Janusz Schwertner o miłości w czasach zarazy

Janusz Schwertner o miłości w czasach zarazy

Janusz Schwertner, „Miłość w czasach zarazy”, Onet.pl z 3 lutego 2020

 

Obiektywne, rzetelne dziennikarstwo jest zjawiskiem niezwykle rzadkim. Tak samo jak trudnym bywa napisanie artykułu, unikając wartościowania i uzewnętrzniania własnym poglądów. Niełatwym jest ocenianie prac dziennikarzy, dotykających treści poruszających, nie pozostawiających człowieka obojętnym jak publikacja zdobywcy statuetki Dobrego Dziennikarza 2019  – Janusza Schwernera. Podjęłyśmy się razem tego zadania, ponieważ uważamy, że treść, taka jak ta, niewątpliwie zasługuje na zwrócenie uwagi czytelnika oraz wyróżnienie jej na tle innych tekstów.

 

Po pierwsze to, co najbardziej rzuca się w oczy to próba stworzenia, czy może bardziej ukazania, historii. Poprzez podzielenie swojego artykułu na okresy, daty – autor stworzył pewien ciąg przyczynowo- skutkowy, dzięki czemu czytając jego publikację nie mamy wrażenia, że przed nami znajduje się sucha relacja zdarzeń.

 

17 kwietnia 2019 r.

Warszawa, stacja Centrum. Kamery monitoringu śledzą każdy ruch pasażerów metra.

Na nagraniu widać, jak chłopak starannie zawiązuje jednego buta, potem drugiego, rozgląda się dookoła, aż w końcu, widząc nadjeżdżający pociąg, spokojnie skacze pod pędzące wagony.

 

Ten zabieg chronologicznego opisania zdarzeń, pozwolił na to, że nie tylko dowiedzieliśmy się „kiedy to wszystko się zaczęło”, ale również łatwiej było nam  zrozumieć sytuacje, w jakiej znaleźli się dwaj nastolatkowie, a także towarzyszące im uczucia. Narracja zastosowana przez autora ożywiła spisane przez niego fakty, dzięki czemu czytelnik zyskuje łatwość większego wyobrażenia sobie znaczenia zdarzeń, a także próbę postawienia się w tej sytuacji.

 

Po drugie, równie dobrym pomysłem dziennikarza było umieszczenie zdjęć w swoim artykule. Oczywistym jest, że zdjęcia te niejednokrotnie pomagały zobrazować treść publikacji i zrozumieć jej powagę. Nagle to, co przeczytaliśmy i mogło wydawać się wręcz niemożliwe, zostało poparte obrazem, które nie pozostawiało żadnych złudzeń.

 

Józefów pod Warszawą. Pościel dobrze pamięta pobyt poprzedniego pacjenta. Jest mocno przepocona, wyraźnie brudna, ale najgorsze wrażenie robią zaschnięte plamy krwi, które nie pozwalają nawet na moment zapomnieć o miejscu, w którym się jest.

 

Innym razem autor dodawał zdjęcie, pochodzące z opisywanego przez niego konkretnego okresu, nie komentując go. Ta cisza – nieokraszenie obrazu opisem, potraktowanie go jako kolejnego dowodu –  jeszcze bardziej porusza czytelnika, dając kolejny dowód poruszającej treści.

 

Po trzecie, niepodważalnym argumentem zachęcającym do przeczytania tego artykułu jest znajomość poruszonej problematyki oraz wiedza twórcy na poruszony przez niego temat, co jest bez wątpliwości oznaką kunsztu dziennikarza.

 

Tymczasem ketrel to silny lek przeznaczony wyłącznie dla dorosłych. Stosuje się go na schizofrenię i w leczeniu choroby afektywnej dwubiegunowej. Podawanie go dzieciom w sposób niekontrolowany – wbrew sugestiom Europejskiej Agencji Medycznej – może przynieść opłakane skutki na całe życie. Człowiek zachowuje się po nich jak robot, ma problemy z koncentracją nawet przy najdrobniejszych czynnościach.

Z kolei stosowanie seronilu można rozważać tylko w przypadku depresji. Wiktor zdiagnozowanej depresji nie miał.

 

Janusz Schwertner, próbując dać pełen obraz opisywanych zdarzeń, skorzystał z możliwości skontakowania się ze specjalistami z obu stron: prokuratorem Jerzym Mierzewskim – prawdziwym ekspertem od zła, który podjął się prowadzenia śledztwa w sprawie śmierci Wiktora, a także z dr Andrzejem Towalskim oraz oddziałem w Józefowie, chociaż w tym przypadku  – Dr Andrzej Towalski odmówił rozmowy z Onetem, oddział w Józefowie nie odpowiedział na nasz e-mail z pytaniami. – możliwość kontaktu została odrzucona.

 

Po czwarte, trzeba przyznać, że pomimo podjęcia tak ciężkiego tematu, jakim powiedzmy sobie wprost  jest samobójstwo nastolatka nieakceptowanego przez środowisko, autor powstrzymał się od wartościowania. Całą historię, której forma nie pozwala czytelnikowi odłożyć jej „na później” –  opisał bardzo obiektywnie i rzeczowo, dzięki czemu zachował szacunek dla Wiktora i Kacpra, a także dla ich rodzin. Takie powstrzymanie się dziennikarza od wyrażania własnych poglądów, daje przestrzeń na refleksję, którą czytelnik może podjąć i samodzielnie w duszy zadać sobie pewne istotne pytania.

 

Jedynym zauważonym przez nas minusem, było powołanie się dziennikarza na badania lub dane, których pochodzenia nie określił. Możemy kilka razy dostrzec posiłkowanie się treścią pewnych badań, choć nie mamy możliwości dowiedzenia ich tytułów, twórców czy dat ich powstania.

 

Badania naukowe wykazały, że podawanie tego leku osobom dorosłym niechorującym na depresję zwiększa ryzyko samobójstwa aż dwukrotnie. 

Dane pokazują, że blisko 70 proc. nastolatków LGBT w Polsce myśli o samobójstwie.

 

Dodatkowym plusem, o którym w naszej ocenie należy wspomnieć jest dostępność publikacji w formie podcastu, który jest udogodnieniem dla wielu czytelników oraz szansą na dotarcie do szerszej gamy odbiorców. Ścieżka dźwiękowa podcastu pogłębia odczucia i pozwala wyobraźni unaocznić problem.

 

Podsumowując, artykuł wzbudził ogromne zainteresowanie wśród mediów społecznościowych, spotkał się z szeroko wypływającymi komentarzami  w sieci. Skala odbioru tego tej publikacji pozwala nam tylko na wysnucie refleksji na temat ogromnego znaczenia poruszonej przez dziennikarza tematyki. Tekst porusza swoją treścią, nie pozostawia obojętnym i stawia wykrzyknik przy sprawie, o której wielu z nas tak naprawdę nie miało pojęcia. Odwołanie się dziennikarza do słowa zarazy w tytule, faktycznie wcześniej pojawiającej się w Polsce w kontekście środowiska LGBT tylko potęguje rozpiętość problemu.  Czapki z głów, dla Janusza Schwertnera, który po raz kolejny udowodnił, że zasługuje na miano Dobrego Dziennikarza. Chcemy Państwa uczulić, że tak neutralne opisanie jakiejkolwiek sytuacji, jest nie lada wyzwaniem, a zdając sobie sprawę z  wagi poruszonego przez dziennikarza tematu, fakt ten zasługuje na jeszcze większe wyróżnienie i podziw.

 

Podsumowanie i ocena: 4,9/5

• kryterium prawdy: 1/1
• kryterium obiektywizmu: 1/1
• kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 0,9/1
• kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
• kryterium zasadności tytułu: 1/1

Łukasz Warzecha o kandydaturach do TK

Łukasz Warzecha o kandydaturach do TK

Łukasz Warzecha, Czy zaprzysiężenie Piotrowicza i Pawłowicz przez Dudę w czasie kampanii wyborczej może mu zaszkodzić?, Onet.pl z dnia 7.11.2019

 

Wiadomość o zaproponowaniu przez PiS Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz na sędziów Trybunału Konstytucyjnego wzburzyła część opinii publicznej. W ostatnich dniach mogliśmy usłyszeć komentarze: „to tragedia dla TK” (prof. Matczak), „to jest jakaś masakra po prostu!” (prof. Zoll), „kończy się państwo prawa” (R. Tyszkiewicz). W gwarze oburzonych komentarzy niezwykle trudno się usłyszeć te pojedyncze, pełne rozsądku i chłodnej analizy głosy. Przykładem jednego z nich jest artykuł Łukasza Warzechy, który został przez nas wyróżniony z kilku względów.

 

Przede wszystkim, dziennikarz zachowuje bezstronność i niezależność, w sposób obiektywny przedstawia pełen obraz sytuacji – z jednej strony nie dołącza do grona zbulwersowanych komentatorów, z drugiej zaś – przeprowadza analizę sytuacji politycznej z tzw. „metapoziomu”. Nie przyjmuje stanowiska zainteresowanego uczestnika, lecz zewnętrznego obserwatora. Autor przyjmuje podział w rozważaniach nad kandydaturą Elżbiety Chojny-Duch, a pozostałą dwójką kandydatów pisząc „Pawłowicz i Piotrowicz to zupełnie inna historia”. Należy zauważyć, że autor wskazując na kontrowersje związane z ww. kandydaturami opiera się na faktach i nie stosuje bazujących na emocjach komentarzy. Przykładowo:

 

Nad Stanisławem Piotrowiczem z kolei ciąży przede wszystkim jego przeszłość, która – wbrew słowom Ryszarda Terleckiego – nie została dogłębnie wyjaśniona.

 

Po drugie, naszą uwagę zwróciły w tekście stwierdzenia, świadczące o głębokiej świadomości dziennikarza na temat tego jak funkcjonują media i, co ważniejsze, o chęci podzielenia się tą wiedzą z czytelnikiem. Autor wprost pisze o mechanizmach rządzących światem news-ów i demaskuje poniekąd procesy, które służą odpowiedniemu kształtowaniu światopoglądu odbiorców. Artykuł w tym wymiarze posiada również funkcję edukacyjną zważywszy na niski poziom zainteresowania polityką wśród wyborców, na co autor sam zwraca uwagę (99 procent wyborców nie ma pojęcia, kim jest Elżbieta Chojna-Duch ani tym bardziej że występowała przed komisją ds. VAT. O ile w ogóle kojarzą, że taka komisja działała.)

 

Chwilowo natomiast przykryje sprawę nominacji PiS do Trybunału Konstytucyjnego, ta jednak wróci najpóźniej w momencie, gdy przyjdzie czas na zaprzysiężenie nowych członków.

 

Ale sprawa wróci. Wówczas będzie sprzyjać przypomnieniu wyborcom fatalnego początku obecnej prezydentury, czyli nocnego zaprzysięgania sędziów TK, w tym tych wybranych przez PiS prawdopodobnie z naruszeniem prawa.

 

Po trzecie, na uznanie zasługuje praca analityczna dziennikarza, który nie tylko opisuje daną sprawę, ale podejmuje znaczny wysiłek (stawia aż 5 hipotez!) aby zastanowić się dlaczego do takiej sytuacji doszło. Ponadto, mimo, że pod koniec artykułu wybiera kilka najbardziej prawdopodobnych tez, nie udziela nam ostatecznej, jedynej słusznej odpowiedzi. Autor nie wprost zachęca czytelnika aby sam przeanalizował przedstawione hipotezy, dzięki czemu zachowuje cenioną przez nas bezstronność dziennikarską.

 

Podsumowanie i ocena*: 5 

  • kryterium prawdy: 1/1
  • kryterium obiektywizmu: 1/1
  • kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
  • kryterium szacunku i tolerancji: 1
  • kryterium zasadności tytułu: 1/1

 

Andrzej Stankiewicz o wynikach wyborów do Senatu

Andrzej Stankiewicz o wynikach wyborów do Senatu

Andrzej Stankiewicz, „Czy obóz władzy ma rację, skarżąc wyniki do Senatu? Sprawdzamy zarzuty polityków PiS”, onet.pl z 22.10.2019 r.

 

Emocje związane z ostatnimi wyborami parlamentarnymi zdają się już powoli opadać i choć od ogłoszenia wyników mijają właśnie dwa tygodnie to wciąż trwa ożywiona dyskusja wokół wyborów do Senatu. Wszystko za sprawą skargi złożonej do Sądu Najwyższego, w której PiS wnioskuje o ponowne przeliczenia głosów w sześciu okręgach. Z jednej strony można w tym temacie usłyszeć „PiS chce wziąć Senat siłą!”, a z drugiej „Sfałszowane wybory! Będzie ponowne przeliczanie głosów”. Udało nam się jednak znaleźć w tym zgiełku głos dostrzegający różne wymiary tego problemu. Chcemy wyróżnić artykuł Andrzeja Stankiewicza z kilku powodów.

Po pierwsze (i najważniejsze), autor nie zajmuje stanowiska w opisywanej sprawie. Dziennikarz przedstawia temat w oparciu o fakty, zachowując opinie na dla siebie. Aby uniknąć nieścisłości przy parafrazowaniu słów, wprost przytacza cytaty ze wspomnianego wniosku złożonego przez PiS.

Dlatego też PiS domaga się ponownego przeliczenia głosów w Katowicach (okręg nr 75), Koszalinie (nr 100), Grudziądzu (nr 12) i trzech okręgach w Wielkopolsce (nr 92, 95 i 96). PiS złożyło skargę w tej sprawie do Sądu Najwyższego.

 

„Ustalenie, iż część głosów zostało nieprawidłowo uznanych za nieważne, zaś w rzeczywistości powinny być one uznane jako głosy poparcia dla kandydata KW Prawo i Sprawiedliwość decyduje o tym, że najwięcej głosów uzyskał kandydat KW Prawo i Sprawiedliwość” — napisał we wniosku szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski.

Po drugie, dziennikarz nie tylko opisuje ostatnie wydarzenia, ale podejmuje decyzje aby zweryfikować twierdzenia PiS-u, że podczas wyborów w sześciu wymienionych wyżej okręgach senackich padło zaskakująco dużo głosów nieważnych. Wymaga to dokonania odpowiedniej analizy wyników w poszczególnych okręgach i ich porównania jej rezultatów. Ponadto, praca dziennikarska Stankiewicza zasługuje na uznanie, gdyż nie poprzestaje na tym i sprawdza również tezę PiS-u, zgodnie z którą wiele kart w ww. okręgach zostało uznanych za nieważne z powodu dwóch krzyżyków postawionych przy różnych nazwiskach. Autor posługuje się konkretnymi danymi i w logiczny sposób formułuje wynikające z nich wnioski.

Onet postanowił sprawdzić sytuację we wszystkich wspomnianych okręgach. Okazało się, że zaskarżone przez PiS okręgi wcale nie są wyjątkowe, jeśli chodzi o odsetek głosów nieważnych. W skali kraju średnia nieważnych głosów to 2,53 proc. W tej sytuacji wskaźnik ten w Koszalinie (2,44 proc.) jest niższy od przeciętnej. Podobnie jest w Grudziądzu (2,08 proc.) oraz w okręgu nr 92 w Wielkopolsce (1,63 proc).

 

W Katowicach — 34 proc. to podwójne krzyżyki, zaś puste karty — 65 proc. W Koszalinie — 23 proc. wobec 77 proc. W Grudziądzu 28 proc. do 72 proc. We wszystkich zaskarżonych wielkopolskich okręgach jest podobnie. W okręgu nr 92 — 27,6 proc. do 72,4 proc. W okręgu 95 — 23,65 proc. do 76,35 proc. Zaś w okręgu 96 — 27 proc. do 73 proc.

Po trzecie, pozornie skomplikowane statystyki, wyliczenia i analizy punktów procentowych są przedstawione w sposób przejrzysty, a co ważniejszejsze – przystępny i zrozumiały dla przeciętnego odbiorcy. To bardzo ważne ze względu na przekaz, który, mimo, że nie został bezpośrednio sformułowany, płynie z danego artykułu. Autor opierając się wyłącznie na danych statystycznych krok po kroku wykazuje fałszywość twierdzeń, które PiS zawarł we wniosku do Sądu Najwyższego. Przeprowadza symulację sytuacji, w której głosy nieważne są zaliczone na poczet partii rządzącej i udowadnia, że jedynie w jednym okręgu zmieniłoby to wynik wyborów.

Z kolei w okręgu nr 96 zwyciężył Janusz Pęcherz z Koalicji Obywatelskiej. Dostał 72 579 głosów, podczas gdy jego konkurent z PiS Andrzej Wojtyła — 70 993. Głosów z krzyżykami było 1481. Gdyby je wszystkie zaliczyć Wojtyle, miałby ich 72 474, czyli wciąż ponad 100 mniej od kandydata KO.

Jedynym niedociągnięciem, które można zarzucić autorowi to brak wskazania źródła danych, które zostały przedstawione w artykule. Z jednej strony może się wydawać oczywiste, że pochodzą one z publikacji Państwowej Komisji Wyborczej, natomiast dobra praktyka dziennikarska wymaga wskazania źródeł. 

Podsumowując

kryterium prawdy: 0,8/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

W sumie: 4,8/ 5 Gratulujemy tak wysokiego wyniku!

Dominika Sitnicka o ustawie w sprawie edukacji seksualnej

Dominika Sitnicka o ustawie w sprawie edukacji seksualnej

Dominika Sitnicka „PiS zagłosował za ustawą o zakazie edukacji seksualnej. Projekt trafił do komisji sejmowej” OKO.press z 16 października 2019 r.

 

 

Wielokrotnie podkreślaliśmy, jak trudno jest napisać obiektywny i rzetelny tekst, a szczególnie taki, który nawiązuje do delikatnych oraz burzliwych kwestii. Będąc dziennikarzem i podejmując taką tematykę, nie łatwo opisać fakty, odsuwając na bok swoje przekonania i emocje. Z tego powodu chcielibyśmy wyróżnić artykuł Dominiki Sitnickiej , która w sposób bezstronny oraz neutralny porusza dość aktualny temat, jakim są prace nad nowelizacją artykułu 200b Kodeksu Karnego dotyczącego pochwalania i propagowania pedofilii.

 

W pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na mnogość zabiegów jakie stosuje autorka, aby zbudować świadomość czytelnika, opartą na faktach, a nie opiniach. Dziennikarka przytacza, z czyjej inicjatywy powstał projekt oraz jak został on uzasadniony, jaki był rozkład głosów za skierowaniem ustawy do dalszych prac, a także umieszcza w swoim artykule elektroniczną wersję tego projektu, dzięki czemu czytelnik ma szansę zapoznać się z jego oryginalną wersją, a nie tą sparafrazowaną przez różne osoby czy portale. To co sprawia, że artykuł staje się jeszcze bardziej rzetelny, to powoływanie się na obecne przepisy prawne, aby wiarygodnie pokazać jak jest oraz co w stosunku do tego ma się zmienić.

Obecnie przepis ten stanowi:

 

Art. 200b. Kto publicznie propaguje lub pochwala zachowania o charakterze pedofilskim, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. […]

 

Pamiętać trzeba, że zgodnie z polskim prawem osobą małoletnią jest osoba poniżej 18 roku życia. W Polsce uprawiać seks i podejmować czynności seksualna mogą już osoby piętnastoletnie. Dlaczego autorzy projektu chcą karać za pochwalanie czegoś, co jest legalne?

 

Po drugie autorka powołuje się na opinie ekspertów, którymi w tym przypadku była Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton oraz Polskie Towarzystwo Seksuologiczne, ale sama nie ocenia ich wypowiedzi. Nie potwierdza słuszności oświadczeń czy też nie krytykuje ich. Przedstawia je jedynie jako suche fakty, które podlegać mogą subiektywnej ocenie czytelnika. Zasługuje to na pochwałę, bo dzięki takiemu zabiegowi dziennikarka pozwala nam, przekonać się, co na ten temat myślą środowiska, które znają się na temacie, ale jednocześnie nie próbuje nam sprzedawać swojego sposobu patrzenia oraz poglądów.

Głos w sprawie projektu zabrała Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton, apelując do parlamentarzystów o natychmiastowe odrzucenie ustawy. „Jako Grupa Ponton mamy stały kontakt z młodymi ludźmi – mówią nam o problemach, troskach, potrzebach, a my ich słuchamy i wspieramy. Możemy zapewnić, że proponowana nowelizacja Kodeksu Karnego zadziała na szkodę najmłodszych Polek i Polaków […]”

 

Do odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu wzywało posłów i posłanki także Polskie Towarzystwo Seksuologiczne: „Ustawa, zmierzając do uniemożliwienia prowadzenia działań z zakresu edukacji seksualnej w Polsce, patologizuje te bardzo potrzebne oddziaływania. […]Co więcej, choć autorzy Ustawy deklarują, że ich celem jest „ochrona dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją”, to skutek ewentualnego zakazu będzie dokładnie przeciwny – wzrośnie zagrożenie przemocą seksualną w Polsce. Stanie się tak, ponieważ edukacja seksualna jest podstawowym działaniem zmniejszającym prawdopodobieństwo stania się zarówno ofiarą, jak i sprawcą przemocy seksualnej”.

 

Po trzecie autorka, aby zobrazować jakie reakcje wzbudzał ten projekt ustawy przed głosowaniem, przytacza opinie różnych polityków, ale nie tylko, bo zwraca również uwagę na tłum, który w czasie pierwszego czytania protestował pod gmachem Sejmu. Wbrew pozorom, powołanie się na tak wiele stron sporu, nie jest czymś często spotykanym w artykułach (zazwyczaj bierze się pod uwagę stanowisko tylko jednej strony, a tutaj mamy aż trzy).

Głos zabrała Joanna Scheuring-Wielgus: „Dlaczego wprowadzanie gniot legislacyjny i ideologiczny? Dlaczego zrównujecie edukację seksualną z pedofilią?”. „Wara od naszych dzieci” – zakończyła swoje przemówieniem posłanka Lewicy.

 

Gęstniejący od 17.30 tłum młodych ludzi pod Sejmem skandował w tym czasie” „Ręce precz od naszych dzieci”.

 

Krzysztof Paszyk (PSL) nie rozumiał sensu protestów: „Dlaczego chcecie zakazywać najskuteczniejszej metody do walki z pedofilią, czyli edukacji seksualnej?”.

 

„Wysoka Izbo, ten projekt nie ma nic wspólnego z ochroną dzieci przed pedofilią” – komentowała Monika Wielichowska z PO. „To nie jest projekt, który dotyczy mnie, Kidawy-Błońskiej, ani Kaczyńskiego. Ten projekt dotyczy was, młodych ludzi!”.

 

Poseł Andrzej Matusiewicz stwierdził, że pomoże on realizować prawa dzieci do „poszanowania godności, wolności od przemocy psychicznej, ochrony jego prywatności i wrażliwości”, a także „prawo rodziców do wychowania dziecka zgodnie z przekonaniami”.

 

Co należy do minusów tego artykułu? Na pewno, to co wydaje się być mało istotne i często się o tym zapomina, a jednak jest szalenie ważne- powoływanie się na wyniki badań, nie podając ich źródła.    Jest to dość popularny błąd, który bardzo często nie wynika z próby zatajenia prawdy, tylko z zwykłego zaniedbania lub niedopatrzenia, jednak do naszych obowiązków należy zwracanie uwagi na takie kwestie, aby budować świadomość zarówno dziennikarzy jak i czytelników.

Ponton przypomina także, że zgodnie z badaniami aż 84 proc. Polek i Polaków dostrzega potrzebę przekazywania młodzieży wiedzy o seksualności w szkołach.

Oprócz tego mamy drobne zastrzeżenia co do przykładów grup osób, które może dotknąć nowelizacja ustawy. Z takimi wnioskami, kto będzie karany w myśl nowych przepisów, należy być niezwykle ostrożnym, a przynajmniej na takim etapie, na którym obecnie znajduje się projekt. To w jaki sposób prawa te będą rozumiane i kogo dotkną, będzie leżało w interesie sądu oraz jego interpretacji artykułów w konkretnych przypadkach.

Ale na edukatorach seksualnych może się nie kończyć. W myśl przepisów odpowiedzialny mógłby być ginekolog, który przepisze siedemnastolatce tabletki antykoncepcyjne, czy szkolny psycholog, który powie nastolatkowi, że masturbacja („inna czynność seksualna”) jest czymś zupełnie normalnym.

Pomimo tych drobnych potknięć naszym zdaniem Dominika Sitnicka napisała naprawdę rzetelny oraz obiektywny artykuł, przy czym wykonała ona porządną dziennikarską robotę. Cały czas autorka starała się przekazywać prawdę i tylko prawdę, opierając się w większości przypadków na faktach oraz cytatach. To wpłynęło również na przedstawienie sytuacji w sposób chłodny, trzeźwy, bez zbędnych emocji, co również niezwykle podwyższa wartość tego artykułu.

Podsumowując

kryterium prawdy: 0,5/1

kryterium obiektywizmu: 1/1

kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1

kryterium szacunku i tolerancji: 1/1

kryterium zasadności tytułu: 1/1

 

W sumie: 4,5/ 5 Gratulujemy tak wysokiego wyniku!

Mariusz Zielke o pedofilii w show biznesie

Mariusz Zielke o pedofilii w show biznesie

Mariusz Zielke w interesie społecznym, o pedofilii w polskim show biznesie, sprawa Krzysztofa Sadowskiego

 

Śmiemy przypuszczać, że dzisiejszy artykuł na naszym portalu będzie wyjątkowy. Nie przyjmie on bowiem dotychczasowej formy, zgodnie z którą wskazujemy pozytywne cechy konkretnego materiału dziennikarskiego i oceniamy go według przyjętych wcześniej kryteriów. Sprawa jest bowiem znacznie poważniejsza i dotyczy niezasłużonego cierpienia wielu niewinnych osób przez dziesięciolecia. Dzisiaj – na podstawie konkretnego przypadku – zastanowimy się nad tym czym w istocie jest dobre dziennikarstwo.

Czy takim mianem – dobrego dziennikarstwa – można określić kilkunastomiesięczne śledztwo i zdobywanie informacji w bulwersującej sprawie? Czy na takie miano zasługują działania mające na celu zainteresowanie głównych polskich mediów skandalem wymagającym natychmiastowego ujawnienia? Czy dobrym dziennikarstwem można w końcu nazwać przerwanie zmowy milczenia i heroiczną wręcz próbę nagłośnienia sprawy na własną rękę, podczas gdy wszystkie duże media nie wykazują sprawą zainteresowania? Chyba każdy Czytelnik odpowie na powyższe pytania twierdząco. Celem zdemaskowania skandalicznych zachowań i pilnie strzeżonej tajemnicy, Mariusz Zielke, o którym tutaj mowa, powrócił do porzuconego kilka lat temu zawodu dziennikarza i od kilku tygodni upowszechnia wiadomości dotyczące sprawy pedofilii Krzysztofa Sadowskiego – znanego muzyka, jazzmana, człowieka wielu znajomości i kontaktów, współtwórcy fundacji Tęcza oraz znanego w latach 90’ programu „Tęczowy Music Box”, przez które przewinęły się setki, a może nawet tysiące dzieci mających nadzieję na rozwinięcie swoich pasji i talentów. Nie zdawały sobie jednak sprawy z brutalnej pułapki, która na nich czyhała…

Zacznijmy od początku. 4 sierpnia na swoim prywatnym profilu Mariusz Zielke publikuje post:


Pod udostępnionymi wpisami niejednokrotnie pojawia się bezpośrednie pytanie: „O kogo chodzi?”, dziennikarz jednak nie podaje nazwiska ponieważ ma nadzieję, że zgłosi się do niego więcej ofiar i będzie w stanie zweryfikować wcześniej zgromadzone oskarżenia i dowody. Podejmuje się ogromnej pracy dziennikarskiej dokonując dalszych ustaleń w sprawie, gdyż po 4. sierpnia zgłasza się do niego coraz więcej osób z nowymi informacjami. Wśród nich są także kolejne ofiary pedofila. Liczba doniesień i indywidualnych historii sprawia, że Zielke nie ma już wątpliwości i postanawia ujawnić nazwisko oprawcy. Jak sam pisze „relacji jest zbyt wiele, żeby były nieprawdziwe”. Kontaktuje się także z żoną Sadowskiego – Panią Lilianną, gdyż jej mąż jest człowiekiem chorym i przebywa w szpitalu. Spotyka się ze ścianą zaprzeczenia, jednak mimo to chce dać możliwość wypowiedzenia się oprawcy. Jak sam deklaruje jest w stanie w każdej chwili się spotkać i wysłuchać jego wersji wydarzeń.

Nie mając za plecami żadnego dużego medium Mariusz Zielkie, świadomy wiążącej się z tym odpowiedzialności, publikuje na portalu Salon24 oraz na niszowych blogach (m.in. winteresiespolecznym.pl) relacje ofiar, dzisiaj już dorosłych kobiet i mężczyzn. Próbuje pociągnąć za każdy możliwy sznurek aby nagłośnić sprawę i wszystkie jej szczegóły. Można przypuszczać, że dziennikarz nie pozwoliłby sobie na to nie mając wystarczających dowodów. Ręczy za to swoim całym autorytetem, a przypomnijmy jest laureatem nagrody Grand Press z roku 2005 w kategorii „Dziennikarstwo śledcze”. Jego późniejsze odejście z zawodu, to temat na osobną historię. W omawianej sprawie jednak bardzo istotna jest również motywacja samego Mariusza Zielke:

To są niezwykle trudne sprawy, wychodzą zwykle po wielu latach, są przedawnione karnie, nie mam prawa żądać od nikogo przechodzenia przez tę traumę po raz drugi. W interesie społecznym jest jednak ujawnienie faktów, żeby chronić potencjalne ofiary (nie tylko tego sprawcy). Musimy rozmawiać o tym, jakie procedury pracy z dziećmi wprowadzić, by uchronić je od molestowania. Konieczne jest także zniesienie przedawnienia przestępstw pedofilii, bo one zawsze wychodzą po wielu latach.

Na początku główne media (w tym całodobowe telewizje informacyjne) ignorują temat, zupełnie inaczej niż w przypadku niedawnego głośnego filmu Tomasza Sekielskiego o pedofilii w kościele. Wielu „kolegów po fachu” krytykuje Zielkego za stosowanie niestandardowych metod. Temat nagłaśnia jedynie portal Wirtualna Polska. Po kilku tygodniach, dziesiątkach wpisów i wielu heroicznych działaniach jednego człowieka widać, że kolejne media nie mają już wyboru. Pojawiają się materiały w głównych stacjach telewizyjnych (Polsat News, TVP Info) i dużych portalach internetowych. Sprawa jednak nie ujrzałaby światła dziennego gdyby nie gigantyczny wysiłek jednego człowieka, którego na naszym portalu niniejszym wpisem chcemy docenić. Mariusz Zielkie – gratulujemy wytrwałości i heroizmu w imię wyższych wartości.

Temat ten będziemy jako Instytut Dyskursu i Dialogu podejmować jeszcze wielokrotnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że sprawa Sadowskiego to tylko wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o pedofilię w polskim show biznesie, w którym opisywana sprawa była tzw. tajemnicą Poliszynela: wszyscy wiedzieli, ale nikt nie reagował. Póki co, Mariusz Zielke prowadzi zbiórkę w celu nakręcenia głośnego filmu na ten temat. Obiecuje, że ujawnionych zostanie mnóstwo szokujących informacji, które nie spodobają się wielu osobom ze świecznika. Polecamy wsparcie tej inicjatywy i sami się do niej dorzucamy!

Agnieszka Kwiatkowska o Szczycie Bałkanów Zach.

Agnieszka Kwiatkowska o Szczycie Bałkanów Zach.

Agnieszka Kwiatkowska, „Najważniejsi europejscy przywódcy w Poznaniu. Prezydent Duda: Bałkany Zachodnie nie mogą brać udziału w biegu, w którym nie widać mety”, Gazeta Wyborcza Poznań z dnia 5 lipca 2019 

Portal Dobrzy Dziennikarze powstał po to aby doceniać przykłady rzetelnego dziennikarstwa nie tylko w ogólnopolskich wydaniach mediów, ale również na szczeblu lokalnym, szczególnie gdy – tak jak widać poniżej – analizowany materiał podejmuje istotne politycznie tematy. Postanowiliśmy wyróżnić artykuł Agnieszki Kwiatkowskiej z kilku powodów.

Po pierwsze, materiał ma zdecydowanie charakter informacyjny. Odpowiada w sposób wyczerpujący na podstawowe pytania, które każdy rzetelny artykuł zawierający informacje powinien zawierać tj. Kto? Co? Gdzie? Kiedy? Jak? Dlaczego? Autorka relacjonuje wydarzenia w sposób bezstronny, nie formułując w tekście ocen lub komentarzy. W warstwie informacyjnej powstrzymuje się również od uszczypliwości bądź ocennych przymiotników.

Po drugie, artykuł w większości składa się z wypowiedzi Prezydenta Andrzeja Dudy i Premiera Mateusza Morawieckiego oraz parafraz ich słów. Świadczy to o rzetelnym przytaczaniu słów oraz dokładności pracy dziennikarki. Realizowana w ten sposób jest również zasada prawdy, zgodnie z którą wydarzenia powinny być relacjonowane bez zniekształceń.

Podkreślał, że Polska była i będzie orędownikiem rozszerzania Unii Europejskiej. – Bałkany to integralna część Europy. (…) Mówię to świadomie, jako prezydent kraju, który korzysta z unijnych środków i w przyszłości będzie musiał się tymi środkami podzielić z nowymi członkami – podkreślał prezydent.

Po trzecie, autorka wyjaśnia kontekst polityczny niektórych wypowiedzi, co jest dowodem na dbałość o dobro odbiorcy. W ten sposób dziennikarka ułatwia czytelnikom zrozumienie doniosłości niektórych wypowiedzi.

Odniósł się również do decyzji o odsunięciu rozpoczęcia rozmów negocjacyjnych między Unią a Macedonią Północną i Albanią, mimo że kraje te spełniły postawione wcześniej przez wspólnotę warunki, m.in. przeprowadziły reformy sądownictwa, a Macedonia Północna zdecydowała się na zmianę nazwy, by unormować stosunki z Grecją.

Po czwarte, dziennikarka w pełni respektuje zasady dotyczące tytułowania polskich wyższych urzędników państwowych. Niejednokrotnie bowiem zdarza się w przekazach medialnych, że celem obniżenia rangi danej osoby przedstawia się ją po raz pierwszy wyłącznie z nazwiska bądź bez użycia odpowiedniego tytułu (szczegóły w opracowanym przez nas raporcie – https://bit.ly/2UDpit2). W omawianym tekście jednak tego rodzaju uchybienia nie mają miejsca.

Pewne wątpliwości budzi w nas jedynie sposób sformułowania tytułu. Jest on pewnego rodzaju niedopowiedzeniem, które bez kontekstu (który naturalnie pojawia się później, w treści artykułu) może prowadzić do nieuprawnionych wniosków. Bałkany Zachodnie nie mogą brać udziału w biegu, w którym nie widać mety – stwierdzenie to nie jest jednoznaczne i równie dobrze może świadczyć o nieprzychylnym nastawieniu (odnośnie wstąpienia Bałkan Zachodnich do Unii) Andrzeja Dudy, co nie jest zgodne z prawdą.

Podsumowując:

kryterium prawdy: 1/1
kryterium obiektywizmu: 1/1
kryterium oddzielenia informacji od komentarza: 1/1
kryterium szacunku i tolerancji: 1/1
kryterium zasadności tytułu: 0,5/1