Anna Mierzyńska o dezinformacji w dobie pandemii

Anna Mierzyńska o dezinformacji w dobie pandemii

Anna Mierzyńska, „SMS-y o „stanie wyjątkowym” nie tylko w Polsce, ale i w Irlandii i USA. Kto chciał wywołać panikę?”, OKO.press, 25 marca 2020

 

W ostatnich latach problem dezinformacji i fake newsów staje się coraz większym problemem w przestrzeni publicznej. W momencie rozprzestrzeniania się COVID-19 mamy do czynienia z plagą fałszywych informacji na jego temat. Z powodu poczucia zagrożenia i niepewności wśród społeczeństwa wszelkie informacje dotyczące koronawirusa rozprzestrzeniają się z dużą prędkością i zasięgiem, a panika będąca ich skutkiem może mieć fatalne konsekwencje. Dlatego też postanowiliśmy opisać materiał Anny Mierzyńskiej, w którym porusza ona kwestie fałszywych wiadomości dotyczących epidemii.

Na początku autorka wprowadza czytelnika w temat prezentując przykłady, szczegółowo opisując treść rozsyłanych informacji, sposób ich dystrybucji oraz mechanizm, który je uwiarygadnia oraz sprawia, że chętnie przesyłane są one dalej.

(…) Prywatna wiadomość rozsyłana w USA, ok. 15 marca 2020: „Chcę Cię poinformować, że w ciągu 48 do 72 godzin prezydent wprowadzi na terytorium USA stan wojenny (…)

 

(…) Wiadomość rozsyłana przez WhatsApp w Irlandii, ok. 15 marca: „O godz. 08.00 (lub w innej wersji – 11.00) premier ogłosi, że w Irlandii zostanie wprowadzony „red emergency” (stan kryzysowy, stan awaryjny) i kraj zostaje na 14 dni zupełnie zamknięty. (…)

 

(…) To nieprawdziwe informacje, ale na początku były trudne do szybkiego zweryfikowania i doskonale pasowały do społecznych emocji. (…)

Po drugie artykuł nie ogranicza się jedynie do wyszczególnienia przypadków dezinformacji w Polsce i państwach szeroko rozumianego zachodu, ale porusza również i dokładnie opisuje przypadki dezinformacji, które miały miejsce na Ukrainie i w Rosji.

Już 2 marca, czyli wcześniej niż w pozostałych krajach, kobiecy głos informował, że władze rosyjskie ukrywają informacje o liczbie zarażonych koronawirusem w Rosji, miało ich być wtedy 20 tysięcy.

 

Prywatne wiadomości okazały się także jedną z podstawowych metod dezinformowania ludzi na Ukrainie. Ukraiński portal fact-checkingowy stopfake.org opisał całą serię fałszywek, rozpowszechnianych mniej więcej w tym samym czasie co opisane wcześniej w Polsce, USA i w Irlandii.

 

W innych fake’ach podawano, że rodzicom, których dzieci zostaną zauważone na ulicy, grozi kara pozbawienia wolności do 5 lat (fałsz).

Artykuł nie informuje nas kto jest sprawcą owej dezinformacji, co w tym przypadku jest jego atutem, ponieważ nie posiadając dowodów pozwalających wskazać winnego, autorka nie wchodzi w dywagacje na temat możliwych twórców fałszywych wiadomości. Ogranicza się natomiast do przytoczenia komentarza Bena Nimno w tej sprawie.

Nie wiemy, kto teraz napisał te teksty. Nie wykluczamy zagranicznej operacji informacyjnej, ale przypomina ona wcześniejszy wiral. Potrzebujemy więcej dowodów.

Po trzecie dziennikarska kieruje również uwagę na szerszy problem związany z wysypem fałszywych informacji dotyczących koronawirusa przywołując w tej sprawie zarówno stanowisko WHO jaki i opisując metody, które wdrażają największe koncerny technologiczne, by ograniczyć ilość fałszywych komunikatów. Zwraca przy tym jednak uwagę, że zagrożenie nie zmniejszyło się, ale jest dystrybułowane poprzez prywatne wiadomości, rozsyłane za pośrednictwem komunikatorów, oraz trochę zapomniane sms-y.

Jako pewne niedociągnięcia można wskazać brak linków do oficjalnych materiałów dementujących przedstawione w treści artykułu fake newsy, by czytelnik mógł się zapoznać z oficjalnym stanowiskiem władz oraz dywagacje na temat tego, czy wiadomości wysyłane w Rosji były na pewno fałszywe, co w pewien sposób nadawało większej wiarygodności viralowi z Rosji.

Podsumowując,

kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 0,9/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,8/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1

Łączna ocena: 4,7/5

Janusz Schwertner o miłości w czasach zarazy

Janusz Schwertner o miłości w czasach zarazy

Janusz Schwertner, „Miłość w czasach zarazy”, Onet.pl z 3 lutego 2020

 

Obiektywne, rzetelne dziennikarstwo jest zjawiskiem niezwykle rzadkim. Tak samo jak trudnym bywa napisanie artykułu, unikając wartościowania i uzewnętrzniania własnym poglądów. Niełatwym jest ocenianie prac dziennikarzy, dotykających treści poruszających, nie pozostawiających człowieka obojętnym jak publikacja zdobywcy statuetki Dobrego Dziennikarza 2019  – Janusza Schwernera. Podjęłyśmy się razem tego zadania, ponieważ uważamy, że treść, taka jak ta, niewątpliwie zasługuje na zwrócenie uwagi czytelnika oraz wyróżnienie jej na tle innych tekstów.

 

Po pierwsze to, co najbardziej rzuca się w oczy to próba stworzenia, czy może bardziej ukazania, historii. Poprzez podzielenie swojego artykułu na okresy, daty – autor stworzył pewien ciąg przyczynowo- skutkowy, dzięki czemu czytając jego publikację nie mamy wrażenia, że przed nami znajduje się sucha relacja zdarzeń.

 

17 kwietnia 2019 r.

Warszawa, stacja Centrum. Kamery monitoringu śledzą każdy ruch pasażerów metra.

Na nagraniu widać, jak chłopak starannie zawiązuje jednego buta, potem drugiego, rozgląda się dookoła, aż w końcu, widząc nadjeżdżający pociąg, spokojnie skacze pod pędzące wagony.

 

Ten zabieg chronologicznego opisania zdarzeń, pozwolił na to, że nie tylko dowiedzieliśmy się „kiedy to wszystko się zaczęło”, ale również łatwiej było nam  zrozumieć sytuacje, w jakiej znaleźli się dwaj nastolatkowie, a także towarzyszące im uczucia. Narracja zastosowana przez autora ożywiła spisane przez niego fakty, dzięki czemu czytelnik zyskuje łatwość większego wyobrażenia sobie znaczenia zdarzeń, a także próbę postawienia się w tej sytuacji.

 

Po drugie, równie dobrym pomysłem dziennikarza było umieszczenie zdjęć w swoim artykule. Oczywistym jest, że zdjęcia te niejednokrotnie pomagały zobrazować treść publikacji i zrozumieć jej powagę. Nagle to, co przeczytaliśmy i mogło wydawać się wręcz niemożliwe, zostało poparte obrazem, które nie pozostawiało żadnych złudzeń.

 

Józefów pod Warszawą. Pościel dobrze pamięta pobyt poprzedniego pacjenta. Jest mocno przepocona, wyraźnie brudna, ale najgorsze wrażenie robią zaschnięte plamy krwi, które nie pozwalają nawet na moment zapomnieć o miejscu, w którym się jest.

 

Innym razem autor dodawał zdjęcie, pochodzące z opisywanego przez niego konkretnego okresu, nie komentując go. Ta cisza – nieokraszenie obrazu opisem, potraktowanie go jako kolejnego dowodu –  jeszcze bardziej porusza czytelnika, dając kolejny dowód poruszającej treści.

 

Po trzecie, niepodważalnym argumentem zachęcającym do przeczytania tego artykułu jest znajomość poruszonej problematyki oraz wiedza twórcy na poruszony przez niego temat, co jest bez wątpliwości oznaką kunsztu dziennikarza.

 

Tymczasem ketrel to silny lek przeznaczony wyłącznie dla dorosłych. Stosuje się go na schizofrenię i w leczeniu choroby afektywnej dwubiegunowej. Podawanie go dzieciom w sposób niekontrolowany – wbrew sugestiom Europejskiej Agencji Medycznej – może przynieść opłakane skutki na całe życie. Człowiek zachowuje się po nich jak robot, ma problemy z koncentracją nawet przy najdrobniejszych czynnościach.

Z kolei stosowanie seronilu można rozważać tylko w przypadku depresji. Wiktor zdiagnozowanej depresji nie miał.

 

Janusz Schwertner, próbując dać pełen obraz opisywanych zdarzeń, skorzystał z możliwości skontakowania się ze specjalistami z obu stron: prokuratorem Jerzym Mierzewskim – prawdziwym ekspertem od zła, który podjął się prowadzenia śledztwa w sprawie śmierci Wiktora, a także z dr Andrzejem Towalskim oraz oddziałem w Józefowie, chociaż w tym przypadku  – Dr Andrzej Towalski odmówił rozmowy z Onetem, oddział w Józefowie nie odpowiedział na nasz e-mail z pytaniami. – możliwość kontaktu została odrzucona.

 

Po czwarte, trzeba przyznać, że pomimo podjęcia tak ciężkiego tematu, jakim powiedzmy sobie wprost  jest samobójstwo nastolatka nieakceptowanego przez środowisko, autor powstrzymał się od wartościowania. Całą historię, której forma nie pozwala czytelnikowi odłożyć jej „na później” –  opisał bardzo obiektywnie i rzeczowo, dzięki czemu zachował szacunek dla Wiktora i Kacpra, a także dla ich rodzin. Takie powstrzymanie się dziennikarza od wyrażania własnych poglądów, daje przestrzeń na refleksję, którą czytelnik może podjąć i samodzielnie w duszy zadać sobie pewne istotne pytania.

 

Jedynym zauważonym przez nas minusem, było powołanie się dziennikarza na badania lub dane, których pochodzenia nie określił. Możemy kilka razy dostrzec posiłkowanie się treścią pewnych badań, choć nie mamy możliwości dowiedzenia ich tytułów, twórców czy dat ich powstania.

 

Badania naukowe wykazały, że podawanie tego leku osobom dorosłym niechorującym na depresję zwiększa ryzyko samobójstwa aż dwukrotnie. 

Dane pokazują, że blisko 70 proc. nastolatków LGBT w Polsce myśli o samobójstwie.

 

Dodatkowym plusem, o którym w naszej ocenie należy wspomnieć jest dostępność publikacji w formie podcastu, który jest udogodnieniem dla wielu czytelników oraz szansą na dotarcie do szerszej gamy odbiorców. Ścieżka dźwiękowa podcastu pogłębia odczucia i pozwala wyobraźni unaocznić problem.

 

Podsumowując, artykuł wzbudził ogromne zainteresowanie wśród mediów społecznościowych, spotkał się z szeroko wypływającymi komentarzami  w sieci. Skala odbioru tego tej publikacji pozwala nam tylko na wysnucie refleksji na temat ogromnego znaczenia poruszonej przez dziennikarza tematyki. Tekst porusza swoją treścią, nie pozostawia obojętnym i stawia wykrzyknik przy sprawie, o której wielu z nas tak naprawdę nie miało pojęcia. Odwołanie się dziennikarza do słowa zarazy w tytule, faktycznie wcześniej pojawiającej się w Polsce w kontekście środowiska LGBT tylko potęguje rozpiętość problemu.  Czapki z głów, dla Janusza Schwertnera, który po raz kolejny udowodnił, że zasługuje na miano Dobrego Dziennikarza. Chcemy Państwa uczulić, że tak neutralne opisanie jakiejkolwiek sytuacji, jest nie lada wyzwaniem, a zdając sobie sprawę z  wagi poruszonego przez dziennikarza tematu, fakt ten zasługuje na jeszcze większe wyróżnienie i podziw.

 

Podsumowanie i ocena: 4,9/5

• kryterium prawdy: 1/1
• kryterium obiektywizmu: 1/1
• kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,9/1
• kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
• kryterium zasadności tytułu: 1/1

Jak OKO.press ujawniło współpracę Wirtualnej Polski z Ministerstwem Sprawiedliwości?

Jak OKO.press ujawniło współpracę Wirtualnej Polski z Ministerstwem Sprawiedliwości?

Jak OKO.press ujawniło współpracę Wirtualnej Polski z Ministerstwem Sprawiedliwości?

 

We współczesnych demokracjach media stały się czwartą władzą, będącą niemal równie silną (a w niektórych okolicznościach być może nawet silniejszą) jak pozostałe trzy. Zarówno władza ustawodawcza, wykonawcza jak i sądownicza wywierają znaczący wpływ na życie ludzi, jednak są też niestety podatne na nadużycia oraz naciski z zewnątrz. Jak się okazuje, to samo dotyczy władzy czwartej – mediów. Ich szczególna pozycja polega nie tylko na kontrolowaniu działań innych władz, ale – jak się okazuje – również na monitorowaniu mediów samych w sobie, na zasadzie obserwowania konkurencyjnych redakcji. Dzisiejszy artykuł będzie prezentacją przykładu takiego działania. Chcemy przedstawić cykl artykułów opublikowanych przez OKO.press, autorstwa głównie Sebastiana Klauzińskiego, ale też Bianki Mikołajewskiej, ujawniający nieprawidłowości mające miejsce w redakcji portalu WirtualnaPolska.pl (dalej WP).

Dziennikarze OKO.press w wyniku przeprowadzonego śledztwa dziennikarskiego ustalili trzy główne uchybienia redakcji WP. Po pierwsze, że w artykułach publikowanych przez WP promowano Zbigniewa Ziobrę, jego ludzi oraz pracę Ministerstwa Sprawiedliwości. Bardzo często teksty-laurki były publikowane pod nazwiskami nieistniejących dziennikarzy – np. Krzysztofa Suwarta. Po drugie, stosowano cenzurę wobec krytycznych artykułów dotyczących resortu sprawiedliwości i samego Zbigniewa Ziobry. Były blokowane, cenzurowane lub usuwane ze strony głównej, co skutkowało wycofaniem się większości dziennikarzy WP z podejmowania ww. tematów. Po trzecie ustalono, że dziennikarze WP byli zobowiązani konsultować ostateczne wersje tekstów z żoną ministra sprawiedliwości, Patrycją Kotecką oraz ludźmi związanymi z resortem. Jako portal propagujący dobre dziennikarstwo wyrażamy sprzeciw wobec tego rodzaju praktyk, które w naszym przekonaniu nie powinny mieć miejsca i zasługują na krytykę.

Teksty autorstwa Sebastiana Klauzińskiego, które składają się na ten cykl, to:
15 stycznia 2020 – Jak Wirtualna Polska promuje Ziobrę. „Łączy nas z Ministerstwem Sprawiedliwości wiele interesów
15 stycznia 2020 – Wirtualna Polska odpowiada na artykuł OKA. Dziennikarze: zarzuty są mocne, a dementi niczego nie dementuje 
22 stycznia 2020 – Ujawniamy skalę promocji resortu Ziobry w Wirtualnej Polsce. Była ogromna 
6 lutego 2020 – Po tekście OKO.press Machała odwołany z funkcji redaktora naczelnego i wiceprezesa Wirtualnej Polski
Ponadto powstał jeszcze jeden tekst:
Bianka Mikołajewska – 22 stycznia 2020 – Resort Ziobry dał nam 3 godziny na usunięcie informacji o reklamach w WP. Bezprawnie i bezpodstawnie 

Po pierwsze, wszystkie powyżej wymienione materiały pokazują ogrom pracy wykonanej przez autorów przy ich powstawaniu. Ten przykład rzetelnego, dobrego dziennikarstwa wymagał wielu godzin poświęconych na rozmowy z byłymi i obecnymi dziennikarzami WP. Autor (tu Sebastian Klauziński) często posługuje się cytatami z swoich rozmówców, co zwiększa wiarygodność artykułu.

Rozmawialiśmy z wieloma byłymi i obecnymi pracownikami Wirtualnej Polski. Wszyscy chcą pozostać anonimowi. Ich relacje przedstawiamy więc w dalszej części artykułu tak, by utrudnić ich identyfikację, nie zmieniając jednak nakreślonego przez nich obrazu.

Ponadto, na dowód wnikliwego śledztwa dziennikarzy OKO.press otrzymujemy listy wymienionych w punktach konkretnych artykułów z nieprawidłowościami, pod zarzutem których staje redakcja WP. Autorzy OKO.press, w formułowaniu swoich zarzutów nie posługują się ogólnikami, a dokładnymi datami i sprawdzonymi danymi, co świadczy o szczegółowo przeprowadzonym śledztwie dziennikarskim. Należy to szczególnie docenić biorąc pod uwagę jego wielowątkowość (cenzurę, promowanie Ministerstwa ale też postać Patrycji Koteckiej).

O czym pisał nieistniejący Suwart?
W listopadzie 2018 przeprowadził wywiad z wiceministrem Romanowskim o Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości, czyli jednostce podlegającej ministerstwu. Romanowski rozwlekle opowiadał o sukcesach jednostki. Pod rozmową zamieszczono długą na tysiąc znaków notkę – sylwetkę wiceministra.
W marcu 2019 – gdy konkursy Funduszu Sprawiedliwości na świadczenie pomocy ofiarom przestępstw wygrywały organizacje bez doświadczenia, zakładane przez ludzi powiązanych z partią Ziobry – Suwart zachwalał, że FS „zdaje egzamin” i że „są pieniądze na ośrodki pomocy”.
W kwietniu, w entuzjastycznym tonie, opisywał jak FS wspiera finansowo szpitale i ochotnicze straże pożarne. Artykuł był kopią notki ze strony ministerstwa (z kosmetycznymi zmianami);
Także w kwietniu na WP i money.pl, Suwart chwalił prokuraturę, która „po tym, jak Ministrem Sprawiedliwości-Prokuratorem Generalnym został Zbigniew Ziobro” „spisała się doskonale” w walce z tzw. lichwiarzami mieszkaniowymi z Trójmiasta, bo „jest konsekwentna i nieubłagana, sięga po wszelkie dostępne możliwości prawne”.
We wrześniu pisał o zainicjowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości i FS kampanii „Trzeźwi na drodze”, cytując obszernie wypowiedzi wiceministra Romanowskiego – że sądy zbyt łagodne dla pijanych kierowców. Do artykułu dołączono wideo z rozmową z Romanowskim.
W październiku 2019 reklamował punkty darmowej pomocy prawnej, działające pod patronatem Ministerstwa Sprawiedliwości. Bohaterem tekstu był Piotr Sak, radny i adwokat z Tarnowa, a także polityk Solidarnej Polski i – wówczas – kandydat do Sejmu z list PiS (artykuł opublikowano 11 dni przed wyborami).

Po trzecie, w swoim artykule Sebastian Klauziński powołuje się na dane firmy Kantar zajmującej się badaniami rynku i opinii. Na pozytywną ocenę zasługuje korzystanie w takiej sytuacji z zewnętrznych źródeł danych. Prezentuje je również za pomocą wykresu, który komentuje, lecz jednocześnie podkreśla ich szacunkowych charakter, udowadniając tym bezstronną postawę.

Jak zaznacza sam Kantar, dane dotyczące wartości reklamy w internecie nie są do końca miarodajne, bo ze względu na stosowane powszechnie różnego rodzaju zniżki, faktyczne koszty są dla reklamodawców dużo niższe, niżby to wynikało z cenników. Na podstawie danych z Kantara nie można więc wyliczyć faktycznej kwoty, jaką dany podmiot zapłacił za reklamę w konkretnym portalu.

Po czwarte, dziennikarze OKO.press niejednokrotnie w tekście przywołują komentarze oraz odpowiedzi podmiotów, wobec których formułowane są oskarżenia. W jednym z artykułów możemy nawet znaleźć pełną odpowiedź rzecznika WP. Pozytywnie należy ocenić próby uzyskania informacji od opisywanych w tekście podmiotów, co pokazuje brak stronniczości autorów i chęć przedstawienia linii obrony bądź chociaż perspektywy drugiej strony. Dziennkarze OKO.press nie ignorują reakcji ze strony redakcji WP czy Ministerstwa Sprawiedliwości, wręcz przeciwnie – zdając sobie sprawę z powagi tematu, na bieżąco o nich informują. Świetnym przykładem jest artykuł Bianki Mikołajewskiej „Resort Ziobry dał nam 3 godziny na usunięcie informacji o reklamach w WP. Bezprawnie i bezpodstawnie”.

Poprosiliśmy Wirtualną Polskę o komentarz (…). Odpowiedział nam rzecznik prasowy WP Michał Siegieda: „Wirtualnej Polski nie łączą żadne »relacje z ośrodkami politycznymi«, poza wynikającymi z wykonywanych sumiennie dziennikarskich obowiązków”. I zapewnia, że dziennikarze WP mogą pisać krytyczne teksty o Ziobrze i ministerstwie.

Kiedy dopytujemy konkretnie o słowa Machały dotyczące relacji biznesowych i „nieszarpania Ziobry za nogawkę”, rzecznik WP odpowiada: „Jeśli Tomasz Machała zachęcał dziennikarzy do przynoszenia tematów o większej wadze, to jest to zgodne z naszą filozofią, że redakcja ma być krytyczna wobec polityków i patrzeć im na ręce”.

Chcieliśmy porozmawiać z samym Machałą, ale – jak powiedział nam Siegieda – wiceprezes WP był na urlopie. Rzecznik poprosił, by pytania wysłać do niego. W odpowiedzi zaprzeczył po kolei wszystkim zarzutom (cała odpowiedź rzecznika Siegiedy – na końcu artykułu).

Na koniec Kotecka ostrzegła nas: „Ze względu na insynuacyjny charakter nadesłanych przez Państwa pytań zastrzegam, że będziemy jako spółka podejmować zdecydowane działania prawne w sytuacji, gdyby ewentualna publikacja godziła w reputację LINK4.

Przedmiotem wątpliwości może mimo wszystko stać się tabloidyzacja niektórych z tytułów materiałów np. „Ujawniamy skalę promocji resortu Ziobry w Wirtualnej Polsce. Była ogromna”. Szczególnie niepokojącym elementem jest użycie sformułowania ocennego i negatywnie nacechowanego („ogromna”), dlatego postanowiliśmy odjąć pół punktu w kryterium oddzielenia informacji od komentarza. Oceniając cykl artykułów OKO.press należy też wytknąć autorom jedną drobną pomyłkę. Otóż wymieniając nazwiska – rzekomo fikcyjnych – autorów WP, obok Krzysztofa Suwarta i Krzysztofa Majora przywołano także błędnie Konrada Wojciechowskiego. Okazało się, że ostatnia z wymienionych osób naprawdę istnieje i pisze artykuły także dla „Gazety Wyborczej” oraz „Dziennika Gazety Prawnej”. O sprawie poinformowały Wirtualne Media w artykule z dnia 27 stycznia 2020 r.  

Podsumowując, warto przeczytać wspomniany cykl artykułów, bo pokazuje on ogromną władzę mediów w dzisiejszej rzeczywistości. Stworzony jest jednak przy pełni świadomości tej władzy przez autorów zachowujących standardy etyki dziennikarskiej.
kryterium prawdy: 0,9/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,5/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 1/1
Łącznie: 4,4/5. Gratulujemy!

Łukasz Warzecha o kandydaturach do TK

Łukasz Warzecha o kandydaturach do TK

Łukasz Warzecha, Czy zaprzysiężenie Piotrowicza i Pawłowicz przez Dudę w czasie kampanii wyborczej może mu zaszkodzić?, Onet.pl z dnia 7.11.2019

 

Wiadomość o zaproponowaniu przez PiS Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz na sędziów Trybunału Konstytucyjnego wzburzyła część opinii publicznej. W ostatnich dniach mogliśmy usłyszeć komentarze: „to tragedia dla TK” (prof. Matczak), „to jest jakaś masakra po prostu!” (prof. Zoll), „kończy się państwo prawa” (R. Tyszkiewicz). W gwarze oburzonych komentarzy niezwykle trudno się usłyszeć te pojedyncze, pełne rozsądku i chłodnej analizy głosy. Przykładem jednego z nich jest artykuł Łukasza Warzechy, który został przez nas wyróżniony z kilku względów.

 

Przede wszystkim, dziennikarz zachowuje bezstronność i niezależność, w sposób obiektywny przedstawia pełen obraz sytuacji – z jednej strony nie dołącza do grona zbulwersowanych komentatorów, z drugiej zaś – przeprowadza analizę sytuacji politycznej z tzw. „metapoziomu”. Nie przyjmuje stanowiska zainteresowanego uczestnika, lecz zewnętrznego obserwatora. Autor przyjmuje podział w rozważaniach nad kandydaturą Elżbiety Chojny-Duch, a pozostałą dwójką kandydatów pisząc „Pawłowicz i Piotrowicz to zupełnie inna historia”. Należy zauważyć, że autor wskazując na kontrowersje związane z ww. kandydaturami opiera się na faktach i nie stosuje bazujących na emocjach komentarzy. Przykładowo:

 

Nad Stanisławem Piotrowiczem z kolei ciąży przede wszystkim jego przeszłość, która – wbrew słowom Ryszarda Terleckiego – nie została dogłębnie wyjaśniona.

 

Po drugie, naszą uwagę zwróciły w tekście stwierdzenia, świadczące o głębokiej świadomości dziennikarza na temat tego jak funkcjonują media i, co ważniejsze, o chęci podzielenia się tą wiedzą z czytelnikiem. Autor wprost pisze o mechanizmach rządzących światem news-ów i demaskuje poniekąd procesy, które służą odpowiedniemu kształtowaniu światopoglądu odbiorców. Artykuł w tym wymiarze posiada również funkcję edukacyjną zważywszy na niski poziom zainteresowania polityką wśród wyborców, na co autor sam zwraca uwagę (99 procent wyborców nie ma pojęcia, kim jest Elżbieta Chojna-Duch ani tym bardziej że występowała przed komisją ds. VAT. O ile w ogóle kojarzą, że taka komisja działała.)

 

Chwilowo natomiast przykryje sprawę nominacji PiS do Trybunału Konstytucyjnego, ta jednak wróci najpóźniej w momencie, gdy przyjdzie czas na zaprzysiężenie nowych członków.

 

Ale sprawa wróci. Wówczas będzie sprzyjać przypomnieniu wyborcom fatalnego początku obecnej prezydentury, czyli nocnego zaprzysięgania sędziów TK, w tym tych wybranych przez PiS prawdopodobnie z naruszeniem prawa.

 

Po trzecie, na uznanie zasługuje praca analityczna dziennikarza, który nie tylko opisuje daną sprawę, ale podejmuje znaczny wysiłek (stawia aż 5 hipotez!) aby zastanowić się dlaczego do takiej sytuacji doszło. Ponadto, mimo, że pod koniec artykułu wybiera kilka najbardziej prawdopodobnych tez, nie udziela nam ostatecznej, jedynej słusznej odpowiedzi. Autor nie wprost zachęca czytelnika aby sam przeanalizował przedstawione hipotezy, dzięki czemu zachowuje cenioną przez nas bezstronność dziennikarską.

 

Podsumowanie i ocena*: 5 

  • kryterium prawdy: 1/1
  • kryterium obiektywizmu: 1/1
  • kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
  • kryterium szacunku i tolerancji: 1
  • kryterium zasadności tytułu: 1/1

 

Andrzej Stankiewicz o wynikach wyborów do Senatu

Andrzej Stankiewicz o wynikach wyborów do Senatu

Andrzej Stankiewicz, „Czy obóz władzy ma rację, skarżąc wyniki do Senatu? Sprawdzamy zarzuty polityków PiS”, onet.pl z 22.10.2019 r.

 

Emocje związane z ostatnimi wyborami parlamentarnymi zdają się już powoli opadać i choć od ogłoszenia wyników mijają właśnie dwa tygodnie to wciąż trwa ożywiona dyskusja wokół wyborów do Senatu. Wszystko za sprawą skargi złożonej do Sądu Najwyższego, w której PiS wnioskuje o ponowne przeliczenia głosów w sześciu okręgach. Z jednej strony można w tym temacie usłyszeć „PiS chce wziąć Senat siłą!”, a z drugiej „Sfałszowane wybory! Będzie ponowne przeliczanie głosów”. Udało nam się jednak znaleźć w tym zgiełku głos dostrzegający różne wymiary tego problemu. Chcemy wyróżnić artykuł Andrzeja Stankiewicza z kilku powodów.

Po pierwsze (i najważniejsze), autor nie zajmuje stanowiska w opisywanej sprawie. Dziennikarz przedstawia temat w oparciu o fakty, zachowując opinie na dla siebie. Aby uniknąć nieścisłości przy parafrazowaniu słów, wprost przytacza cytaty ze wspomnianego wniosku złożonego przez PiS.

Dlatego też PiS domaga się ponownego przeliczenia głosów w Katowicach (okręg nr 75), Koszalinie (nr 100), Grudziądzu (nr 12) i trzech okręgach w Wielkopolsce (nr 92, 95 i 96). PiS złożyło skargę w tej sprawie do Sądu Najwyższego.

 

„Ustalenie, iż część głosów zostało nieprawidłowo uznanych za nieważne, zaś w rzeczywistości powinny być one uznane jako głosy poparcia dla kandydata KW Prawo i Sprawiedliwość decyduje o tym, że najwięcej głosów uzyskał kandydat KW Prawo i Sprawiedliwość” — napisał we wniosku szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski.

Po drugie, dziennikarz nie tylko opisuje ostatnie wydarzenia, ale podejmuje decyzje aby zweryfikować twierdzenia PiS-u, że podczas wyborów w sześciu wymienionych wyżej okręgach senackich padło zaskakująco dużo głosów nieważnych. Wymaga to dokonania odpowiedniej analizy wyników w poszczególnych okręgach i ich porównania jej rezultatów. Ponadto, praca dziennikarska Stankiewicza zasługuje na uznanie, gdyż nie poprzestaje na tym i sprawdza również tezę PiS-u, zgodnie z którą wiele kart w ww. okręgach zostało uznanych za nieważne z powodu dwóch krzyżyków postawionych przy różnych nazwiskach. Autor posługuje się konkretnymi danymi i w logiczny sposób formułuje wynikające z nich wnioski.

Onet postanowił sprawdzić sytuację we wszystkich wspomnianych okręgach. Okazało się, że zaskarżone przez PiS okręgi wcale nie są wyjątkowe, jeśli chodzi o odsetek głosów nieważnych. W skali kraju średnia nieważnych głosów to 2,53 proc. W tej sytuacji wskaźnik ten w Koszalinie (2,44 proc.) jest niższy od przeciętnej. Podobnie jest w Grudziądzu (2,08 proc.) oraz w okręgu nr 92 w Wielkopolsce (1,63 proc).

 

W Katowicach — 34 proc. to podwójne krzyżyki, zaś puste karty — 65 proc. W Koszalinie — 23 proc. wobec 77 proc. W Grudziądzu 28 proc. do 72 proc. We wszystkich zaskarżonych wielkopolskich okręgach jest podobnie. W okręgu nr 92 — 27,6 proc. do 72,4 proc. W okręgu 95 — 23,65 proc. do 76,35 proc. Zaś w okręgu 96 — 27 proc. do 73 proc.

Po trzecie, pozornie skomplikowane statystyki, wyliczenia i analizy punktów procentowych są przedstawione w sposób przejrzysty, a co ważniejszejsze – przystępny i zrozumiały dla przeciętnego odbiorcy. To bardzo ważne ze względu na przekaz, który, mimo, że nie został bezpośrednio sformułowany, płynie z danego artykułu. Autor opierając się wyłącznie na danych statystycznych krok po kroku wykazuje fałszywość twierdzeń, które PiS zawarł we wniosku do Sądu Najwyższego. Przeprowadza symulację sytuacji, w której głosy nieważne są zaliczone na poczet partii rządzącej i udowadnia, że jedynie w jednym okręgu zmieniłoby to wynik wyborów.

Z kolei w okręgu nr 96 zwyciężył Janusz Pęcherz z Koalicji Obywatelskiej. Dostał 72 579 głosów, podczas gdy jego konkurent z PiS Andrzej Wojtyła — 70 993. Głosów z krzyżykami było 1481. Gdyby je wszystkie zaliczyć Wojtyle, miałby ich 72 474, czyli wciąż ponad 100 mniej od kandydata KO.

Jedynym niedociągnięciem, które można zarzucić autorowi to brak wskazania źródła danych, które zostały przedstawione w artykule. Z jednej strony może się wydawać oczywiste, że pochodzą one z publikacji Państwowej Komisji Wyborczej, natomiast dobra praktyka dziennikarska wymaga wskazania źródeł. 

Podsumowując

kryterium prawdy: 0,8/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

W sumie: 4,8/ 5 Gratulujemy tak wysokiego wyniku!

Dominika Sitnicka o ustawie w sprawie edukacji seksualnej

Dominika Sitnicka o ustawie w sprawie edukacji seksualnej

Dominika Sitnicka „PiS zagłosował za ustawą o zakazie edukacji seksualnej. Projekt trafił do komisji sejmowej” OKO.press z 16 października 2019 r.

 

 

Wielokrotnie podkreślaliśmy, jak trudno jest napisać obiektywny i rzetelny tekst, a szczególnie taki, który nawiązuje do delikatnych oraz burzliwych kwestii. Będąc dziennikarzem i podejmując taką tematykę, nie łatwo opisać fakty, odsuwając na bok swoje przekonania i emocje. Z tego powodu chcielibyśmy wyróżnić artykuł Dominiki Sitnickiej , która w sposób bezstronny oraz neutralny porusza dość aktualny temat, jakim są prace nad nowelizacją artykułu 200b Kodeksu Karnego dotyczącego pochwalania i propagowania pedofilii.

 

W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na mnogość zabiegów jakie stosuje autorka, aby zbudować świadomość czytelnika, opartą na faktach, a nie opiniach. Dziennikarka przytacza, z czyjej inicjatywy powstał projekt oraz jak został on uzasadniony, jaki był rozkład głosów za skierowaniem ustawy do dalszych prac, a także umieszcza w swoim artykule elektroniczną wersję tego projektu, dzięki czemu czytelnik ma szansę zapoznać się z jego oryginalną wersją, a nie tą sparafrazowaną przez różne osoby czy portale. To co sprawia, że artykuł staje się jeszcze bardziej rzetelny, to powoływanie się na obecne przepisy prawne, aby wiarygodnie pokazać jak jest oraz co w stosunku do tego ma się zmienić.

Obecnie przepis ten stanowi:

 

Art. 200b. Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. […]

 

Pamiętać trzeba, że zgodnie z polskim prawem osobą małoletnią jest osoba poniżej 18 roku życia. W Polsce uprawiać seks i podejmować czynności seksualna mogą już osoby piętnastoletnie. Dlaczego autorzy projektu chcą karać za pochwalanie czegoś, co jest legalne?

 

Po drugie autorka powołuje się na opinie ekspertów, którymi w tym przypadku była Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton oraz Polskie Towarzystwo Seksuologiczne, ale sama nie ocenia ich wypowiedzi. Nie potwierdza słuszności oświadczeń czy też nie krytykuje ich. Przedstawia je jedynie jako suche fakty, które podlegać mogą subiektywnej ocenie czytelnika. Zasługuje to na pochwałę, bo dzięki takiemu zabiegowi dziennikarka pozwala nam, przekonać się, co na ten temat myślą środowiska, które znają się na temacie, ale jednocześnie nie próbuje nam sprzedawać swojego sposobu patrzenia oraz poglądów.

Głos w sprawie projektu zabrała Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, apelując do parlamentarzystów o natychmiastowe odrzucenie ustawy. „Jako Grupa Ponton mamy stały kontakt z młodymi ludźmi – mówią nam o problemach, troskach, potrzebach, a my ich słuchamy i wspieramy. Możemy zapewnić, że proponowana nowelizacja Kodeksu Karnego zadziała na szkodę najmłodszych Polek i Polaków […]”

 

Do odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu wzywało posłów i posłanki także Polskie Towarzystwo Seksuologiczne: „Ustawa, zmierzając do uniemożliwienia prowadzenia działań z zakresu edukacji seksualnej w Polsce, patologizuje te bardzo potrzebne oddziaływania. […]Co więcej, choć autorzy Ustawy deklarują, że ich celem jest „ochrona dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją”, to skutek ewentualnego zakazu będzie dokładnie przeciwny – wzrośnie zagrożenie przemocą seksualną w Polsce. Stanie się tak, ponieważ edukacja seksualna jest podstawowym działaniem zmniejszającym prawdopodobieństwo stania się zarówno ofiarą, jak i sprawcą przemocy seksualnej”.

 

Po trzecie autorka, aby zobrazować jakie reakcje wzbudzał ten projekt ustawy przed głosowaniem, przytacza opinie różnych polityków, ale nie tylko, bo zwraca również uwagę na tłum, który w czasie pierwszego czytania protestował pod gmachem Sejmu. Wbrew pozorom, powołanie się na tak wiele stron sporu, nie jest czymś często spotykanym w artykułach (zazwyczaj bierze się pod uwagę stanowisko tylko jednej strony, a tutaj mamy aż trzy).

Głos zabrała Joanna Scheuring-Wielgus: „Dlaczego wprowadzanie gniot legislacyjny i ideologiczny? Dlaczego zrównujecie edukację seksualną z pedofilią?”. „Wara od naszych dzieci” – zakończyła swoje przemówieniem posłanka Lewicy.

 

Gęstniejący od 17.30 tłum młodych ludzi pod Sejmem skandował w tym czasie” „Ręce precz od naszych dzieci”.

 

Krzysztof Paszyk (PSL) nie rozumiał sensu protestów: „Dlaczego chcecie zakazywać najskuteczniejszej metody do walki z pedofilią, czyli edukacji seksualnej?”.

 

„Wysoka Izbo, ten projekt nie ma nic wspólnego z ochroną dzieci przed pedofilią” – komentowała Monika Wielichowska z PO. „To nie jest projekt, który dotyczy mnie, Kidawy-Błońskiej, ani Kaczyńskiego. Ten projekt dotyczy was, młodych ludzi!”.

 

Poseł Andrzej Matusiewicz stwierdził, że pomoże on realizować prawa dzieci do „poszanowania godności, wolności od przemocy psychicznej, ochrony jego prywatności i wrażliwości”, a także „prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z przekonaniami”.

 

Co należy do minusów tego artykułu? Na pewno, to co wydaje się być mało istotne i często się o tym zapomina, a jednak jest szalenie ważne- powoływanie się na wyniki badań, nie podając ich źródła.    Jest to dość popularny błąd, który bardzo często nie wynika z próby zatajenia prawdy, tylko z zwykłego zaniedbania lub niedopatrzenia, jednak do naszych obowiązków należy zwracanie uwagi na takie kwestie, aby budować świadomość zarówno dziennikarzy jak i czytelników.

Ponton przypomina także, że zgodnie z badaniami aż 84 proc. Polek i Polaków dostrzega potrzebę przekazywania młodzieży wiedzy o seksualności w szkołach.

Oprócz tego mamy drobne zastrzeżenia co do przykładów grup osób, które może dotknąć nowelizacja ustawy. Z takimi wnioskami, kto będzie karany w myśl nowych przepisów, należy być niezwykle ostrożnym, a przynajmniej na takim etapie, na którym obecnie znajduje się projekt. To w jaki sposób prawa te będą rozumiane i kogo dotkną, będzie leżało w interesie sądu oraz jego interpretacji artykułów w konkretnych przypadkach.

Ale na edukatorach seksualnych może się nie kończyć. W myśl przepisów odpowiedzialny mógłby być ginekolog, który przepisze siedemnastolatce tabletki antykoncepcyjne, czy szkolny psycholog, który powie nastolatkowi, że masturbacja („inna czynność seksualna”) jest czymś zupełnie normalnym.

Pomimo tych drobnych potknięć naszym zdaniem Dominika Sitnicka napisała naprawdę rzetelny oraz obiektywny artykuł, przy czym wykonała ona porządną dziennikarską robotę. Cały czas autorka starała się przekazywać prawdę i tylko prawdę, opierając się w większości przypadków na faktach oraz cytatach. To wpłynęło również na przedstawienie sytuacji w sposób chłodny, trzeźwy, bez zbędnych emocji, co również niezwykle podwyższa wartość tego artykułu.

Podsumowując

kryterium prawdy: 0,5/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

 

W sumie: 4,5/ 5 Gratulujemy tak wysokiego wyniku!