wprowadzeniu), gdzieniegdzie streszcza pewne fakty (wpisy Kowalskiego na gowork.pl), wyciąga na wierzch chwytliwe sformułowania (np. „Wirus Sante”). Dwoistość głównego bohatera tekstu, zgrabnie oddaje także tytuł: „Imperator A.K. Opowieść o polskim Carringtonie”.
Taka licentia poetica wydaje się jednak dopuszczalna w reportażu, którego głównym zadaniem jest przecież zwrócenie uwagi publiki na istotny problem. W przypadku omawianego tekstu, autor nie pozwala także, by prezentowane fakty zostały przesadnie rozdmuchane przez figury stylistyczne.

Reportaż nie skazuje również Andrzeja Kowalskiego na społeczny ostracyzm. Wskazuje jedynie na bardzo niepokojące sygnały, których wyjaśnieniem zajmie się zapewne Państwowa Inspekcja Pracy. Autor dochowuje tym samym dziennikarskiej rzetelności i staranności, próbując dotrzeć do prawdy, a nie jedynie wymierzyć cios w medialną postać.

Podsumowanie i ocena:

kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,75/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,75/1
SUMA: 4,5/5

Jacek Gądek o strajku nauczycieli

Jacek Gądek o strajku nauczycieli

Jacek Gądek, Nauczyciele przegrywają z PiS-em. I to na własne życzenie ich związków [ANALIZA], Gazeta.pl z dnia 17.04.2019 r. 

 

Trwający od prawie dwóch tygodni strajk nauczycieli wzbudza w społeczeństwie wiele emocji i jest przedmiotem burzliwych dyskusji. Pytanie, z którym ostatnio coraz częściej się spotykamy: „jesteś za strajkiem nauczycieli czy przeciwko?” zdaje się mieć tylko dwie odpowiedzi, z których każda oznacza przynależność do zamkniętego, obwarowanego swoimi argumentami „plemienia”. W obliczu towarzyszących okoliczności o strajku nauczycieli nie jest pisać łatwo, wskazując obiektywne okoliczności. Czy podołał temu zadaniu Jacek Gądek z Gazeta.pl? Jego artykuł można przeczytać tutaj. Zatem sprawdźmy!

Po pierwsze, autor w tekście (a nawet już w tytule) stawia bardzo odważne tezy, które z pozoru mogą wydawać się stronnicze:

Przeciągający się strajk topi i tak już ograniczoną solidarność rodziców z nauczycielami.

 

Termin strajku wybrano źle (…)

 

Media i elity społeczne wojujące z PiS, a wspierające bardziej liberalne pozycje, nie są w stanie istotnie zmienić społecznych odczuć wobec nauczycieli

Jednak każda z nich jest podparta rzeczowymi argumentami, które opierają się na faktach bądź statystykach. Autor nie eksponuje tutaj własnych poglądów czy opinii, ale wykonane przez siebie obserwacje przebiegu strajku przekuwa w konkretne tezy oraz – co istotne – podaje uzasadnienie.

Po drugie, swoją bezstronność autor udowadnia biorąc pod lupę również działania i podejście partii rządzącej. Przedstawienie błędów w zaplanowaniu i przeprowadzeniu strajku nauczycieli mogłoby z pozoru stawiać autora po jednej ze stron konfliktu. Można by oczekiwać, że będzie bronić racji strony rządzącej a nawet gloryfikować jej postawę. Nic bardziej mylnego. Możemy przeczytać:

Zwłaszcza, że PiS w białych rękawiczkach sięgnęło po finansowe ostrze i chce spacyfikować strajkujących głodem.

 

Sposób rozgrywania konfliktu przez obóz władzy jest metodyczny i skuteczny – z punktu widzenia technologii utrzymywania władzy, a nie interesu klientów i pracowników systemu edukacji (uczniów i nauczycieli)

 

Wbrew mantrom powtarzanym przez polityków PiS, partia ta jest silna wobec słabych. Dziś słabymi – w znaczeniu: bezbronnymi – są solidarnie nauczyciele z pasją i ich uczniowie.

Po trzecie, autor nie pozwala sobie na zabranie głosu w meritum sprawy. Nie pisze kto ma rację, a komu jej odmawia. Nie podważa żądań strajkujących nauczycieli, a jedynie wylicza (jak w analizie przystało) błędnie podjęte decyzje dotyczące rozpoczęcia oraz sposobu prowadzenia strajku, a także nieprzychylne towarzyszące okoliczności.

Po czwarte, analiza jest napisana w sposób przystępny, acz niebanalny, autor posługuje się wieloma przykładami i danymi pochodzącymi z różnych źródeł, np. statystykami dotyczącymi poparcia strajku:

Tydzień temu w badaniu Kantar dla „Gazety Wyborczej” 52 proc. ankietowanych popierało strajk, a 43 proc. było przeciwko. Teraz już – to sondaż dla TVN – 49 proc. Polaków nie popiera strajku nauczycieli, z kolei 47 proc. stoi po stronie protestujących pedagogów.

Warto przeczytać i samemu poddać analizie!

Podsumowanie i ocena:
kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 0,75/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,75/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

SUMA: 4,5/5 Brawo!